2009-07-27
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| czas plynie... (czytano: 149 razy)

Dzisiaj to dopiero jestem obolała…ale może jestem nienormalna …bo ja taki ból to uwielbiam….Od razu mam wrażenie, że żyję…może prawdą jest to co mówi moja babcia, ze jak Cię nic nie boli tzn. ze nie żyjesz…tak teraz myślę, ze jej chodzi chyba o jej wiek a mi jakby na to nie patrząc troszkę do niej brakuje ;-) Więc nie, to stwierdzenie ma się nijak do tego wszystkiego.
Na wakacje w tym roku nigdzie nie wyjechałam bo mój szanowny małżonek remontuje dom tzn. do końca niewiem co on tam robi, ale podobno to jest ważne i kosztowne. W sumie nie mam powodów, żeby mu nie wierzyć a dla mnie to i lepiej bo po ciężkim półroczu gdzie właściwie mnie nie było w Łodzi tylko w Warszawie to dobrze mi zrobi posiedzenie w domku. Mam go wspierać duchowo w tym remoncie, bo z kolei w żadnej innej kwestii nie może na mnie liczyć. Tego akurat nie rozumiem, ale jak to on twierdzi ma swoje powody aby tak myśleć…AAAAA i musze się dostosować do zasady, ze jak nie pomagam to chociaż żebym nie przeszkadzała. To jest coś do czego całkowicie mogę się przystosować czyli zagłębiam się w jakiejś cudownej lekturze. Ta z kolei musi być łatwa lekka i przyjemna. Po ostatnich książkach dotyczących negocjacji, motywowania ,zarządzania, wywierania wpływu i procesu grupowego mam ochotę na coś absolutnie nie związanego z pracą. No przecież ile można?
Dzisiaj wieczorkiem jadę do Warszawy, poprowadzić szkolenie (dla odmiany;-)), a później zostałam zaproszona na rozmowę w dużej firmie szkoleniowej. Co z tego wyniknie nie mam pojęcia, ale też nie mam wielkiego stresu gdyż na brak zleceń na razie nie narzekam. Przydałoby się troszkę więcej w Łodzi ale to raczej nierealne….
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |