2012-05-04
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Krapkowice (czytano: 256 razy)

Stojąc na starcie już wiedziałem: żadnego szybkiego biegania w tym dniu. Upał, ostre słońce, godzina 11. Na pytanie kolegi jaki plan, odpowiadam "spokojnie, pewnie jakieś 47-48 minut". Plan prosty zacząć piątką i potem delikatnie przyspieszyć, żeby nietkniętym "dojechać" do mety. 9 sekund do linii startu. 5:11 pierwszy kilometr, planowo. 4:43 drugi. 4:53 trzeci. Jest cholernie gorąco. Pomyślałem, że nie ma nawet sensu biec na to 47-48 minut. Zwalniam. Kolejne kilometry w 5:17, 5:14 5:17, 5:13. Trzyma się tempo, nie?:):) Ósmy w 5:42, dziewiąty w 5:25, ostatni w 5:15. Na mecie miałem siłę na całkiem przyzwoity sprint. Czas 52:29:). Zegarek z międzyczasami to dobry bajer:).
Chyba pierwszy raz od dłuższego czasu wykazałem się mądrością i odpuściłem ściganie w ten upalny dzień:). Chociaż głupotą jest już samo wystawianie się na ostre słońce z moją jasną karnacją... Nie oszukujmy się, rudzielce wszelkiej naturalnej maści powinny słońca unikać jak ognia. Kończąc o Krapkowicach dziękuje za tę miskę z wodą w okolicach ósmego kilometra:).
Słońce... Organizator Półmaratonu Henrykowskiego przełożył godzinę startu z dziewiątej na dwunastą... Z jednej strony rozumiem, przybysze z daleka nie będą musieli zrywać się o trzeciej, żeby zdążyć na bieg. Z drugiej zaś strony w przypadku naprawdę upalnego dnia może być dramatycznie. W Krapkowicach parę osób zasłabło, nawet podczas nie znowu takiego upalnego półmaratonu w Sobótce, parę ludzi zdecydowanie za mocno odczuło skutki promieni słonecznych. Osobiście Henryków pobiegnę nawet o 12. Czuję, że ten bieg ma szansę stać się super półmaratonem. Najwyżej przez dwie godziny będę umierał... Bieganie w upale, nawet tempem rekreacyjnym, bardziej przypomina mordęgę niż tę słynną "radość z biegania". Jakby to od mojego egoistycznego widzimisię zależało. Ustaliłbym godzinę startu na 19:).
Wczoraj padało. 3 maja. Minął rok od tego pamiętnego Silesiańskiego Maratonu, a to oznacza tylko tyle, że mojej życiówce urosła broda:):). We Wrocławiu okrutnie się z nią rozprawię:). Podczas deszczowej pogody zrobiłem trochę skipów i wykroków, pierwszy raz od połowy marca... Coś się zapuściłem. Zrobiłem też jedno "Adasiowe" kółko po wzgórzu z Cmentarzem Żołnierzy Polskich.
Dzisiaj "biegałem" z moim Bratem i niedoszłym szwagrem. Zrobiłem 13 podciągnięć:). Jeszcze trochę i podciąganie będzie głównym sportem...:):). Już zlalusiowałem kilkanaście razy dziennie napinam biceps i patrzę czy urósł...:):)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora a.Klimczak (2012-05-05,15:31): Tych kółek zalecam 10(jest ciężko), Artur wspomina zwykle o 30(masochizm).
Powodzenia.
|