2008-07-30
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| 72995 m w Noc Świętojańską (czytano: 200 razy)

Noc Świętojańska wg kalendarza astronomicznego około 20 czerwca, ale dla Nas biegaczy Mirza ustalił, że będzie to noc z 4/5 lipca. Wobec powyższego i bez słowa protestu 66 biegaczy stawiło się 4 lipca w Kaliszu, aby pobiegać od godziny 21.11 do 4.30 następnego dnia, czyli 7 godzin i 19 minut. Pierwszy raz startowałem w biegu gdzie o zajętym miejscu decydował przebiegnięty dystans a nie czas pokonania jakiegoś określonego dystansu.
W ubiegłym roku w czasie Kaliskiej Setki przebiegłem 70 kilometrów w czasie 8 godz 11 minut. Wobec tego planuję przebiec dystans 51 kilometrów, aby mieć zaliczony dystans większy od maratonu i nie być zajechanym jak po zeszłorocznej 70-tce. Startujemy punktualnie o godzinie 9:11. Biegnę pokonując, każdą 3 kilometrową pętelkę po 18 minut.
14 kółeczko biegnę z Jaremą. Jarema proponuje aby po 42 kilometrze pobiec wyznaczony przez organizatorów 195 metrowy odcinek, zaliczając maraton i dopiero potem pobiec na następną pętelkę. Ten manewr ma ten plus, że w przypadku równej ilości pętli w końcowym rozrachunku będziemy do przodu o wspomniane 195 m. Maraton przebiegłem w czasie 4:09 nie czując jeszcze zmęczenia. Do ukończenia biegu zostało jeszcze ponad 3 godziny więc postanowiłem planowane 51 kilometrów przedłużyć do 60 kilometrów. 50 kilometrów zaliczam w 5 godzin, nogi na razie okej a samopoczucie jeszcze lepsze. Widzę na trasie dużo zawodników, którzy bieg łączą z marszem a ja o dziwo ciągle o dziwo. Ciągle ktoś mnie wyprzedza ale i ja nieustannie wyprzedam innych. Atmosfera biegu wspaniała, w czasie takiej formuły biegu jest dużo czasu na pogaduszki, nikt się zbytnio nie spieszy i chyba to jedyny rodzaj biegu gdzie można pogadać z dużo lepszymi zawodnikami od siebie np. gdy nas dublują. W normalnym biegu zawsze oglądamy ich plecy aby po chwili zniknęli nam na dobre. Po 6 godzinach mam zaliczone 60 kilometrów, jak do tej pory żadnego chodzenia, nadal każde kółko pokonuję w 18 minut i właśnie wtedy postanawiam biegać do końca wyścigu mając bardzo realne szanse na zaliczenie 70 kilometrów. Bieg kończę rewelacyjnym jak na mnie wynikiem 72 km i 800 m, dodając do tego 195 metrowy odcinek przebiegnięty wcześniej, przebiegłem tej nocy 72,995 km. Z wyniku jestem bardzo zadowolony tym bardziej, że cały czas biegłem. O 5 rano organizatorzy zaprosili nas na wystawne śniadanie typu ful-wypas. Pierwszy raz jadłem „grila” o 5 rano. Kolejna bardzo udana impreza, jak to niektórzy powiedzieli „taaka rodzinna” w swojskim towarzystwie, wzorowo zorganizowana. Spółka Mirza i reszta spisali się znakomicie po raz kolejny.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora TREBI (2008-07-31,13:37): Na tym biegu się poznaliśmy. Pozdro:) Marfackib (2008-08-01,13:50): Pobiegamy razem jeszcze 2 razy w Kaliszu. Pozdrowionka
|