2011-09-20
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Spontaniczny weekend ! (czytano: 439 razy)

To był naprawdę spontaniczny weekend! W sobotę zaplanowałem sobie start w minimartonie w Sierpcu na dystansie ok. 10,5 km. Na imprezę wybrałem się już z samego rana najpierw pociągiem do Włocławka potem PKS-em do Płocka[wiecie ze PKS nie ma zniżek dla uczniów ani studentów ?!] a następnie samochodem razem z Arturem Kamińskim już prosto do Sierpca, byliśmy trochę wcześniej na miejscu dlatego mogłem zobaczyć jak będzie wyglądała trasa, była raczej płaska ale za to miała urozmaicone podłoże od asfaltu przez piaski po dukty leśne. Po zapisach zacząłem się przebierać, było dość ciepło jak na połowę września, wspólna rozgrzewka a potem już oczekiwanie na start… Dowiedziałem się bezpośrednio przed zawodami ze główni faworyci do zwycięstwa z lat poprzednich się nie pojawią a więc wiedziałem podświadomie ze mogę tutaj powalczyć o zwycięstwo.
Ruszyliśmy po krótkim odliczaniu, tempo od samego początku dyktował Patryk Domińczak jak się później okazało zwyciężca biegu niezagrożony do samego końca. Za plecami pierwszego zawodnika biegł Dariusz Szałecki a ja na trzeciej pozycji, za nami była ok. 120 m przerwa do czwartego zawodnika. Pierwszy km 3:12 myślę no nieźle jak na początek oby tylko wytrzymać takie tempo jak najdłużej, trochę w utrzymaniu tej prędkości przeszkadzał piasek po którym akurat biegliśmy i kurz który wywoływał pojazd prowadzący bieg-pilot. O dziwo drugi kilometr by też w 3:12 ale już powoli dawały się we znaki oznaki zmęczenia wywołane szybkim tempem. 3 km był już wolniejszy 3:25 i również wtedy prowadzący zawodnik uciekł nam utrzymując prędkość, na 4 km zacząłem przygotowania do wyprzedzenia Darka, 5 to już utrzymywanie drugiej pozycji choć wiatr i piasek z jakim miałem do czynienia na 6 km spowodował ze Darek mnie dogonił i przypuścił atak, jednak udało mi się skontrować i utrzymać pozycję. 7 km był bardzo wolny na 8 postanowiłem przyspieszyć i oderwać się od Dariusza, udało się zacząłem finiszować już na ok. 1,5 km do mety ;] Utrzymałem tempo i zakończyłem bieg na II pozycji. Wygrał Patryk Domińczak a trzeci był Dariusz Szałecki jednak do końca był naciskany przez Kamila Nartowskiego. Bardzo byłem zadowolony z miejsca ale jeszcze dodatkowo z czasu jaki osiągnąłem bo garmin na 10 km pokazał mi 33:48 a w tym terenie to naprawdę coś, gdyby to była w 100% utwardzona trasa myślę ze mógłbym pokusić się o nowe PB na 10 km.
W sobotni wieczór po biegu w Sierpcu po rozmowie na jednym z komunikatorów internetowych postanowiłem „na spontanie” ze w niedzielę wystartuję w dwóch zawodach w Przyłęcznej i ok. 1,5 h po nich bieg na 10 km w Świebodzinie. Jednak nie miałem wiele czasu żeby się wyspać bo ok. 23 poszedłem spać a już o 4 byłem na nogach, potem podróż do Bydgoszczy a stamtąd z kolegą z Białych Błot na ok. 3 h podróż :D Okazało się ze jedzie również z nami Krzysztof Bartkiewicz z Torunia, jeszcze nigdy z Krzyśkiem nie biegałem a bardzo chciałem się z nim zmierzyć choć wiedziałem ze jestem nie wyspany i jeszcze zmęczony wczorajszym biegiem to nastawiałem się bojowo. Pierwsze zawody w Przyłęcznej nie wypaliły ale nie dlatego ze się nie odbyły tylko dlatego ze po ok. 2 km zszedłem trasy, biegłem na 9 pozycji a z tego co wiedziałem tylko pierwsza 6 kwalifikowała się do odbioru kasy , chciałem zachować więcej sił na Świebodzin ale to była zła decyzja o jednak mogłem powalczyć i coś wygrać… a tak okazało się ze jeszcze ktoś zobaczył ze ja biegnę to też zszedł i moja kat wiekowa była do wygrania Krzysiek w tych zawodach postanowił nie wystartować.
Bieg w Świebodzinie to już inna bajka tam pieniądze za wygranie biegu było spore 2 000 zł dla pierwszego na mecie-okazał się nim jeden z czołowych polskich maratończyków Henryk Szost dalej to elita obcokrajowców. Trasa była specyficzna bo pierwsze kilometry to istny zbieg a końcowe to niekończąca się górka :D po 3 km miałem czas 9:25 co jest moim 2 czasem na 3 km pierwszy mam ze stadionu :P To było coś potem oczywiście siadłem i z 13 pozycji spadłem na 21 poruszałem się jak mucha w smolę ale trochę straciłem wiarę i niosło mnie tylko dlatego ze co chwila ktoś mnie doganiał i wyprzedzał a ja próbowałem nawiązać walkę. Czas 34:23 jest niezłym czasem na tej trasie, choć nie wiem jak można pobiec 29 z hakiem jak to uczynił zwycięzca o_O szok. To był ciężki weekend ale tak jak to było w ubiegłym tygodniu ponowny start dzień po dniu mi nie służy… chyba za mały kilometraż robiłem bo łydki mi siadały i nie było tej sprężystości która pomaga utrzymywać mocne tempo. Od wczoraj mam mały obóz tzn. biegam dużo kilometrów , zobaczymy czy pomoże mi to w uzyskaniu jeszcze późną jesienią nowej życiówki na którymkolwiek dystansie.
Zdjęcie ze Świebodzina, po przekroczeniu linii mety :)
Pozdrawiam !
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |