2008-09-28
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Poznań nie dla mnie! (czytano: 198 razy)

TO NIESPRAWIEDLIWE!!!!!
DZisiaj chciałem zrobić dłuższe ( 32 km) wybieganie.Przygotowałem sobie izotonik i schowałem go w rowie, coby sobie po każdej 10 popijać. Dzień wcześniej pobiegłem dyszkę w średnim tempie i nóżki były podczas biegu troszkę ciężkawe ale nie podejrzewałem,że mój dzisiejszy bieg zakończy sie tak jak się zakończył.
Biegłem wolniutko. 1 km.- 5.57, 2 km.- 5.59, 3km.- 5.54..........i to by było na tyle. Na następnych 100 m mocny ból w dolnej części prawej łydki i po biegu.
Byłem załamany. Dlaczego?????
NIe mogę tego logicznie wytłumaczyć . Po wcześniejszych problemach z łydką i powolnym dochodzeniu do siebie,wydawało mi sie ,że wszystko jest w porządku. Odpuściłem kilka startów i doprowadzałem się do porządku.
Kilka dłuższych biegów po lesie ( w tym jeden ostry) uspokajały mnie ,ze wyszedłem na prostą.Pilnowałem się i nie biegałem zbyt dużo. Wystartowałem w Katorżniku i łydka wytrzymała.Zacząłem wierzyć,że pomimo mocno zakłóconych przygotowań mój debiut w Poznaniu jednak dojdzie do skutku Sprawdzianem miał być start w półmaratonie w Katowicach.
Biegłem z duszą na ramieniu ale........łydka nawet się nie odezwała. Pobiegłem jak na mnie dość szybko, bo nieprzygotowany zrobiłem czas 1.39.35 ( życiówka)a ostatnie 2 km pobiegłem po 4.00/km.
Po Katowicach nie popadałem w euforię. Dałem sobie sporo odpoczynku a do tego zafundowałem fachową odnowę biologiczną.
No i co ???
DZisiaj po 3 km spacerku BACH!!!!Ból był tak ostry jak nigdy dotąd. Miałem problemy aby wrócić do domu.
JESTEM ZAŁAMANY!!! I to BARDZO!!!
Przed chwilą Krysia poinformowała mnie, że Wiechu poprawił o 5 min. życiówkę w maratonie.Odpowiedziałem jej- "No i co,dzisiaj i tak mnie nic nie cieszy". Krysia wyszła zaskoczona nic nie mówiąc.
Wiechu,PRZEPRASZAM!!! Tak naprawdę to się cieszę i gratuluję CI, tylko naprawdę mam takiego doła,że moja reakcja była.......taka jak była-czyli bez sensu.
Przeczytałem też o bardzo dobrym biegu Marysieńki. Odpisałem jej,że gratuluję ,że sie cieszę ale pisząc do Marysi te słowa minę miałem taką ,ze jakby mnie ktoś widział,to wątpiłby w szczerość moich słów.
Może to ta cholerna borelioza tak mi te łydki osłabiła.Moja doktorka powiedziała,ze to możliwe. No bo jak to wytłumaczyć? NIe wiem!!
No, chyba się za bardzo rozczuliłem.Noga boli tak mocno,że mam trudności z chodzeniem i nadzieja gaśnie we mnie z każdą minutą,ale od jutra znów będę walczył o to aby jak najszybciej dojść do siebie.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Tom (2008-09-28,19:19): Nie poddawaj się i WALCZ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Marysieńka (2008-09-28,19:33): Szczerze współczuję...Znam tę niemoc, tę bezsilność....Nie napiszę WALCZ, ale WYLECZ łydkę....Dopóki tego nie zrobisz, ta łydka będzie Twiom....utrapieniem. Wiem, że chciałeś wystartować w Poznaniu, ale jeszcze tyle maratonów przed Tobą....Będzie dobrze:) Renia (2008-09-28,21:44): Nie ma nic gorszego niż kontuzja... Możecie sobie podać rękę z Krzyśkiem. Też marzył o Poznaniu...
|