Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [22]  PRZYJAC. [146]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Kedar Letre
Pamiętnik internetowy
Nie tylko o bieganiu.

RADOSŁAW Ertel
Urodzony: 1968----
Miejsce zamieszkania: Środek lasu(k.Kępna)
37 / 81


2009-03-17

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Szokujący Dyszka na "Piastach" 2008 (czytano: 218 razy)



To wydarzyło się podczas ubiegłorocznego Biegu Piastów.

W sobotę wystartowałem na skrócone 50 km. Do dzisiaj zresztą nie wiem, ile wtedy przebiegłem. Wiem,że ok. 30 km ( 25-30).

No ale nie o tym chciałem pisać.

Następnego dnia, w niedzielę ,wystartowałem na 10 kilometrów stylem klasycznym ( nie lubię biegać łyżwą)
I był to dla mnie pamiętny bieg( jak się później okazało)



Na starcie stanęło 388 zawodników.
Na poprzednich "dyszkach' zajmowałem różne miejsca ,ale zawsze gdzieś w granicach 40-60. Raz udało mi się zająć 18 mjsc. ale wystartowało tylko 90 zawodników.
Zresztą zawsze podkreślam,ze nie wynik jest najważniejszy a sama przyjemność rywalizacji i biegania na prześlicznych trasach jakuszyckich.

Ustawiłem się skromnie w drugim rzędzie i cierpliwie czekałem na sygnał startu.
Narty posmarowałem tak byle jak , na ostatnią chwilę i ......zacząłem tego żałować,gdy dowiedziałem się ,że trasa jest zmieniona.Zawsze biegło się pierwszą 5 lekko z górki a na pozostałym dystansie też nie było zbyt dużo ostrych podbiegów. Tym razem pierwsza 5 była cały czas pod górę.
No cóż, łatwo nie będzie ,ale biec trzeba.
Jeszcze ostatnia rozgrzewka i....startujemy.
Zacząłem dość ostro jak na siebie, ale taki miałem plan.
Aby uniknąć ścisku i ewentualnej wywrotki lub złamania kija,chciałem pierwszy podbieg ostro wyrwać do przodu a później już zwolnić.
Jak zaplanowałem tak zrobiłem i po dwustu metrach byłem na czele stawki. Po następnych metrach jakoś tak się na chwilę wyłączyłem.Biegnę,biegnę i nagle do mnie dotarło ,ze ....biegnę sam. Przede mną nikogo,cisza jakaś.
- No jasny gwint, pomyliłem trasę - przemknęło mi przez głowę i natychmiast się obejrzałem.
Napierający, niemal 400 osobowy tłum biegaczy uświadomił mi jednak ,że biegnę dobrze i jak się tak będę oglądał to przejedzie przeze mnie jak walec i wdepcze mnie w śnieg.
No to wziąłem się do roboty.
Zaczął padać lekki śnieg więc jako stary, doświadczony lis :) postanowiłem przepuścić kilka osób,bo po świeżym śniegu narty bardzo zwalniały i traciło się dużo sił.Znowu się oglądam a tu w bezpośrednim kontakcie tylko trzy osoby i ....wszyscy myślą podobnie. Nikt nie chce prowadzić.
W końcu zwolniłem tak bardzo,że dwóch gości mnie wyprzedziło.
No to ja za nimi.
No to oni na drugi tor.
No to ja za nimi.
No to ten pierwszy zwolnił .
No to ten drugi go wyprzedził ale też zwolnił.
No to ja udaję ,ze ich wyprzedzam ale też zwalniam.

I tak zabawa w kotka i myszkę trwała przez ok. minutkę.

No to wtedy dogoniło nas kilku zawodników i ten pierwszy się wkurzył i przyspieszył.
No to wtedy my za nim.
Tak minął nam pierwszy kilometr.
Cały czas byłem trzeci z niewielką, kilkunastometrową przewagą nad następnymi zawodnikami.
Rozpoczął się długi podbieg.Ten pierwszy zaczął się powoli oddalać a młody chłopak z drugiego miejsca zaczął mieć problemy ze smarowaniem.
Aha, zapomniałem dodać ,ze te moje posmarowane byle jak i na ostatnią chwilę narty .....trzymały bez zarzutu.
"Młody" co kilkadziesiąt metrów stawał i czyścił ślizgi nart z przylepionego i uniemożliwiającego bieg śniegu.
Po chwili mnie doganiał i wszystko powtarzało się od początku. Było mi go żal.
Ale tymczasem sytuacja na trasie stawała się ciekawa i dla mnie szokująca.Otóż na pierwszym miejscu z przewagą 60-70 m był ...ten pierwszy a na drugim....ja(?).
To niemożliwe.O co tu chodzi- myślałem ,ale rwałem pod górkę ile sił w... rękach.
Na 4 km. "Pierwszy" był dalej pierwszy i miał już zdecydowaną przewagą ok.150 m.
Po 4 km. postanowiłem,ze obejrzę się za siebie. Spodziewałem się,że za mną będą nadbiegali już kolejni zawodnicy a tu.......SZOK!!! Za mną w zasięgu wzroku tylko jakieś majaczące w oddali( ponad 200m) niewyraźne sylwetki biegaczy.

Nie ,to niemożliwe - myślałem - Zaraz zaczną mnie doganiać.

