2012-04-16
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Przytok (czytano: 236 razy)

Przytok k. Zielonej Góry, parę minut przed 10. Musiałem poprawić dane na karcie zgłoszeniowej, miałem wpisany rok urodzenia 1900... Usłyszałem od wolontariuszki: "Dobrze się pan trzyma jak na swoje lata". Odebrałem pakiet startowy, butelka wody, batonik, izotonik, termiczny kubek. Całkiem nieźle:).
Mam godzinę na załatwienie czegoś do związania włosów. Bieganie z rozpuszczonymi kłakami jest trochę niekomfortowe, zwłaszcza wtedy kiedy wieje:). Wiejski sklep na szczęście jest nad wyraz dobrze zaopatrzony. Kupuję za 1,8zł woreczek z czterema frotkami. Uff w desperacji chciałem już wiązać sznurówką:).
Teren biura jest ładny i zielony. Czuć czyste wsiowe powietrze:). Nie ma problemu z toaletami, szatniami. Rozstawione już są łóżka do masaży. Całkiem nieźle jak na półmaraton w wersji budżetowej. Pogoda niestety nie jest zbyt łaskawa świeci słońce i jest dość ciepło.
Frekwencja 290 osób. Biorę na trasę półlitrową butelkę wody. Chwilkę po 11 następuje wystrzał. Dobiegam do linii startu po 7 sekundach. Tablica 1km mam czas 5:23 netto. Co jest? Biegnę przecież całkiem żwawo, albo już zupełnie skapcaniałem albo tabliczka jest ustawiona w nieodpowiednim miejscu. Przyjmuję tę drugą wersję i staram się nie przyśpieszać. Widzę jednak zdziwionych ludzi, którzy zrywają się do szybszego biegu. Tablica 5km- 21:57 myślę, że to by się mogło zgadzać. Trasa wpada do lasu, płaskich odcinków praktycznie nie ma. Biorę wodę na punkcie. Tablica 10km-43:23 myślę, że jest świetnie. Biegnę na sporo poniżej 1:35. Jeszcze mam zaoszczędzone sporo sił. Drugi i ostatni punkt z wodą. Tablica 15km i 1:06:13, jest bardzo dobrze, będzie życiówka! Przybijam serię piątek z żywiołowymi kibicami, za co dostaję gromkie brawa. 18km i 1:18:18. Będę bardzo blisko 1:30... w dodatku na tej niełatwej trasie. Wyprzedzam mojego kumpla, uścisk dłoni i ruszam walczyć o każdą sekundę. Tablica 20km 1:27:11. Za 5 minut będę na mecie. Biegnę, biegnę, biegnę, biegnę, biegnę, biegnę, biegnę. Widzę budynek szkoły, zaraz zakręt w lewo i finisz, ale co to? Trasa mija bramę, i robimy agrafkę kilkadziesiąt metrów dalej... Patrzę na zegarek, życiówka jest zagrożona. Zbieram siły i finiszuję. 1:36:04 netto, siedem sekund szybciej niż w Sobótce... Cóż za równa forma:). Życiówka to życiówka, nie ma co narzekać:). W każdym razie następnym razem będzie łatwiej pobić:).
Oznaczenie kilometrów było mocno mylące. Ponoć tabliczka 20km była ustawiona na rzeczywistym 19km (albo i wczesniej). Biegłem od niej prawie 9 minut:):). Oprócz tego impreza ma same zalety, sprawność, sporo nagród, świetną, urokliwą trasę, niskie wpisowe, masaże, przyzwoitą bazę. Jeszcze tu pewnie kiedyś wrócę:)
Wczoraj poszedłem rozbiegać mięśnie z Bratem. Lekko padało i było niecałe 10 stopni, idealna pogoda;). Zrobiłem na mokrym i zimnym parkowym drągalu serię podciągnięć 5-7-5-5-10. Coraz łatwiej to idzie:).
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora szlaku13 (2012-04-16,17:10): Widzisz głuptasie... Jakbyś nie poprawił daty miałbyś dwie nagrody... za wygraną w kategorii M70+ i dla najstarszego zawodnika... ;P
Wieku nie trzeba się wstydzić... Naturalne, że każdemu metryka płowieje, a zresztą nie ważne ile się latek ma, ale ważne na ile się czuje... ;))) Jaszczurek (2012-04-16,17:44): No miałbym nagrody... A jak tam Twoja wygrana prostownica?:):) Używałeś?;) szlaku13 (2012-04-16,21:41): Na głowie raczej marno szukać, ale... poszperam bardziej to gdzieś się znajdzie trochę pukli... ;)))
|