2008-05-19
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Rzeźnik,skurczybyk (czytano: 163 razy)

Piątek.Wziąłem urlop,żeby spokojnie dojechać na imprezę,początkowa wersja,żeby jechać o 17-ej,prosto z pracy jest mało realna,jak mało,przekonuję się potem.Rano zaliczam dla statystyki krótki trening w lesie,ot tak,dla sprawdzenia samopoczucia,jest super.Mam wyjechać przed południem do Rzeszowa,a dalej z Treborusem,moim partnerem w biegu,oraz Lidką,Leną i Piotrkiem.Nosi mnie,więc wyjeżdżam już koło 10-ej,po 15-ej jestem na miejscu.Lena się spóźnia na pociąg i z nami nie jedzie.Zabieramy naszych współtowarzyszy niedoli i ruszamy.Po drodze przerwa na stacji,gdzie pani bierze nas w team'owych kurteczkach za obsługę,bo dystrybutory są czerwone,brecht,chwilę wcześniej rozmawialiśmy o tym,jak to zwykle team'owicze brani są za reprezentację lub VIPów.Następna przerwa na siusiu,piwkujemy sobie,to się chce,kierowca ma przerąbane,musi obejść się papieroskiem.Wjeżdżamy w góry i już wiem,że nocą sam nie znalazłbym Komańczy,a cóż dopiero Woli Michowej,z rzadka spotykani ludzie podają odległości z rozrzutem kilku-kilkunastu kilometrów,pewnie mają na myśli,że przez góry to dwa,a drogą dwanaście,albo dwadzieścia.Jeszcze po widoku jesteśmy na miejscu.Że Wagabundy,to rozumiem,ale dlaczego Latarnia???Jedynym morskim akcentem jest jakiś dzwon okrętowy.Zapisy,spotkania,Lena już jest,Sabina,jej partnerka,nasze dziewczyny biegną chyba jako jedyny team kobiecy,Jurek Wyka,którego się nie spodziewałem,biegnie z Magdą Raczyńską,znaczy oszczędza się na Lajkonika,to oni zapisali się incognito,cholery jedne,no i gwiazda biegu-Mel.Trebi jest bardziej medialny,więc i znajomych ma więcej.Spotykamy też Janusza Wacnika z Rzeszowa,znamy się już z Kalisza,liczna ekipa z Torunia i oczywiście Wasyl-imprezy z nim mają "specyficzną"atmosferę.Pasta party,chyba makaron z sosem,parę browarków i idziemy spać,mamy przed sobą dobre dwie godziny snu. cdn.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |