2007-10-24
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| (czytano: 123 razy)

Przez chwilę zastanawiałem się, dlaczego pojawia się coraz więcej osób padaj±cych na mecie biegów. Te 80 osób w Toruniu, 350 w szpitalu w Chicago, czy kilkana¶cie na mecie w Warszawie. Wydaje mi się, że bierze się to z dwóch rzeczy. Po pierwsze coraz szybszy po¶cig za wynikiem. Nie do końca to ogarniam. Je¶li biegnę, na życiówkę (w Poznaniu jeszcze 4-5 kilometrów przed met± było to w zasięgu), ale czuję, że za chwile może cos być nie tak odpuszczam. Choćby i dlatego że sumaryczny koszt dla organizmu będzie za duży i tym razem poprawię rekord, ale już ostatni raz. Owszem lubię robić w miarę dobre czasy, ale już jaki¶ czas temu pogodziłem się z tym, że moje możliwo¶ci s± mocno ograniczone i muszę powoli przesuwać swoje granice. Ale przede wszystkim nauczyłem się słuchać swojego organizmu.
Mam wrażenie, że te wszystkie sposoby monitorowania treningu zabijaj± tego rodzaju umiejętno¶ci. Człowiek nie potrafi zorientować się, kiedy zbliża się do swoich granic, a nawet, je¶li pulsometr zapika to machnie na to ręk±, nie napije się raz i drugi na wodopoju pobiegnie szybciej niż powinien i w efekcie kilka dni w szpitalu i spore szkody w organizmie takie, że szkoda gadać.
Poza tym gdyby mi bieganie nie sprawiało rado¶ci szybko bym się wypalił. W sumie więcej zyskam przesuwaj±c swoje granice po kilka minut rok w rok i ciesz±c się. Nie pamiętam, kto to napisał „Cel jest niczym, ruch jest wszystkim”. Nie ważne, dok±d dojdę, ważne, co mi się zdarza po drodze. A w ten sposób zdarza mi się więcej dobrych rzeczy.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |