2008-12-14
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Mój pierwszy raz.......w nocy. (czytano: 267 razy)

Ludzie ( moim zdaniem) dzielą się na tych co to żadnych przygód w życiu nie mają, mają je ale rzadko i na tych co to przyciągają je w zupełnie niewiadomy sposób.
I właśnie ja należę do tej trzeciej grupy,którym ciągle się coś przytrafia.
No bo do kogo podejdzie KRÓL WILDY( Wilda to taka dzielnica w Poznaniu ciesząca sie nie najlepszą sławą), który właśnie zakończył 3 letnią odsiadkę, i w wagonie pełnym ludzi ,chciał się z kimś podzielić swoimi problemami......Wiadomo...do mnie.
No bo kto dostanie w mordę na Boninie tak,że mało oka nie stracił a chwilę później usłyszy : - O przepraszam to pomyłka - .......wiadomo....... ja..........
Te przykłady przyszły mi pierwsze do głowy lecz nie były to moje "największe" przygody.
Ta dzisiejsza też nie należy do największego kalibru ale czemu znowu ja......?
Przynajmniej jest ciekawie.
Dzisiaj po raz pierwszy w tym roku poszedłem biegać po ciemku.
Nie jestem taki odważny jak Krysia i z bieganiem po lesie dałem sobie spokój. Jak znam swoje szczęście to nóżka skręcona byłaby już po kilkuset metrach....albo nie po kilkuset metrach. Skręciłbym ją zapewne w najdalszym miejscu od domu :)
Pozostało mi wybrać trasę asfaltem.
Miałem pięć możliwości:
1. Nie biegać wcale - a nie chciało mi się...................
2. Biec w stronę Namysłowa.....i zostać zmielonym,zmiażdżonym i zabitym na śmierć przez pędzące tą drogą - z zawrotną prędkością i z zadziwiającą wprost częstotliwością - TIRY
3. Biec w stronę Sycowa i.........zostać rozszarpanym przez czyhające na bezbronnych biegaczy oszalałe psy.
Jestem w okolicy chyba jedynym biegaczem i jeszcze tam nie biegłem, więc nie trudno sobie wyobrazić co i z jaką radością te wściekłe psy by ze mną zrobiły.Bez samochodu ( i to szybkiego) lepiej się tam nie wybierać.
4.Biec przez przeuroczą wieś Joanka i........znowu pieski,choć tym razem w grę wchodziłaby jedynie strata nogi lub przy dużym szczęściu któregoś z pośladków.
5. Biec na wioskę Laski i.......narazić się na rozjechanie przez pędzące samochody ( nie ma pobocza).
Po chwili namysłu i konsultacji z Krysią wybrałem opcję nr.5.
Komórki nie brałem, bo w razie jakbym przez 3 godziny nie wracał to Krysia już dobrze by wiedziała w jakim rowie mnie szukać.
Wybiegłem ok.19 licząc ,że w sobotni wieczór ludzie w domach siedzieć będą.
Do i przez Mroczeń było spokojnie.Tu jak Wójt przykazał, pieski pięknie od świata zewnętrznego odizolowane i tylko smętnie szczekały marząc zapewne o wbiciu swoich zębisk w przebiegające ciepłe mięsko.
Za wioską skręciłem na Laski. Niestety ludzie nie siedzieli w ciepłych domkach tylko gnali w swoich cieplutkich samochodach ( może ich to taniej wychodzi???).
Muszę przyznać ,że byłem zdziwiony zachowaniem kierowców.Niemal wszyscy zjeżdżali już z daleka( miałem na rękach i nogach specjalne opaski), zmieniali światła na krótkie.......Wybór był dobry. Biegło się dobrze.
Księżyc świecił tak mocno,że nie była potrzebna latarka( której zresztą nie zabrałem)
Kiedy biegłem przez las widoki ,które mi się ukazały wynagrodziły mi wszystko.
Drzewa i krzewy rzucały na drogę fantastyczne cienie a prześwitujący przez las księżyc stwarzał klimat jak z tandetnego horroru lub "landszafcików" sprzedawanych na targach.
FANTASTYCZNIE!!!!NIEZAPOMNIANE WRAŻENIA!!!!
Gdy dobiegałem do Lasek ( do wioski nie chciałem wbiegać ,bo chociaż nie miałem informacji na temat wychowania tamtejszych psów,to jednak nie chciałem tego sprawdzać na własnej skórze)z przeciwka nadjeżdżał jakiś samochód. Długie światła miał wyjątkowo....długie.Oślepiał mnie tak ,że musiałem się niemal zatrzymać ( przypominam o braku pobocza)i ani nie myślał zjechać choćby o milimetr. Może się mylę ale czułem,że robi to złośliwie. Gdy obok mnie przejeżdżał mocno i zdecydowanie wyciągnąłem rękę z wyprostowanym palcem środkowym ( kiedyś widziałem na filmie)
Nie lubię takich gestów ale.....sprowokował mnie gościu ( a może kobieta?).
