2009-01-28
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| W sporcie wszystko jest możliwe. (czytano: 428 razy)

Jeszcze kilka dni temu można było przeczytać w wielu gazetach tytuły typu: "Polacy do domu", "Blamaż szczypiornistów", "Medale nie dla nas" itp,itd.
A jutro?
Nie chce mi się wymyślać tytułów z jutrzejszych gazet ale wpisu do pamiętnika sobie nie odmówię. Sądzę ,że będę najczęściej odwiedzającym ten wpis :) coby powspominać sobie dzisiejszy mecz.
Należę do tych kibiców co to oglądają o 4 rano jak Małysz zajmuje 50 miejsce i dostrzega,że oprócz Adama , istnieją jeszcze inni polscy zawodnicy, co podczas olimpiady odbywającej się w innej strefie czasowej nie śpią 4 doby z rzędu, co oglądają towarzyski mecz Polski z rezerwami zajmującego ostatnie miejsce w tabeli czwartoligowego zespołu z Liechtensteinu ( o ile taki by się odbył)
Kiedy nasi piłkarze ręczni dostali łupnia od Niemców - zwątpiłem.....ale kibicowałem dalej.
Następne mecze dały trochę nadziei ale musiało być spełnionych tyle warunków ,ze sukces wydawał się niemożliwy.
Musieliśmy wygrać trzy mecze z bardzo trudnymi przeciwnikami
Ale to nie wszystko
NIemcy musieli wygrać z kimś tam,Danie nie mogła wygrać z kimś tam,Norwegia musiała zremisować z Niemcami,na giełdzie w Tokio akcje musiały iść do góry o 2,346 %, temperatura w Bałtyku nie mogła spaść poniżej 3,5 stopnia a pan Zygmunt Tulisławski z Wierzchogałdzic Niskich musiał wstać do pracy dokładnie o 6.46 ( i 15 sekund).
Nie wiem czy wymieniłem wszystkie zależności potrzebne naszym szczypiornistom do awansu ale te najważniejsze na pewno.
I oto stał sie cud. Wszystkie te warunki zostały spełnione.
Teraz wystarczyło tylko pokonać Norwegię.
Oczywiście nasi komentatorzy sportowi i zaproszeni do studia eksperci zapewniali ,że nawet przez moment nie zwątpili w naszych chłopców i .........już przed rozpoczęciem meczu ten mecz po prostu...wygrali..........a mój szef ,chociaż pogrzebał już chłopaków kilka dni temu, na pewno jutro będzie chełpił się zwycięstwem.
Cały mecz był prowadzony przez obydwie drużyny dość spokojnie i z rozwagą. Zawodnicy świadomi tego o co grają, nie porywali się na jakieś szaleńcze tempo.
Po pierwszej połowie remis( o ile dobrze pamiętam 14:14)
W drugiej połówce gra wyglądała podobnie.
Niestety w końcówce meczu Norwegia uzyskała przewagę trzech bramek a naszym jakoś tak ciężko szło.
Przy stanie 30:29 Sławek "Kasa" Szmal broni strzał Norwega i po pięknie wykończonej ze skrzydła akcji doprowadzamy do remisu 30:30.
Do końca meczu pozostaje 15 sekund.Nerwy targają mną i ciskają z wielką siłą o ściany pokoju,wstaję ,siadam,znowu wstaję.
Trener Norwegów prosi o czas aby podpowiedzieć swoim zawodnikom jak zdobyć zwycięską i dającą awans bramkę.
Słychać jak trener Wenta całkiem spokojnie mówi swoim zawodnikom:
- Panowie, przerywamy,przerywamy.Wychodzimy do nich i przerywamy. Mamy 15 sekund.Przerywamy i odbieramy im piłkę.Panowie,MAMY DUŻO CZASU!!!
Tym ostatnim stwierdzeniem rozwalił mnie zupełnie......
Norwegowie aby stworzyć przewagę liczebną wycofują bramkarza .Rusza czas. Norweski zawodnik rozpędza się ,wybija się w górę i ....próbuje podać do swojego kolegi. Piłka odbija się od naszego i wpada w łapy drugiego naszego i ......
Do końca pozostaje 7 sekund.
Ten drugi nasz to jak mi się wtedy wydawało Karol Bielecki.
tak wiec Karol złapał piłkę w swoje łapy i...rzucił przez całe boisko do pustej bramki.
Nie muszę chyba dodawać ,ze piłka leciał dobrych kilka minut - ba - całą wieczność,by na końcu zatrzepotać w norweskiej siatce. W sumie to siatka była chorwacka,chociaż jakby się człowiek dobrze przyjrzał to może zobaczyłby metkę z napisem "Made in China", ale czy to miało w ogóle jakieś znaczenie. Najważniejsze było to ,ze mecz się zakończył a na tablicy wyników jaśniały prześliczne cztery cyfry 3130 czyli 31:30 dla Polski.
Okazało się,że katem Norwegów nie był Bielecki tylko Siudmiak ( a może Siódmiak?)
Po tej bramce stałem...... ponad minutę...... nieruchomo...... przed telewizorem........ z podniesionymi rękami......ze łzami w oczach....... i bezgłośnie krzyczałem.Chwilę później pobiegłem do pracującej przy komputerze Krysi i wycałowałem ją i wyściskałem.
Już po chwili z powrotem przed telewizorem obserwowałem płaczących kibiców polskich,płaczących kibiców norweskich,płaczących zawodników polskich,płaczących zawodników norweskich. I jedni i drudzy nie mogli uwierzyć w to co się przed chwilą stało.
JESTEŚMY W PÓŁFINALE!!!
Ktoś może powie:
-I z czego tu się cieszyć,są poważniejsze sprawy od jakiejś tam piłki.
To prawda. Są poważniejsze i ważniejsze rzeczy.Ale przed powrotem do szarej i nieraz brutalnej rzeczywistości warto mieć chociaż chwilkę takich radości i uniesień ja te dzisiaj.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu emka64 (2009-01-28,00:59): Grałeś kiedyś w ręczną? Stałem na bramce , mam stąd powybijane palce :) Kedar Letre (2009-01-28,01:27): A jakże ,dobrze mi wychodził szybki atak .Na asfalcie nie miałem też problemów z rzutami z padem :)Piękny sport. Rufi (2009-01-28,07:08): Radzio, no nie dosc ze wpis o wczorajszym meczu to jeszcze w Twoim wykonaniu!!! Wenta mi cholernie zaimponowal wczoraj: "Chlopaki, TYLKO SPOKOJNIE, MACIE DUŻO CZASU". Tez byłam w bezruchu jeszcze przez 5' po zakończeniu. Po prostu jak zamrożona. To było po prostu piękne. Nasi zostaną mistrzami - od początku tych mistrzostw o tym mówie!!! Rufi (2009-01-28,07:30): i zobaczcie to :-))) Marysieńka (2009-01-28,07:38): Radeczku....Twoja relacja jest tak samo emocjonująca jak wczorajszy mecz....To był naprawdę super mecz....:)))) Renia (2009-01-28,09:17): Dla takich chwil warto żyć... A jaki dzisiaj dzień piękny!
|