2009-03-07
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Bochnia ... czyli 12 godzin podziemnej walki. (czytano: 417 razy)

Jako, że drugie podejście do 12 Godzinnego Podziemnego Biegu Sztafetowego w Kopalni Soli w Bochni okazało się szczęśliwe w piątek 6 marca wyruszamy na podbój Bocheńskich podziemi.
Startujemy jako zespół „MPEC Leszno” wszyscy członkowie naszej drużyny pracują w tej samej firmie a Zarząd MPEC-u zafundował nam koszulki i transport. Podróż do Bochni trwa 9 godzin, od momentu wjazdu na płatną autostradę w Katowicach lądujemy w korku (pozostawię to bez komentarza) i poruszamy się w tempie 25 km w 50 minut. Po przyjeździe udajemy się do restauracji na ostatni normalny posiłek. Zajadam się wybornym żurkiem i myślę dlaczego w mojej okolicy żurek jest mało popularny, a jak ktoś już go serwuje to jest jakoś taki niezjadliwy.
Około godziny 21 zjeżdżamy windą w dół i rozbijamy obozowisko. Robimy krótki rozeznanie logistyczne i rozglądamy się za znajomymi. Spotykam LauraLi, Jaremę, Wirka, Toyę, Scorpiusa, Maciasa, Justycje no i Marek przedstawia mi Mamusięjakubaijasia. Około 23 kładziemy się spać, budzę się około 1.30 i już nie zasypiam, jak to zwykle bywa pierwszej nocy w nowym miejscu.
Taktykę biegu mamy ustaloną, będziemy biegać po 2 kółka czyli po 4840 m. Pierwszy rusza Heniu, potem Marek, Ja i Jurek. Pierwszą swoją rundkę kończę w czasie 23 minut, następną biegnę 30 sekund dłużej i już wtedy wiem, że będzie ciężko jak cholera.
Mieszkamy około 248 m pod ziemią, bieg odbywa się na poziomie 212 metrów, więc idąc na swoją zmianę musimy pokonać 36 w pionie (mniej więcej 10 piętro) pokonując 307 stopni na długości 140m.
Każdą następną zmianę biegnę 30 sekund dłużej niż poprzednią, po 4 rundach myślę... dopiero niecały półmaraton, ja zajechany, przede mną jest 3 rundy, masakra.
Jurek także odczuwa zmęczenie, Heniu i Marek im dłużej biegają tym lepiej wyglądają, ale te dwa harty naprawdę ciężko zajechać. Bieg kończymy o 22.00 przebiegając dystans 139 km, wstępnie wyliczyłem nasze możliwości na 142 km, wiec prawie trafiłem.
Kąpielka i do łóżek, większość zasypia natychmiast. W niedzielę organizator funduje nam wycieczkę po kopalni z przewodnikiem. Aby ją zaliczyć musimy po raz ostatni pokonać 307 stopni. Na wycieczce melduje się około 50 chętnych, jednym z powodu tak małej frekwencji są między innymi te schody, Henio stwierdza, że na ich widok chce mu się rzygać i po raz 8 nie będzie na nie wchodził.
O godzinie 10:00 dekoracje, losowanie upominków i wręczenie medali. Około godziny 11:30 ustawiamy się w kolejce do windy. Na dekoracji swoja obecnością zaszczycił nas pan Poseł (nazwiska nie pamiętam). Torując sobie drogę do windy, stwierdził, że może kiedyś z nami pobiega, gdyż na pewno przydałoby mu się to w zrzuceniu wagi. Marek jak to Marek gęba niewyparzona rzekł a raczej wykrzyczał : „Wszystkim w tym parlamencie by się to przydało, najlepiej jakbyście sobie diety pozmniejszali to by na to samo wyszło”. O 11 jesteśmy na powierzchni ,idziemy ponownie na żurek, placki po zbójnicku i do domu. Tym razem korków nie było, w Lesznie meldujemy się po 5 i pół godzinach.
Impreza w Bochni podobała się, fajny klimat, niespotykana trasa, dobra organizacja, ale abym tęsknił za następną tego typu imprezą, nie powiedział bym. Zdecydowanie jednak wolę Kaliskie ultra-maratońsko klimaty.
Wiem, wiem, jestem leń ... wolę poczłapać niż ... zapierniczać i płuca wypluwać.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Aga Es (2009-03-10,20:52): Gratuluję!Poczłapać mówisz...?Nie ściemniać mi tu:)! Mazurek (2009-03-17,15:30): Wspaniała przygoda. Gratuluję i podziwiam. Sam bym sie chyba jednak nie zdecydował bo boję sie przeciągów i guzów na głowie (proponowano mi dokompletowanie do zespołu). :)
Pozdrowienia dla całego zespołu :) Basieczka (2009-03-23,16:17): Gratulacje
|