2010-09-22
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Radość nie jedno ma imie ;) (czytano: 593 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://picasaweb.google.pl/lh/photo/FC6v3_lyIzUsOmvDlx5lFA?feat=directlink

Dziś pomyślałem, zadałem sobie pytanie - który swój bieg wspominam z radością. Troszkę ich przyszło mi do głowy ale jeden był taki inny.
Byłem w wojsku, i któregoś dnia chciałem pojechać do Poznania na tzw "lewizne", czyli wyjście na lewo z koszar bez zgody przełożonych. Bez wiedzy w sumie ;) Wyniknął jednak pewien problem, ponieważ służbę oficera dyżurnego jednostki pełnił major "Miś" Pan Miś mianowicie uwielbiał doświadczanie władzy nad żołnierzami służby zasadniczej, w szczególności zaś nad żołnierzami swojego batalionu. W skrócie - także nade mną. Miał zatem, min. w zwyczaju, na koniec swojej służby, czyli ok 17-18, wracać na kompanie i robić zbiórkę. Skrupulatnie sprawdzał obecność i gdy kogoś nie było nie posunął się naprzód ani o krok. Musiałem więc być na tej zbiórce. Wyszło tak, że w momencie kiedy Miś opuszczał kompanie miałem ok 7 minut żeby zdążyć na pociąg. Odległość z Chopina na dworzec to jakieś dwa kilometry, choć dokładnie to pewno nie jest. Logistycznie miałem wszystko dopięte na ostatni guzik. Ledwo za Misiem zatrzasnęły się drzwi, ja już przebierałem się w "cywilki" dosłownie w locie. Podejrzewam, że byłem przebrany zanim zdążył wyjść na dwór a kompania była na I piętrze. Wyleciałem więc jak z procy, wyjrzałem za drzwi wejściowych i po cichu, żeby mnie nie usłyszał biegłem w kierunki hali sportowej, żeby na szage wylecieć na ulice. Na szagę, ponieważ Miś w sumie zmierzał w tym samym kierunku co ja, jednak musiał iść niejako "na około" - przez Biuro Przepustek. Ponieważ byłem laborantem hali sportowej, miałem klucze od zamykanego wyjścia na ulice. Jednak wtedy tak mi się spieszyło, że przeskoczyłem pierwszy płot i drugi. I wybiegłem... :)) Miałem mocno z górki, było też jednak trochę ślisko, temperatura poniżej zera i trochę zmarzniętego śniegu na ulicy. Ale też wiedziałem, że mam co najwyżej 5 min do pociągu...Chciałem sie bardzo zobaczyć ze swoją dziewczyną, miałem 23 lata a moja forma fizyczna była wtedy idealna. Postawiłem zatem wszystko na jedną kartę i postanowiłem biec bez trzymanki, czyli taki bieg na złamanie karku. To było niesamowite uczucie które pamiętam do dziś, ważyłem wtedy 95 kg i miałem wrażenie, że jakbym miał sam z siebie się zatrzymać, to potrzebowałbym wtedy więcej metrów niż samochód z setki. To była "Cala Naprzód" :)
Zdążyłem... :))) jak tylko wpadłem do pociągu mając nadzieje że to >ten pociąg< elektryczne drzwi zamknęły się i ruszyliśmy. Katem oka zobaczyłem jednak dwóch żandarmów w swoich szpiclowskich czerwonych beretach ale to już zupełnie inny temat :))
...
...Lecz dziewczyna nie słyszała tańcem już zajeta, w tańcu komuś zaśpiewała to, co tak pamiętam... Bo gdy starasz się za mocno i sie bardzo spieszysz, możesz zdziwić sie na końcu, że ktoś Cię nie słyszy... :)
:)
A na zdjęciu "moja" Kita z Zielonki ;-)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Rufi (2010-09-22,22:09): ciekawe, ciekawe :-) Darek Ł. (2010-09-23,08:31): Ja też uskuteczniałem "lewiznę" z Poznania ,gdzie byłem w SPR(Wyższa Szkoła Wojsk Pancernych)na dworzec PKP i do domciu(Strzelce Opolskie).Uciekałem w piątek po zajęciach,a w poniedziałek rano byłem w jednostce.To było niezwykłe przeżycie. tygrisos (2010-09-23,14:31): mjr "Miś" zadbał jeszcze wiele razy, żebym go pamietał :) tygrisos (2010-09-23,14:32): W wojsku w ogóle było wiele różnych niesamowitych przeżyć :))
|