2008-03-29
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Cudowna sobota (czytano: 330 razy)

Chyba nie zachowałam się zbyt rozsądnie na SKŚu, gdy zamiast przebrać się w suche ubranie zajmowałam się rozplątywaniem sznureczków i wieszaniem medali na szyjach ścigaczy. Trochę się zaziębiłam, a dodatkowo w poniedziałek i wtorek doprawiłam się jadąc do pracy na rowerze, choć jednego dnia padał deszcz, drugiego śnieg. Chorowałam potem przez kilka dni razem z moimi dziećmi, przez co musiałam przesunąć świąteczny wyjazd na Śląsk. W związku z pochorobowym osłabieniem przeszedł mi koło nosa maraton na Słowacji. Treningi wznowiłam w niedzielę, ale nogi miałam drętwe, a w płucach brakowało oddechu - zresztą nic dziwnego, skoro cały czas jeszcze kaszlałam.
Po powrocie do Warszawy starałam się nieco ożywić i potrenować, gdyż w niedzielę czeka mnie półmaraton. Dobrą formę już utraciłam, ale może jest jeszcze szansa coś nadrobić.
Dzisiejszy dzień przed jutrzejszym wyścigiem zaczął się cudownie - moja sąsiadka-przyjaciółka Kasia umówiła się ze mną na wspólny bieg. Ona dopiero zaczyna, więc umawiamy się na 5,5 km pętelkę marszobiegiem, podczas której ja głównie trajkoczę i czasami robię sobie skipy. Pod domem krótkie rozciąganie z Kasią, po którym się żegnamy i zaczynam przebieżki. Wtedy spotykam Marzenę, umawiamy się na wspólny wyjazd do BUW na biegi dziecięce, w których mają startować nasze pociechy: Maszka, Maurycy i Martynka.
Gdy jedziemy na miejsce Maszka zaczyna swój koncert pt. "ja nie chce biec". Mimo wszystko zapisuję obydwoje, odbieramy numery startowe, mój pakiet na jutrzejszy półmaraton, dzieci robią rozgrzewkę, na miejscu spotykam znajomych. W końcu zaczyna się wyścig. Na starcie przewie trzydziestka dzieciaków z rocznika 1998 i młodszych. Ruszają. Po 300 m wbiegają na metę. Robię zdjęcia, więc nie jestem zbyt skupiona na tym, które miejsca zajęli. Przybiegają i chwalą się - zarówno Maszka, jak i Maurycy są na II pozycji. Brawo! Bardzo się cieszymy. Podium, statuetki, nagrody (pompki rowerowe). Kibicujemy po chwili Martynie, która biegnie 800 m i zajmuje również II miejsce (podium, statuetka, pompka rowerowa).
Po powrocie do domu kolejna miła niespodzianka - siostra zaprasza mnie na bieg za granicą. Opłaca przelot, hotel, startowe. Właściwie nie mogę uwierzyć, cały czas jeszcze wydaje mi się, że się rozmyśli, że to nie okaże się rzeczywistością, tylko jakąś mrzonką. Tak bardzo chciałabym tam pojechać, więc bardzo, bardzo będę się starać, żeby nie zachorować, nie przeholować z treningiem, dobrze się odżywiać, dbać o siebie, chuchać i dmuchać. Poza maratonem polsko-słowackim jeszcze nigdy nie biegłam za granicą. Ależ to musi być fantastyczne wydarzenie! Nie jestem w stanie skupić się na jutrzejszym starcie. Moje myśli już pofrunęły setki kilometrów stąd...
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |