2019-03-05
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Kształtowanie charakteru (czytano: 404 razy)

Biegam raz sam, raz z Sansą, ruszam się i tak powoli zmieniam tego mojego faceta od wewnątrz na bardziej sprawnego :) Wypatruję też wiosny, czasu pełnego chęci do życia, do podreperowania swojej kondycji jak i swojego charakteru. Bo czymże jest bieganie, pływanie i wiele innych sportów jak nie kształtowaniem swojego charakteru.
Thomas Hardy nawiązując do tej prawdy napisał kiedyś, iż „losem człowieka jest jego charakter”. Ten charakter często kształtuje się w trudnych sytuacjach. Każdy dystans jaki sobie „zadaję” do pokonania jest wyzwaniem, jest swoistą trudną sytuacją, a co za tym idzie jest kształtowaniem mojego charakteru i siły woli. Tym się często pocieszam jak już mnie nie stać na wyśrubowywanie wyników :)
Nie chce mi się, ale pójdę. Nie chce mi się, ale zmuszę się. Tak chyba często rodzą się mistrzowie :) A już z pewnością zwycięzcy samych siebie, zwycięzcy zawodów, tudzież zwycięzcy grup wiekowych :)
Właśnie takie – nie che mi się – miałem w ostatni weekend :) Pewnie gdybym nie miał przekonania graniczącego z pewnością, że po biegu będę czuł się lepiej, to bym nie wyszedł z domu. W takim wypadku często długość, czas stają się sprawą drugorzędną. Najważniejsze jest zmotywować siebie, poruszyć charakter, pokazać pazury, zrobić kilka kilometrów, by na końcu mieć satysfakcję i dobre samopoczucie.
Zatem wychodzi na to, że ciągle trzeba walczyć ze sobą :) A największym wrogiem jest chyba lenistwo. Paskudny podpowiadacz robienia tego, co minimalne i w konsekwencji życia byle jak.
Wydaje mi się, że fajnie jest, gdy człowiek jest trochę szalonym :) Wtedy chyba łatwiej łamać stereotypy, konwenanse, wypada, nie wypada. Potocznie to się nazywa płynięciem pod prąd. A wiadomo, płynięcie pod prąd w rzece jest ogromnym wysiłkiem, tak samo jest w życiu w którym masę przeszkód staje nam na przeszkodzie, spotkania, korki, ogrom rzeczy do zrobienia, ale chcemy dbać o swoją kondycję, o swoją psyche i dlatego wychodzimy ze strefy komfortu i zaczynamy płynąc pod prąd – przebieramy się w ciuchy sportowe i zaczynamy biec :)
W ostatnią niedzielę mobilizując się do wybiegnięcia z domu ostatecznie dopisałem kolejne słowo, kolejne zdanie do mojej pozytywnej strony życia. To że dzisiaj mam dobre samopoczucie, mam dystans do wielu spraw zawdzięczam wyjściu w niedzielę ze strefy komfortu i kształtowaniu w nim mojego charakteru :)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu andbo (2019-03-05,10:02): Pokonać to "nie chce mi się" to już zwycięstwo; reszta po to nagroda!! paulo (2019-03-05,10:11): wiesz Andrzeju, pierwsze 3 km w niedzielę to była orka na ugorze :(, potem dopiero 4,5 km to było zwycięstwo :) Hung (2019-03-05,13:51): Największym wrogiem człowieka jest on sam, dlatego ciągła walka ze sobą daje pozytywne rezultaty. paulo (2019-03-05,14:05): zatem jak go lubić ? :) aspirka (2019-03-05,21:30): Wszyscy miewamy takie chwile "słabości", ciało rwie się do działania, a głowa wymyśla tysiąc powodów by jednak odpuścić. Uwielbiam to uczucie, kiedy jednak udaje mi się przekonać głowę, wziąć głęboki oddech i ruszyć w dal. paulo (2019-03-07,07:52): To ruszanie w dal chyba jest już naszą drugą naturą :)
|