2009-02-16
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Trzemeszno za wszelką cenę . (czytano: 278 razy)

Bieg w Trzemesznie miał być moim pierwszym startem po 2 miesiącach tzw."nicnierobienia".
Były co prawda po drodze jeszcze dwa biegi ale........przyjmijmy,że przez 8 tygodni nie robiłem zupełnie nic.
W planie było jednomiesięczne wyciszenie, ale w połowie stycznia zaczęły się problemy ze zdrowiem i wolne się przedłużyło.
Tę grypę będę pamiętał jeszcze długo,ponieważ dała mi porządnie w kość.
Kiedy po tygodniu zwolnienia odwiedziłem ponownie panią doktor, ta wiedząc ,że jestem z tych "przemieszczających się inaczej" oświadczyła stanowczo,że przez dwa tygodnie mam zakaz jakiegokolwiek wysiłku fizycznego.
UPSSS!!!
A tu za kilka dni Trzemeszno.
Wszystko zaplanowane i przygotowane:
- brzuch do Biegu Grubasów wyhodowany,
- transport załatwiony,
- nocleg załatwiony.................
......2 tygodnie bez wysiłku?!
A może by tak pobiec bez wysiłku??:).....nie, przecież trzeba będzie powalczyć o dobre miejsce w "grubasach".
Rozpatrzyłem za i przeciw.
Za - przemawiało wszystko
Przeciw - nie było nic.
No to sprawa jasna . JADĘ!!!
Z dnia na dzień czułem się coraz lepiej ale drażniący kaszel mocno uprzykrzał mi życie.
Poza tym wszystko układało się super.Kolega miał mnie zabrać z domu i z powrotem do niego odwieźć, co w związku z tym ,że o 19.00 miałem iść na bal, miało bardzo duże znaczenie.
No ale nie ma tak dobrze.
W piątek po południu dzwoni telefon a w słuchawce głos Krzyśka oznajmił - " Mam dla Ciebie smutną wiadomość.......GRYPA!!!.......Nie jedziemy."
No i się zaczęło .Byłem tak nastawiony na wyjazd, że świat mi się niemal zawalił ;)
Krzysiek próbował załatwiać mi transport ze swoimi kolegami ,ale wszyscy mieli już komplet.
Zacząłem wydzwaniać po znajomych.
Emka - jedzie przez Wrocław i kogoś już zabiera.
Damek - jedzie przez Łódź i.... właśnie już jedzie.
Kolejne próby nie przynoszą rezultatu.
Wyjazd zaczął sie niebezpiecznie oddalać.
Zapomniałem dodać ,ze mój samochód stał u mechanika.
Co tu robić?!
Panika wkradła się w serce moje.
Nagle olśnienie!!!
Szwagierka Basia!!!
Wystukuję numer i jestem niemal pewien,że Baśka będzie miała jakiś wyjazd i nici z mojego misternego planu.
Ale nieeeeeee!!!
Basia bez najmniejszego problemu pożycza mi samochód.
Postanowiłem wyjechać o 21.00 i przenocować u kumpla pod Wrześnią.
Spakowałem się szybciutko i w drogę.
Na dworze zamieć śnieżna. Warunki drogowe fatalne.Nawet nie pytałem Krysi co o tym wszystkim sądzi,bo......wiedziałem co sądzi.
Kiedy znalazłem się w samochodzie i przemieszczałem się z prędkością 40 km/godz po oblodzonej a miejscami zasypanej do połowy drodze pomyślałem sobie:- " Chłopie , po co ci to.Siedź w domu a nie pchaj się 200 km po fatalnej drodze,chory,nieprzygotowany"
Do tego nagle ,pod czaszką coś tak mi piknęło i ......zadałem sobie sprawę ,że dziś jest "TRZYNASTEGOWPIĄTEK
"
- " No tak, to się nie może dobrze skończyć.Fatalne warunki drogowe,pożyczony samochód a w środku uparty osioł,który za wszelką cenę musi wystartować w jakimś biegu.........To się nie może dobrze skończyć"
I tak sobie rozmawiałem ze sobą i parłem niestrudzenie dalej przez zaspy,po lodzie.....
Przed Kaliszem warunki znacznie się poprawiły i do kolegi dotarłem o przyzwoitej porze.
Przed snem jak przystało na prawdziwego sportowca dokonałem degustacji kilku nalewek i tak pokrzepiony na duchu złożyłem swą - wolną już wtedy od nieprzyjemnych myśli- głowę na miękką poduszeczkę.
Rano spożyłem śniadanie prawdziwego sportowca- biegacza:
- Kiełbasa surowa,
- boczek wędzony,
- ser pleśniowy,
- kawa z mlekiem i cukrem.
Warunki drogowe były dobre,więc do Trzemeszna dotarłem w niespełna godzinkę.
Rejestracja błyskawiczna i potem już tylko rozglądanie się za znajomymi twarzami.
