Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [9]  PRZYJAC. [176]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
szmajchel
Pamiętnik internetowy
A ja ciągle biegam. Biegam, biegam, biegam...

Piotr Książkiewicz
Urodzony: 1987-10-09
Miejsce zamieszkania: Wągrowiec / Poznań
236 / 283


2010-05-03

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Startowy weekend majowy. (czytano: 533 razy)

 

Weekend majowy zaczął się dla mnie już w piątek, prosto z pracy wyruszyliśmy razem z Benkiem i Martyną do Torunia, aby rano stamtąd pojechać na VIII Półmaraton Chełmżyński.

Warunki pogodowe były tego dnia idealne na ściganie, można było narzekać jedynie na dość mocno wiejący wiatr.

Tuż po starcie, jak to zwykle ma miejsce na takich biegach nastąpiło mierzenie sił - nikt nie chciał mocniej ruszyć i w ten sposób razem z Benkiem i Patrykiem Domińczakiem prowadziliśmy przez pierwsze kilkaset metrów.
W okolicy pierwszego kilometra zaczęły się kształtować grupy zawodników, ja razem z Benkiem oraz dwoma innymi zawodnikami utworzyliśmy drugą grupę co dawało nam miejsca od 8 do 12, pierwsze kilometry były dość szybkie ale jednocześnie był to jedyny odcinek gdzie wiało w plecy. Swoją drogą to miałem wtedy okres zwątpienia we własne możliwości, ponieważ jeszcze całkiem niedawno takim tempem nie biegałem nawet w czasie biegu na 10 kilometrów.
Na siódmym kilometrze z naszej grupy odpadł jeden z zawodników, została nas więc trójka. Biegliśmy bardzo równo i dobrze taktycznie, ciągle zmieniając się na prowadzeniu, na 10tym kilomtrze złapałem międzyczas 35:52 - co było jednocześnie moim drugim wynikiem w życiu :) Chwilę później niestety odpadł kolejny z zawodników, zostałem więc sam z Benkiem.
Ok. 14-tego kilometra na trasie były dwa dość spore podbiegi, które dały nam w kość, mimo to minęliśmy jednego z zawodników, który odłączył się od grupy i cały czas zbliżaliśmy się do pozostałych.
Wydawało mi się że jest szansa ich dogonić. Ok. 15km spróbowałem zaatakować i na chwilę odłączyłem się od Benka, niestety szybko doszedłem do wniosku, że musiałbym przyśpieszyć do tempa ok. 03:20/km żeby z nimi powalczyć, a to było już poza moim zasięgiem, wróciliśmy więc do wspólnego biegu. Benek jednak opadł z sił na tyle, że musiałem sam prowadzić już do końca, na finiszu udało mi się trochę urwać i w ten sposób poprawiłem życiówkę o ponad 3 minuty, osiągając czas: 01:16:08. Nie muszę dodawać, że byłem z niego zadowolony? :)

Po tym starcie nie mogłem odpocząć tak jak bym sobie tego życzył. Po biegu byliśmy na grilu u Tarziego, a następnego dnia już o 6:30 miałem pociąg do Poznania. Tam spędziłem 7 godzin w pracy, zrobiłem rozruch i ruszyłem do Wągrowca, gdzie z samego rana czekał mnie kolejny start :)

Spodziewałem się, że bieg w Wągrowcu tradycyjnie odbędzie się na trasie wokół jeziora, byłem więc bardzo zdziwiony gdy okazało się, że biegniemy na 3 pętlach po 2km każda (2km to moja wersja, według GPS-u znajomego, według organizatorów pętla miała 1800m :)). Celem była oczywiście walka o zwycięstwo. Przyjechał zawodnik, który na kilku poprzednich biegach w Wągrowcu ze mną wygrywał: Tomek Radka, a także Piotr Dziuba który kilka dni wcześniej walczył o zwycięstwo w I Dziesiątce Kaczorskiej z Maćkiem Łucykiem, więc teoretycznie był poza zasięgiem.
Przed startem jak przystało na biegi w Wągrowcu nie mogło się obyć bez zamieszania. Pierwotnie start biegu głównego miał być o godzinie 11:15, jednak na godzinę przed startem poinformowano mnie, że startujemy razem z biegiem weteranów o 10:30 - zrobiłem więc szybką rozgrzewkę i zjawiłem się na starcie... Niestety zabrakło kilku ze zgłoszonych zawodników (do których informacja o przełożeniu startu nie dotarła) , więc nasz start wrócił na pierwotną godzinę 11:15... O 10:55 po raz kolejny zaczęto wzywać zawdoników na start, tym razem postanowiłem go jednak sam zbojkotować, aby się odpowiednio rozgrzać. Zjawiłem się więc na starcie punktualnie o 11:15... I zaczęło się...
W tym biegu również nikt nie zamierzał objąć prowadzenia, więc przypadło ono mnie, prowadziłem przez połowę pierwszej pętli wtedy wyprzedzł mnie Piotr Dziuba, oderwał się na ok. 20-30 metrów i tak już zostało. Trasa wiodła przez doskonale znane mi dość wymagające krosowe ścieżki, chodnik oraz tartan na Wągrowieckim stadionie. Oprócz kilku podbiegów, był też jeden ostry nawrót podczas wybiegu z stadionu. Podsumowując trasa była dość ciężka. Jak już pisałem przewaga prowadzącego utrzymywała się przez prawie cały bieg. Udało mi się ją zniwelować dopiero podczas finiszu na stadionie, doszedłem prowadzącego Piotra Dziubę i ostatnie 200m ścigaliśmy się bark w bark... Ostatecznie przegrałem o kila centymetrów... Zabrakło rzutu na metę, ale nie miałem czasu o tym myśleć... Międzyczasy jakie złapałem (pętla miała dokładnie 2km) to: 6:51, 6:51, 6:37. Oczywiście czuję niedostyt, bo jak każdy wolałbym wygrać. Mimo to wydaje mi się, że drugie miejsce po walce do samego końca smakuje lepiej niż zwycięstwo po samotnym biegu. Trzeciego zawodnika (Tomka Radke) pokonałem o ok. 45" tak więc częściowo rachunki wyrównane. Teraz czas trochę odpocząć, a już w piątek start na Akademickich Mistrzostwach Wielkopolski, 1500 lub 3000m..? Zastanawiam się jeszcze :)

Póki co wygląda na to, że plany treningowe z kwietnia się sprawdziły, jego podsumowanie w kolejnym wpisie.

Na zdjęciu: finisz biegu w Chełmży (7 miejsce w generalce, 2 w kat. wiekowej).

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


Przemek_G (2010-05-04,22:53): Gratulacje. Super biegi. Osobiście Chełmżę wspominam bardzo dobrze. Byłem tam kiedyś 4-ty i 6-ty. Fajne zawody:)







 Ostatnio zalogowani
mihone
06:21
kmajna
00:39
jacekklosek
00:24
grzedym
23:49
uro69
23:42
lisu
22:46
kasar
22:43
mandos
22:11
rogul
21:44
pepe188
21:37
INGL66
21:36
ona
21:14
pagand
21:11
staszek63
21:11
p.1
21:05
kolor70
20:52
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |