2010-03-31
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Sztafeta 5x5 Warszawa (czytano: 490 razy)

To był zdecydowanie ciężki weekend... Zaczęło się już w pi±tek wieczorem od podróży do Torunia, tam ugo¶ciła nas Benka siostra, a jako że było już do¶ć póĽno od razu poszli¶my spać... a raczej się położyć, bo oboje długo nie mogli¶my zasn±ć.
Tak więc w sobotę po zaledwie 3 godzinach snu wyruszyli¶my razem z Tarzim i Krzy¶kiem Bartkiewiczem do Warszawy, jak zwykle w tym towarzystwie było do¶ć zabawnie, komentarze Tarziego s± bezbłędne i niepowtarzalne (z obiektywnych przyczyn nie zdecyduję się na cytaty).
Na miejsce dotarli¶my już przed ósm±, odebrali¶my więc pakiety startowe i czekali¶my na pozostał± czę¶ć drużyny. Mieli¶my pobiec w składzie: Suchy, Benek, Ja, Tarzi, Łukasz Panfil (w takiej wła¶nie kolejno¶ci).
O umówionej godzinie zjawił się jednak tylko Suchy, a z Łukaszem nie mieli¶my żadnego kontaktu... Po kilkudziesięciu minutach okazało się, że Łukasz się nie zjawi... Pomylił datę i jest w tym momencie kilkaset kilometrów od Warszawy... Nasza walka o zwycięstwo legła w gruzach...
Nie mieli¶my żadnego planu awaryjnego, bo oczywi¶cie nikt nie spodziewał się takiej sytuacji... zdecydowali¶my więc że dwie zmiany pobiegnie najmocniejszy z nas: Suchy (co wi±zało się z dyskwalifikacj± - jednak lepsze to niż rezygnacja ze startu). Piotrek był już na trasie, kiedy Paweł Januszewski znalazł zastępstwo, był to chłopak który uczęszczał na spotkania PUMA z biegiem Warszawy - i zamierzał pobiec ok. 18 minut... Więc nasze szanse na wygranie nadal były nikłe...
Kiedy wybiegałem na swoj± zmianę zajmowali¶my pierwsz± pozycję. Wtedy niestety na własnej skórze przekonałem się, że biegaj± nie tylko nogi... Po starcie wydawało mi się, że biegnę do¶ć mocno, ci±gle pod wiatr... Po ok. kilometrze był pierwszy z nawrotów (na trasie były aż 3) mogłem więc skontrolować przewagę jak± mam nad kolejnym zawodnikiem. Było to ok. 30 sekund, a wiedziałem, że aby my¶leć o zwycięstwie drużynowym powinienem przekazać pałeczkę z ponad dwuminutow± przewag± - co było oczywi¶cie nierealne. Próbowałem biec jak najmocniej, jednocze¶nie wydaje mi się, że wmawiałem sobie zmęczenie większe niż w rzeczywisto¶ci mi towarzyszyło... Przy¶pieszyłem dopiero na ostatnim kilometrze, bo tyle można wykrzesać z siebie nawet na treningu... W efekcie na mecie kompletnie nie byłem zmęczony, a wynik zrobiłem słabszy niż międzyczas na Maniackiej Dziesi±tce...
Cał± sztafetę przegrali¶my tak jak się spodziewałem z ponad dwuminutow± strat±, ja czuję się Ľle bo wiem, że nie dałem z siebie wszystkiego... Muszę nad sob± popracować...
Wyj¶cie na podium jeszcze nigdy nie przyniosło mi tak mało satysfakcji... Drugie miejsce w tym wypadku to było TYLKO drugie miejsce, a więc porażka. Zwycięzcy byli zdecydowanie w naszym zasięgu, gdyby skład był taki jak miał być...
Rozpisałem się chyba aż za nadto więc dalsza czę¶ć ciężkiego weekendu w kolejnym wpisie :)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |