2009-05-19
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| BnO (czytano: 250 razy)

Już za tydzień ruszamy na Mistrzostwa Polski Leśników w BnO, czyli po prostu będziemy sobie biegać po lasach ,polach i łąkach, w poszukiwaniu ukrytych punktów kontrolnych, złośliwie pochowanych przez sędziów w takich miejscach, że zanim je odnajdziesz, odbierze Ci chęć do biegania, szukania,......do życia :)
Ale nie z nami takie numery Bruner. Choćbym miał noc w lesie spędzić, to wszystkie punkty MUSZĘ znaleźć.
Dzisiaj organizowałem BnO dla młodzieży z liceum. Zainteresowanie tymi biegami jest z roku na rok coraz większe ,więc zjechało do nas ponad 30 osób. To dużo ,zważywszy na to ile trzeba włożyć pracy i czasu w przygotowanie takiej imprezy.
Mój szef nie ma o tym bladego pojęcia, wiec zorganizował mi w tym dniu kilka dodatkowych, "odstresowujących" zajęć.
Myślę, że nie zrobiłby tego, gdyby wiedział( choć mówiłem mu nie raz),że:
- po pracy o 15.00 wyjechałem ( ok.60 km) pożyczyć stojaki i lampiony potrzebne do rozegrania zawodów. Niestety takowych nie posiadamy, choć nasz szef( ten drugi) chwali się naokoło jak to wspaniałe zawody możemy organizować.
- po powrocie wyruszyłem na obchód trasy. Choć las dobrze znam, to musiałem być pewien ,ze nie spotka mnie żadna niespodzianka, która wypaczyłaby zawody. Zeszło mi do 19.
- po powrocie z obchodu zacząłem nanosić punkty kontrolne na mapę, przygotowywać listę startową z podziałem na kategorie, ze szczególną uwagą ,aby nie wystartowały dwie osoby z tej samej kat. po sobie. I tak mapka po mapce zeszło mi do 1.00. Gdyby nie DUŻA pomoc Krysi, zeszłoby do 3.00.
Rano pobudka o 5.00.
Przyjechało właśnie pod dom dwudziestokilkutonowym autem, to dodatkowe zajęcie , o którym wyżej wspominałem. Miałem "tylko" wypisać kilka kwitów na drewno a później już mogłem iść do tych swoich ( w domyśle - bezsensownych) biegów.
Co miałem zrobić?! Poszedłem i wypisałem. Bezcenne 1,5 godziny diabli wzięli.
Z wywieszonym jęzorem i z wielką uwagą aby mi się w szprychy nie wkręcił, spocony i lekko wkur....y zapieprzałem po lesie i rozstawiałem punkty. Moc dzisiaj nie była ze mną.
Punkt 1 - były takie jeżyny i zarośla,ze niemal nie szło się przedrzeć.Wiem! Sam ten punkt wyznaczyłem,ale był to jedyny punkt ,którego wczoraj nie sprawdziłem.
Punkt 2 - poszło bez przeszkód.
Punkt 3 - spotkałem pracowników ,którzy mieli akurat kilka pilnych spraw do omówienia (takich naprawdę pilnych)
Punkt 4 - poszło bez przeszkód.
Punkt 5 - dostaję potężny cios z gałęzi w oko,co powoduje utratę panowania nad rowerem, zahaczam o jakąś złośliwą gałąź i...urywam sobie jedną z sakw przytroczonych do bagażnika,w których to sakwach wiozę stojaki z lampionami i perforatorami.Teraz zaczyna się jazda,bo czas nieubłaganie ucieka, a ja ledwo się poruszam do przodu,bo muszę pod pachą tachać urwaną sakwę.Teren nierówny,co chwilę dziury,korzenie,gałęzie.Na jednej z przeszkód wypada mi sakwa ,wysypuje się zawartość i... głośne i dosadne KURRRRR......A!!!!! przerywa błogą ,ranną ciszę panującą do tej pory w lesie.
Brnę dalej.
Punkt 6 i 7 poszedł bez kłopotów. Po tym moim głośnym ulżeniu sobie, gałęzie zdają się ustępować mi sprzed nóg i kół roweru.
Przy dojeździe do punktu 8 wysypują mi się stojaki. Tym razem pełny spokój. Wkładam stojaczki do pozostałej sakwy i jadę dzielnie dalej. Pot zalewa mi czoło. Koszulka i bluza już dawno mokre. Prawie wszędzie dojeżdżam rowerem a kilka górek jest bardzo wymagających.
Punkty od 8-11 rozstawiłem bez kłopotów.
Przy 12 i 13 ,które znajdowały się już blisko startu zauważyłem ,ze nadjechali już zawodnicy.
Planowałem sobie jeszcze :
- przebranie się w suche ciuchy,
- wyznaczenie boksów startowych
- oraz kilka drobnych rzeczy z odsapnięciem włącznie.
Nie udało się zrealizować żadnego żadnego z punktów.
„Podziękowałem” w duchu mojemu szefowi, poszedłem się troszkę umyć i rozpoczęliśmy zawody.
Licealiści byli bardzo przejęci i zestresowani, ale spisali się przyzwoicie.
Pod koniec zawodów zaczęło lać. Ostatni zawodnicy przybiegali przemoczeni do suchej nitki.
Po podliczeniu wyników rozdano medale i dyplomy i na tym dla młodzieży zawody się zakończyły.
Nie dla mnie.
Teraz musiałem zebrać punkty .Pomimo padającego mocno deszczu nie mogłem sobie tego odpuścić, ponieważ z powodu atakujących nas non stop zdziczałych hord wandali, nie dotrwałyby do jutra. Przemoczony do suchej nitki zbierałem sobie – lecz tym razem już ze spokojem i uśmiechem na ustach – stojaczki. Lało niemiłosiernie, wiec zebrałem tylko te najbardziej narażone na zniszczenie. Resztą zajmę się jutro.
Reasumując.
Rozpocząłem wczoraj od godz.15 i bez żadnej przerwy działałem do 1.00.
4 godz. snu i znów bez przerwy do 15.00. To razem daje 20h/24h. W tym miejscu chciałbym podkreślić,ze bez pomocy Krysi te proporcje musiałyby się zmienić na 24h/24h :)
Szef jest niezadowolony. Pewne osoby głośno skomentują ( tak żebym nie słyszał, ale i tak mi życzliwi przekażą),że sobie podczas biegów siedzę i nic nie robię ( bo często mnie w tej sytuacji widzą, jak wypuszczam zawodników i czekam na ich powrót).Pewne osoby obgadają za plecami, ze to bez sensu i lepiej wziąłbym się do roboty. Nikt ci nie pomoże( za wyjątkiem mojej kochanej pierwszej żony)……itd. A nie daj Boże ktoś cię pochwali, albo artykuł w gazecie napiszą......no Toś przepod :)
Czy ja się nad sobą użalam?!.....NIE
Czy ja się uważam za tytana pracy?!......NIE
Czy ja zrezygnuję z zawodów w BnO?!.....NIE
A dlaczego NIE?! Bo to lubię , bo to jest ciekawe, bo widzę ile radości daje to innym, bo……..TAK!!!
Na fotce pewna biegaczka na orientację podczas Mistrzostw Europy Leśników w Estonii w 2007 roku:)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu mamusiajakubaijasia (2009-05-20,09:01): Radek....przed takimi jak Ty i Krysia to się powinno w lesie dywany z miękkiego mchu rozścielać. Poważnie.... :)))Moi kochani PASJONACI:)))))
|