Uzbierało się tych twarzy sporo, a że z każdą z tych twarzy trzeba było chociaż chwilkę pogadać, więc czas upływał bardzo szybko,aż nadszedł czas ważenia i mierzenia,które to czynności miały wyłonić uczestników "VI Biegu Grubasów".
Grubasem mógł zostać każdy,którego współczynnik BMI przekraczał 30.Zdecydowana większość miała ten współczynnik na poziomie 30,00 - 30,50.
Zmieniło się to dopiero jak na wagę weszła moja filigranowa i niepozorna postać.
- BMI 32 - stwierdziła dokonująca obliczeń dziewczyna i omiotła spojrzeniem moje nagie i wystawione na pośmiewisko ludzkie ciało. Zawstydzony popędziłem się ubrać.
Jeden z "grubasów" miał duży problem,gdyż wypił przed ważeniem 4 litry wody i głośno zastanawiał się co ma z tym teraz zrobić.
Pomimo tego,ze większość grubasów traktowała wszystko bardzo poważnie ,to znalazło się na szczęście kilku bardziej wyluzowanych i pośmialiśmy się z siebie serdecznie.
PO ważeniu przejechaliśmy do miejscowości o wdzięcznej nazwie Gołąbki,gdzie znajdował się start.
Tu znowu "grubasy" zostały wyróżnione,gdyż poprowadziły start honorowy.
Dobiegliśmy do startu ostrego i........rozpoczął się bieg.
Muszę się przyznać ,że po cichu liczyłem na dobre miejsce w wadze ciężkiej. Realnie patrząc, to byłem w stanie nabiegać 1.13-1.15 ale łudziłem się ,ze może innym coś nie pójdzie :)a ja uszczknę jeszcze z 3-4 min ze swojego założonego czasu.
Po przebiegnięciu 3 km zweryfikowałem szybko swoje nadzieje i obliczyłem,że wszystko poniżej 1.20 będzie sukcesem.
Biegło mi się od początku do końca bardzo ciężko,ale jak mi się mogło biec inaczej ,skoro wystartowałem na tzw. "żywca".
Dobiegłem w czasie 1.15.14 i byłem z tego czasu - jak i z samego biegu - bardzo zadowolony.
Wśród grubasów byłem 8/21 :)
cdn.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Marysieńka (2009-02-17,06:07): Radku.....Jesteś jeszcze większym uparciuchem niż ja sama...i nawet nie wiem czy powinnam Tobie gratulować??...ale co tam...GRATULUJĘ:))))) Tom (2009-02-17,07:26): Za odwagę na taką sesję fotograficzną masz moje wielkie uznanie. :))))) Henryk W. (2009-02-17,08:13): To były Twoje dwa świetne występy - i na hali w czasie ważenia i w biegu. Prawdziwe dwa w jednym. Tylko pogratulować. Prawdziwy szybki biegacz amator-przy kości, zawsze usmiechnięty i szybki. Brawo brawo. Chciałbym takim być.:) Kedar Letre (2009-02-17,12:46): Marysiu,o tym kto jest większym uparciuchem to możemy sobie kiedyś przy jakimś piwku podyskutować:)Dzięki z gratki! Kedar Letre (2009-02-17,12:48): Dzięki Wiechu,Ty jeden widzisz we mnie biedną ,niedożywioną chudzinkę.....i oczywiście masz racje i........ zdania nie zmieniaj:) Kedar Letre (2009-02-17,12:50): Tomek,myślałem po prostu ,ze kasą za te zdjęcia sypną :)... a tu ni hu,hu. Kedar Letre (2009-02-17,12:52): Henryku,ależ Ty zawsze jesteś uśmiechnięty i szybki a spotkanie z Tobą i Grażynką zawsze jest dla mnie dużym przeżyciem( poważnie).A jeśli chciałbyś jeszcze zostać biegaczem przy kości, to mogę Ci udzielić kilku cennych rad jak nim zostać:) Roberto (2009-02-18,17:08): ja niestety Trzemeszna nie mogę zaliczyć do udanych startów.ale ty myślę ze tak.do zobaczenia na następnych piegach kruszynko....=) dario_7 (2009-02-18,21:18): Radek Big Man!!! Congratulations!!! :D Kedar Letre (2009-02-19,08:42): Robert,każdy ukończony bieg jest dla mnie sukcesem :)Ale w grubasach liczyłem na więcej :))) jacdzi (2009-02-19,16:00): Do grubasa to masz daleka droge uslana paczkami piwkami i golonkami. A to nic nie robienie przed to tylko w 90% prawda, bo przeciez zrobilismy dziesiatke po lesie. Kedar Letre (2009-02-20,13:15): JAcku,wymieniłeś wszystkie moje ulubione potrawy, mmmmmmmm....goloneczka...... z zimnym piwkiem.......A 10 była super!!!
|