Kierowca musiał zauważyć mój gest( no nietrudno go zauważyć jak się ma takie długie długie)i wcisnął hamulec. Jednak jechały za nim następne pojazdy więc pojechał dalej.
Po kilku minutach słyszę nadjeżdżający z tyłu samochód,który nagle zaczął hamować pomimo ,ze z przeciwka nic nie jechało.
- AHA!!! - pomyślałem.
- Pewnie się namyślili i chcą ze mną "porozmawiać" - pomyślałem znowu i obejrzawszy sie do tyłu też wcisnąłem hamulec.
Samochód zajechał mi drogę więc wycofałem się na kilka metrów i przygotowany do ucieczki czekałem na rozwój sytuacji. Byłem jakoś dziwnie spokojny,że mnie nie dogonią . Samochód też nie stanowił problemu bo po obydwóch stronach drogi miałem pola a zaraz za nimi "swój" las.
Z samochodu wynurzyły się dwie postacie męskie i jedna z nich ryknęła w moją stronę:
- No i co teraz k...a!!!
- To zależy od tego co chcecie robić - odpowiedziałem spokojnie. O tym ,ze byłem spokojny może świadczyć fakt,ze jak zajechali mi drogę to pamiętałem aby zatrzymać stoper.
- Chcemy Ci wpier....ić - całkiem inteligentnie odparł gościu.
- No to musicie mnie jeszcze dogonić - odpowiedziałem i w tym momencie jeden z rozmówców oderwał się od drzwi samochodu i pognał w moją stronę.
Byłem na to przygotowany i też sie zerwałem do biegu tyle ,że nie w jego stronę.......
Muszę przyznać ,że biegał szybko i choć odpuścił po ok.100 m to nieźle się zasapałem.
Słyszałem jeszcze jak gostek coś tam mówi ,ale czy to były słowa na k, czy na h, czy na p ,czy jakiekolwiek inne już nie zrozumiałem. Poobserwowałem tylko co zrobią goście i widząc,ze odjechali kontynuowałem swój bieg.
Cały czas jednak chodziła mi po głowie myśl,że skoro aż tak się zawzięli,że ich jeszcze tak długo trzymało to moga ponowić atak.
Biegłem więc czujnie.
Po pewnym czasie słyszę z tyłu nadjeżdżający skuterek. Minął mnie bardzo wolno i pojechał dalej .
Po kilku chwilach widzę ,ze nadjeżdża z przeciwka ten sam skuterek i zwalnia.
Kalkuluje szybko czy to aby nie kolesie tych z samochodu przez zaskoczenie mnie nie chcą wziąć ale pytam się grzecznie o co chodzi będąc w każdej chwili gotowym do ucieczki( lub walki).
Gostek w kasku na głowie i przepiękną laskowską gwarą mówi :
- Mołże panu poświetlim trouchem.Tyla samołchołdów.Wypadek jaki mołża być.
- dziękuję wam bardzo ale dam sobie radę- odpowiedziałem ze śmiechem.
- Ale pan połbiegnie przede nami a my poświetlim.Zołbaczylim ,ze pan biegnie to połmyślelim ,że poświetlim i będzie bezpieczniej.
Kilka chwil trwało, zanim przekonałem ich ,że pobiegnę sam.
Pożegnaliśmy się a chłopaki z powodu nadjeżdżającego samochodu pojechali kawałek w przeciwnym kierunku a gdy mnie znów minęli ryknęli jeszcze :
- No to WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
- WESOŁYCH ŚWIĄT - odryknąłem tym przemiłym chłopakom i .....mocno przyspieszyłem.
D0 domu dotarłem już bez żadnych przygód.
I tak oto zakończyło się moje pierwsze nocne bieganie. :)))))
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu kluseczka (2008-12-14,09:16): ale przygoda, ja mam przygody na wieczornych spacerach z Milusiem i chodzę teraz z pałką teleskopową, czasami też ściągam na siebie zainteresowanie okolicznego establiszmentu, ale bez agresji; dobrze, że wszystko się szczęśliwie skończyło, nie ma to, jak siła nóg;))) TREBI (2008-12-14,10:24): Radzio - twardzielu:) dario_7 (2008-12-14,10:49): No to widzę, że faktycznie nie macie lekko u siebie z tym bieganiem po ciemku. Ależ się ubawiłem tą Twoją relacją, choć wiem, że wtedy kiedy tam konwersowałeś z tymi "panami od k, h i p" śmiesznie chyba nie było... :D golon (2008-12-14,12:08): U nas w parku gdzie biegam też nie jest bezpiecznie więc nie biegam po ciemku tylko w dzień - to miałeś przygodę z gośćmi , ja miałem w dzień że goście z osiedla 4 ich było zygali chcieli się bić to powiedziałem złap mnie puścili się ale żaden nie był w stanie mnie złapać :=) do zobaczenia , 3m sie AgaR. (2008-12-14,19:39): Raaaany Radziu...z Tobą to chyba nie można się nudzić.. :)) Rufi (2009-01-09,12:35): Radziu, pisz więcej - uwielbiam czytać Twoje wpisy!!!
|