Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [10]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Dusza
Pamiętnik internetowy
WSPOMNIENIA BIEGAJĄCEGO INACZEJ

Duszyński Tomasz
Urodzony: 1976-01-04
Miejsce zamieszkania: Strzelin
15 / 86


2010-09-21

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Twardy byłem... ale zgrzytam zębami! (czytano: 272 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: www.tduszynski.eu.interia.pl



Twardy byłem... ale zgrzytam zębami!
Tak, mam moralnego kaca... Walka była i z samym sobą i zawodnikiem numer 117 ;) Ale o tym, za chwilę...
W Tardogórze postanowiłem pobiec na luzie. Założenie nawet spełnione, bo musiałem się skupić na liczeniu okrążeń. 6 ich było. 10 km, małe, malownicze miasteczko. Rzeczywiście położone na wzniesieniu, przez co pętla w połowie była pod górkę, a potem, oczywiście z górki. Ta specyfikacja mi nie podeszła, ale jak się chce biegać, to nie ma co narzekać.
Wróćmy do zawodnika numer 117.
Gdzieś tak po drugim okrążeniu przykleiłem się do pana w niebieskiej koszulce. Biegł tempem, które bardzo mi odpowiadało. Chwilami na podbiegach wyprzedzał mnie o 20 metrów, potem niwelowałem odległość do 5 metrów.
Tuż przed ostatnim okrążeniem, na podbiegu zrównaliśmy się, a to, by upewnić się, że rachunkach się nie pomyliliśmy i przed nami na pewno ostatnia pętla.
Oczywiście po uprzejmej wymianie zdań, 117 pognał do przodu, co mnie bardzo rozeźliło ;)
Powiedziałem sobie w duchu, "Nu pagadi"!
Przyczaiłem się do połowy ostatniego okrążenia, podążając niczym cień z gorącym oddechem na plecach 117.
I naagle! Dałem takiego kopa przed siebie, że byłem pewny, że sam Usain Bolt by mnie nie dogonił.
I rzeczywiście zaczął się podbieg, który miał trwać aż do mety. Wyminąłem kilka osób, biegnąc jak szalony. Skupiłem się na kolejnym zawodniku, którego wyglądało na to wyprzedzę tuż przed metą. Założenie się sprawdziło. Wyminąłem zawodnika i pełen niewysłowionej radości pobiegłem w kierunku mety. A meta moi drodzy była w nietypowym miejscu, bo trzeba było lekko skręcić w lewo. I już miałem wejść w zakręt, by pokonać ostatnie 10 metrów jako moralny zwycięzca oczywiście. Gdy z mojej prawej strony powiał wiatr i co...? Zawodnik z numerem 117 pognał sprintem wymijając mnie niczym pachołek. Nie zauważyłem, go, nie usłyszałem nawet (myślę, że nie oddychał w tym momencie, żeby nie zdradzić się tym gorącym oddechem ;). Był rozpędzony a i odległość do mety zbyt mała, więc nie zdążyłem wrzucić swojego sławnego (taaa, sławnego) 6 biegu.
Jedno muszę przyznać, oczywiście gratulując panu z numerem 117... Ucieszył się, skacząc do góry po przekroczeniu mety tak wysoko, że pomyślałem, że chyba częściej bliźnim będę sprawiał taką radość :) Mi natomiast ręce opadły... Pogratlulowałem... szczerze, bo dla takich chwil się biega.
Jest co wspominać. Uśmiech pana z numerem 117 - bezcenny ;)
A ja? Cóż... przyczaję się. Może się jeszcze spotkamy na zawodach ;) I zawsze będę oglądał sie przed linią mety za siebie ;)

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
Wojciech
11:35
PRE
11:13
schlanda
11:07
Świstak
10:55
Gryzli
10:55
Mikesz
10:36
zwojtys
10:33
BOP55
10:21
wypar@interia.pl
10:09
biegacz54
10:03
Leno
09:31
RunLaw
09:06
Tatanka Yotanka
08:42
42.195
08:28
platat
08:22
mariuszkurlej1968@gmail.c
08:03
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |