2009-03-13
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Przed Biegiem Piastów 2009 (czytano: 218 razy)

Do Jakuszyc wybrałem się po raz 15 z rzędu.
Jest to dla mnie najważniejsza impreza w roku i dlatego staram się do niej jak najlepiej przygotować.
Ten rok miał być najlepszy.Chciałem zaatakować pierwszą 150 a może nawet 100?..........
Plany były wielkie ale......nic z nich nie wyszło.Już na miesiąc przed zawodami wiedziałem,że przygotowanie nie tylko nie będą najlepsze ale.......wręcz najgorsze ze wszystkich dotychczasowych :(
A powód?
Powód to...GRYPA!!!
TAk ciężkiej grypy jeszcze w swoim krótkim(?) życiu nie miałem.
Najpierw dwa tygodnie kaszlu i chrypa.Myślę - Może przejdzie jak zawsze......Nie przeszło. Oczywiście w tym czasie zero biegania.
Później lekarz i tydzień leżenia ( o tydzień za krótko).Gorączka 39 st. przez trzy dni.......po prostu trup.
Później kolejna wizyta u lekarza.
Pani doktorka KATEGORYCZNIE zabroniła przez dwa tygodnie wysiłku fizycznego,ale stwierdziła ,że ten nieustający kaszel to rzecz normalna i będzie sie utrzymywał przez jakieś 3 tyg.
Cały czas byłem słaby,kręciło mi się w głowie,pociłem się straszliwie nawet jak siedziałem przed TV, byłem nie do życia.
Znajomi karmili mnie opowieściami (o powikłaniach pogrypowych) ,w których trup słał się gęsto.
Jednego takiego co się "powikłał" na śmierć znałem nawet osobiście.
O bieganiu mogłem zapomnieć,ale............nie do końca. Postanowiłem,że polecę w Trzemesznie i.....poleciałem.
Czy to było rozsądne .....nie chcę o tym myśleć, ale nie żałuję.
Trzemeszno miało być pierwszym etapem do opóźnionych drastycznie przygotowań do BP.
Po Trzemesznie było nawet przez moment lepiej i zaliczyłem dwa treningi na nartach. To był jednak koniec.
Znów wróciło osłabienie.
Powoli zaczęło do mnie docierać,że jak tak dalej pójdzie to Bieg Piastów odbędzie się beze mnie.
Nie mogłem do tego dopuścić wiec zacząłem o siebie dbać :)
Zawsze czapeczka,zawsze odpowiednio ubrany, pobyt w lesie skracałem do minimum.
Wszystko po to, by wystartować.
O dobrym wyniku mogłem zapomnieć ,ale żeby chociaż wystartować......
Zrezygnowałem zupełnie z biegania ale ćwiczyłem w domu ręce.
Pompki,ćwiczenia z ekspandorami itp.
Niestety osłabienie i lekki kaszel cały czas mi nie odpuszczały....
Na tydzień przed "Piastami" zacząłem się czuć nieco lepiej i to dawało mi nadzieję ,że ....nie umrę podczas biegu lub zaraz po:)
W środę 4 marca dojechali znajomi i rano w czwartek wyjechaliśmy do Szklarskiej Poręby.
Pozostawała jeszcze jedna niewiadoma: POGODA.
Pomimo ogromnej ilości śniegu prognozy przewidywały dwa dni deszczu. Przy temp. + 7 st.groziło to rozmyciem tras i katastrofą. Na szczęście prognozy się nie sprawdziły :)
Zakwaterowaliśmy się w "Willi Za Zakrętem" i przy zapadającym już zmroku udaliśmy sie do Jakuszyc na mały rekonesans.
Oględziny tras wypadły pozytywnie. Przebiegliśmy delikatnie kilka km. i przy padającym deszczu wróciliśmy do bazy.
Nazajutrz znów do Jakuszyc.
Tym razem przebiegliśmy po 6-7 km.
Było już czuć atmosferę biegu. Coraz więcej ludzi,coraz większy gwar,coraz większy stresik.Tak ,tak - stresik.
Już dawno nie miałem takiego stresu przed biegiem.Nie pokazywałem tego po sobie ale ja się po prostu bałem.
Nie bałem się ,że nie ukończę
Nie bałem sie ,że zrobię słaby wynik.
Nie bałem się,że stracę dobry numer na przyszły rok.
Ja się bałem, że coś mi się może poważnego stać.
Ktoś zapyta - TO PO CO SIĘ TAM PCHAŁEŚ?!
Ciężko to wytłumaczyć .Z jednej strony bałem się ,że coś mi się stanie, a z drugiej strony byłem pewien,że .....nic mi sie nie stanie.....Totalne wariactwo...................................................
...........................................................
Po słabo przespanej nocy nastąpiło szybkie pakowanko i w drogę, do Jakuszyc, zmierzyć się z samym sobą, na 50 km trasie.........
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Rufi (2009-03-13,15:02): No tak, niektórych trzeba leczyć wcale nie na grypę :-) Marysieńka (2009-03-13,15:05): Kurczę..ileż to razy postępowałam dokładnie tak samo...i zawsze mi się udawało, ale czy ma to coś wspólnego z rozsądkiem????.......WĄTPIĘ:)) Beata J (2009-03-13,16:17): Obawiam się, że większość biegaczy, przed startem ma "mało rozsądku" :). I pomimo różnych przeszkód i utrudnień staje na linii startu, a potem przecina linię mety!!!! Zadowoleni i szczęśliwi. :)
|