2016-02-28
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Jednorazówki. (czytano: 451 razy)

Jednorazowi maratończycy.
Każdy kogoś takiego zna. Na fali szaleństwa biegowego postanowili, jak każdy znajomy, sąsiad czy kuzyn, również zaliczyć maraton.
Czasami życie pisze zabawne scenariusze.
Znam gościa, który biega od lat. Poza tym też ćwiczy na siłowni, dba o formę. Dociągnął w maratonie do 3:17. Pomimo licznych podejść nie potrafi poprawić tego czasu. I namówił kolegę, żeby też maraton przebiegł. Opowiadał, roztaczając piękne wizje. Kolega w końcu się zgodził. Przed biegiem może z 4-5 razy wyszedł potruchtać. Na mecie kolega zameldował się z czasem 3:04 i bez jakiegoś konkretnego zmęczenia. Znajomy (3:20) z leksza się załamał. Ich „męska przyjaźń” nie wytrzymała tej próby. Zwłaszcza że świeżo upieczony maratończyk stwierdził, że „łeee, ot, maraton- przereklamowane to to jest”. I dalsze bieganie porzucił.
No cóż…
Maraton to nie panienka na jeden raz.
Mnie osobiście strasznie wkurza, gdy w odniesieniu do niego używa się słowa „zaliczyć”. Zresztą, w ogóle mnie to słowo wkurza, w każdym kontekście, nawet zdanego egzaminu.
Gdy inny mój znajomy przebiegł maraton, też tak trochę bez przygotowań, nie mógł ukryć rozczarowania. Gdzie to całe halo? Miał się przecież stać lepszym człowiekiem, a tymczasem wynudził się i zmęczył, ale tak poza tym to nic. Zastanowiłam się chwilę.
- Wiesz, bo tu nie chodzi o cel, tylko o drogę do celu. To nie te kilka godzin na trasie nas zmienia. To dyscyplina, systematyczność, walka ze słabościami, gdy nie chce się wyjść, a jednak to robisz. Gdy nad kanapę z winem i książką, albo kino z przyjaciółmi, przedkładasz parę kilometrów w rzęsistym deszczu. Gdy uczysz się nie zwracać uwagi na pogodę, gdy uczysz się nie poddawać, walczyć do końca. Maraton to tylko wisienka. Istotne jest to wszystko co jest przed nim. Bo to jest właśnie to, co nas zmienia.
Jednorazowi maratończycy…
Jakoś tak z pobłażliwością do nich podchodzę. Nie potrafię się przekonać do ich podejścia. Już bardziej rozumiem i pochwalam te osoby, które biegają dla siebie, nieraz od lat, i którym do głowy nie przyjdzie wystartować w jakichś zawodach. Sama esencja biegania.
I przynajmniej nie chrzanią o wysokich opłatach startowych.
Autor zablokował możliwość komentowania swojego Bloga |