2010-09-23
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Co się odwlecze... (czytano: 657 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://www.youtube.com/watch?v=I7HahVwYpwo&ob=av3e

Po moim wczorajszym wpisie na blogu, w którym trochę wspominałem swój pobyt w wojsku, przyszedł mi do głowy jeszcze jeden bieg z tamtego okresu, który może szczególnie radosny nie był, ale przyniósł w nagrodę radość przeolbrzymią :) Ale od poczatku...
Ponieważ od dziecka byłem buntownikiem z wyboru, nie reagowalem na wezwania Wojskowej Komisji Poborowej, czy jak to się tam zwało wtedy, aż w końcu mnie tam "dostarczono" ;) W nagrodę dostałem "bilet" do Ełku, czyli daleko. Cóż, pojechałem a pobór był zimowy - styczeń - nasz fala nosiła chlubną nazwę "pingwinów". Na Suwalszczyźnie miało to swój specyficzny, wręcz rodzimy wydźwięk. Był rok 95, odwilż dotarła również do wojska, przysięga była zatem szybciej, niż kiedyś, czyli po miesiącu. Jakiś tydzień przed nią braliśmy udział pierwszy raz w strzelaniu, tzw "jedynce" - czyli do tarczy ze 100 m. Dowódca kompanii oficjalnie ogłosił, że kto wystrzela więcej niż 48 / na 5 strzałów z 10-tą w środku tarczy/ dostaje 5 dni urlopu. To było coś dla mnie :)) Ruszyłem więc z wizualizacją, dokładnie tak jak trzeba, wyobrażałem sobie swój urlop 5-dniowy, czułem go, przeżywałem wręcz emocjonalnie... Miesiąc przed zaszeregowaniem w murach koszar poznałem dziewczynę, co wszystko wyjaśnia :) Po prawie miesiącu w wojsku miałem dosyć dość porąbanych schematów, jak na moją - nieznoszącą ich - duszę buntownika. Wszystko było "obcykane" Strzelam więc z kałasznikowa pełen radosnego podniecenia, czekam na wyniki i dostaje cios poniżej pasa. ZERO ! Wystrzelałem zero !!! Na 5 strzałów do tarczy w ogóle w nią nie trafiam. SZOK ! Jak to sie mogło stać ? Wszystko zrobiłem jak należy, wizualizacja, koncentracja przed strzelaniem..., nie mogłem uwierzyć. W drodze powrotnej miałem tak zły humor, ze omal sie z kimś nie pobiłem. Strawiłem jakoś gorycz porażki, choć ciągle wpadałem w zdumienie, jak to się stało, czułem się tak, jak bym dostał prosto w zęby od życia bez żadnego uprzedzenia. Jednak...
3 dni później odbywała sie tzw. "taktyka" Czyli najróżniejsze ćwiczenia w terenie - świece dymne, strzelanie ze "ślepych", okopywanie się, rzut granatem, itd. Już samo dojście na poligon w pełnym rynsztunku z plecakiem - 9 km - było sporym wysiłkiem. W temperaturze -10 st - wszyscy byliśmy mokrzy od potu i czekając na kolejne rozkazy dosłownie sztywnieliśmy od zamarzającej wilgoci. Jedno z ćwiczeń polegało na biegu zygzakiem, żeby niby uniknąć "ognia nieprzyjaciela" Kiedy na mnie przyszła kolej ruszyłem z tym całym bagażem na sobie jak wk....y byk na corridzie, żeby choć trochę się ogrzać. Gdzieś tam, po drodze wywróciłem się, żeby za chwilę wstać i biec dalej. Gdy wróciłem na swoje stanowisko zauważyłem przechodzącego właśnie dowódcę kompanii i usłyszałem: ten żołnierz mi się podoba - 5 dni urlopu !
Wtedy zrozumiałem, że nie zawsze wszystko się układa taką ścieżką jak bym chciał, niemniej ważny jest cel a wszystko po drodze "wydarza się" i trzeba ufać, ze się jest na właściwej drodze. Pojechałem na ten urlop i było cudownie :)
Po przejściu na liniówkę /Gorzów Wlkp/ trafiałem do tarczy za każdym razem pow 46, strzelanie - dwójka i trójka - za każdym razem max - cóż, w Ełku miałem kałacha z 56 roku !
Dziewczyna wytrzymała do marca... Taki los żołnierza :))) Do tej pory nie wiem, czy żołnierze zmieniali dziewczyny jak rękawiczki, czy na odwrót ;) Fakt faktem miałem kolegę, który wracał do tej samej, która zostawił. To był jednak wyjątek :P
Byłem dziś nad słynną Rusałką :) Rzadko tam jestem, niemniej trafiam tylko na Gosię, widać ona jedna trenuje z pełnym zaangażowaniem :) Resztę Rusałek znam tylko ze zdjęć :) P O Z D R O W I E N I A :)
zdjęcie - Ełk 1995 :)
link: fajny taneczny kawałek :)_
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Gosiulek (2010-09-24,08:43): no wybaczcie chłopaki że to tylko Gosia;PPP w przyszłym tygodniu mnie tam nie będzie;) tygrisos (2010-09-24,08:55): No cóż, kiedys to szydło musiało wyjść ;)
|