2008-11-23
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Nałóg??? (czytano: 287 razy)

Wczoraj od godz. 15 ciemne chmurzyska przetoczyły sie nad lasem i rzęsisty deszcz rozpoczął niestrudzony i nieustający długo atak.Pomagał mu skutecznie porywisty wiatr.Mój pies po otworzeniu drzwi zawsze daje susa na dwór ale nie tym razem. Wira wystawiła nos na zewnątrz,spojrzała na mnie wymownie i.....wróciła na swoje posłanie.
I co w tej sytuacji zrobił Radek. Otóż ten normalny i rozsądny Radek ubrał się w strój sportowy,wsiadł do samochodu i pojechał do Kępna na stadion.
Deszcz jak na złość wzmógł się i z ogromną siłą walił w mój wehikuł ,jakby chciał mi dać do zrozumienia ,że mój wyjazd jest bezcelowy. Niezrażony parłem naprzód aż......dojechałem na miejsce.
Dojechała do mnie Krysia i razem podążyliśmy na miejscowy stadion.
Przechodzącym pospiesznie nieopodal stadionu skulonym z zimna postaciom nawet przez myśl nie przeszło,że ktoś mógłby w taką pogodę biegać.
Ale ja uwielbiam biegać w deszczu.
Pogoda była najpaskudniejsza z możliwych ale..........ja uwielbiam biegać w deszczu.
Aura bardzo szybko sprawiła nam niespodziankę. Zaczął padać śnieg ,chociaż słowo padać raczej tu nie pasuje.
Zaczął sypać gęsty śnieg. W ciągu niespełna 3 godzin napadało dokładnie 16 cm śniegu.
BIegało sie rewelacyjnie. Oj, już dawno mi się tak dobrze nie biegało......Prowadziłem Krysię w tempie 5.40/km i tak przebiegliśmy 11 km. Biegalibyśmy dłużej ale musiałem zdążyć odebrać Jacusia z przedszkola i.......... nie zdążyłem.Ktoś wpadł na genialny pomysł aby w piątek wyłączyć światła na skrzyżowaniach. Dla Kępna ta decyzja była fatalna w skutkach.
Nie przebrany i mokry do przedszkola przybyłem 20 minut po czasie a 40 minut po wyjściu przedostatniego dziecka .Powitała mnie naburmuszona pani i ......uśmiechnięty od ucha do ucha Jacuś,który oświadczył mi ,że on chce jeszcze zostać.:)
Chciałem powiedzieć ,że w takim razie niech się jeszcze trochę pobawi, ale na szczęście ten głupi żarcik uwiązł mi w gardle jak spojrzałem na panią. Zginąłbym jak nic:)
Byłem mokrusieńki od stóp do głowy a temp. ok. 0 st. i silny wiatr robiły swoje. Nawet krótkie przejście do samochodu było bardzo nieprzyjemne.Po przyjeździe do domu, Jacusia tak zafascynował sypiący śnieg,że nie mogłem mu odmówić króciutkiego chociaż spacerku wokół domu. Zmarzłem na kość,że aż szczękałem zębami.Bałem się ,że osłabiony antybiotykami organizm zareaguje szybko jakimś choróbskiem ale......do dzisiaj mnie nie złamało, więc chyba będzie dobrze.
Coś mi się wydaje,że wpadam powoli w nałóg, który się nazywa " bieganie w deszczu" :)))
A na koniec dnia Jacuś uraczył mnie piosenką ludową ze słowami własnymi,które brzmiały:
- " pełno wszędzie parasoli a pod jedną parasolką .....całe społeczeństwo".................
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Renia (2008-11-23,08:41): Jak na Prezesa przystało, dajesz dobry przykład:) Musisz jednak wymyśleć jakieś wpisowe, bo klub straci swoją elitarność:) Tom (2008-11-23,10:47): Twój wpis zmotywował mnie,by nie narzekać na pogodę tylko biegać ! :) dario_7 (2008-11-24,18:16): Radek, mam to samo :) Bieganie w deszczu ma swój urok... oczywiście póki się biegnie ;)
|