Na 5 km zacząłem jednak po cichu myśleć o miejscu na pudle.
-Kurcze, jak mnie nie dogonią do 8 km to może się uda.

Na razie jednak był podbieg i zacząłem tracić siły.Mocy dodawała mi świadomość,że mam dużą przewagę a ten cholerny podbieg musi się wreszcie kiedyś skończyć.

Na szóstym km podbieg się skończył i była taka mała pętla ,po której można było coś zjeść i się napić.
Minąłem punkt na pełnej prędkości i nie skorzystałem z karmienia.
Ciągle nie byłem pewien ,gdzie teraz powiedzie trasa. Jedno było pewne.Jeśli będą znów podbiegi to.....umrę.
Byłem naprawdę zmęczony.
Po minięciu karmienia co pewien czas nerwowo oglądałem się za siebie, ale przewaga wydawała się duża. Było trochę łuków wiec obawiałem się ,że chociaż nikogo nie widzę to jednak już za chwilę ktoś się zza niego wyłoni.
Zacząłem się oglądać tak często ,ze kark mnie rozbolał.
Cały czas było z górki.
- CHŁOPIE!!! - krzyknąłem naraz do siebie ( tak na głos)- Nie oglądaj się tyle, tylko bierz sie do roboty.
Pchałem sie więc( już nie oglądając za siebie) ile sił w rękach i nagle.........szok........słyszę jak sąsiednim torem zbliża się do mnie jakiś biegacz.
- No to się stało,dogonili mnie jednak.A miało być tak pięknie.
Chwilę potem przemknął obok mnie "Młody". Widocznie uporał się jakoś z podbiegiem a na zjeździe narty tak mu jechały ,ze oddalał się ode mnie błyskawicznie.

W tym momencie był 8 km i znajdowałem się na trzecim miejscu.
Bałem się obejrzeć .
Przejechałem kolejne 300 metrów i......odwróciłem głowę.
No i dupa!!! Za mną jechało 2 zawodników i wyraźnie mnie doganiali.
Kiedy mnie doszli jeden z nich krzyknął: - DAWAJ,DAWAJ!!!!
TRZECI JESTEŚ!!!!MASZ DUŻĄ PRZEWAGĘ!!!
Okazało się ,ze byli to jacyś trenujący na trasie zawodowcy a ja nawet nie zauważyłem ,że nie mają numerów.

Obejrzałem się jeszcze raz i faktycznie ,za mną nikogo nie było widać.

Nawet wtedy myślałem jeszcze,że to jest zbyt piękne ,aby było prawdziwe.

Na 9 km skończył się zjazd i zacząłem znowu doganiać "Młodego".Na 500 m przed metą postanowiłem sobie ,że jeśli nikt mnie już nie dojdzie, a ja będę miał szansę wyprzedzić "Młodego" ,to nie zrobię tego. Niech ma chłopak drugie miejsce.Należy mu się.
Na 300-400 metrów przed metą było już tyle ludzi,ze straciłem kontrolę nad tym,czy biegnący za mną gość to zawodnik,czy tylko trenujący lub spacerujący.

Moim oczom ukazała się meta.Dopiero wtedy uwierzyłem,że będę na pudle. Jeszcze jedno nerwowe zerknięcie przez ramię i do mety pozostało 100 m.
"Młodego" dochodziłem w oczach, ale o darowaniu mu 2 miejsca nie mogło być już mowy."Młody" wywalczył je sobie sam ze znaczącą przewagą.

Na mecie radość moja była PRZEOGROMNA!!!!!!!!!
3 miejsce w BIEGU PIASTÓW!!! To dopiero brzmi.Tego nie spodziewałem się przenigdy.

A może nie wystartowali ci najlepsi,może reszta była słaba.....może........

Nic mi nie zbierze tych emocji przeżytych na trasie i tej ogromnej radości kiedy mijałem linię mety, a później odbierałem puchar na podium.
Po roku, już pewnych przeżyć i doznań nie pamiętam,dlatego postanowiłem to sobie ku pamięci spisać.

A tak z reporterskiego obowiązku dodam,ze:
"Pierwszy" ukończył bieg w czasie 44.03
"Młody" - 45.28.
Ja - 46.02
a następny za mną 49.48,wiec okazało się ,ze te moje całe nerwy na rasie były niepotrzebne.....ale za to jak się fajnie wspomina



Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Marysieńka (2009-03-17,16:08): A jak fajnie się czyta:))))
Beata J (2009-03-17,16:16): Gratuluję :)
mamusiajakubaijasia (2009-03-17,18:15): Raaaadek.....aaaaach:))))))))(i tu Gaba zaśmiała się szatańsko)
Tom (2009-03-17,19:16): I znowu musisz zrobić półkę na nowe trofeum. Brawo!
Renia (2009-03-17,20:09): GRATULACJE! Jesteś wielki!:)







 Ostatnio zalogowani
Renata GRABSKA
10:26
Bystry1983
10:21
Basia
10:04
funkmaster
09:18
platat
09:10
Admin
08:31
ArturSz
08:31
biegacz54
07:54
Leno
07:53
timdor
06:49
arco75
04:29
Lektor443
02:11
przystan
00:06
soniksoniks
00:04
Namor 13
23:13
marcin.333team
23:06
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |