2016-02-20
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Podróż. (czytano: 712 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: https://www.youtube.com/watch?v=M3hFN8UrBPw&spfreload=10

Gdy jest się między snem a jawą, czasem powie się coś dziwnego. Ten moment gdy odpływamy, gdy tracimy świadomość... nie wiem, czy to tylko psikusy naszego mózgu, który gdzieś w swoich czeluściach wygrzebuje dziwactwa, czy otwiera się jakaś Brama pozwalająca zajrzeć przez szczelinę i zobaczyć.....
Najpierw wszystko rozbłysło, a później zgasło.
Włączyły się alarmy i awaryjne oświetlenie, otworzyły się drzwi.
Telefony do szefostwa, do Tauronu, wypraszanie klientów, blokowanie dystrybutorów, zamykanie drzwi na siłę. Zabezpieczanie newralgicznych przedmiotów, latarka, baterie pod ręką, światełek powinno wystarczyć na jakieś pół godziny.
W końcu zapadła ciemność.
Zarządziłam patrole wokół co kilkadzieści minut, w międzyczasie siedzieliśmy przy szybach wpatrując się w nocne niebo. Trochę przed nami jest skrzyżowanie, tam oświetlenie działa. Światła na zmianę barwiły niebo czerwoną i zieloną poświatą. Wyglądało to tak magicznie, że nie potrafiłam oderwać wzroku.
Rozmawiamy o różnych rzeczach. Coś marudzę, że muzyki nawet nie posłuchamy, bo chociaż telefon naładowany, to nie mam dostępu do swojej muzy.
- O tutaj miałam, zobacz, nic nie pokazuje! – mówię wchodząc w listę, a tu zonk- wszystko jest i da się odtwarzać! Ze wzruszeniem puszczam kolejne kawałki. Mój towarzysz rozpoznaje wszystkie, tylko Lisę bierze za Zimmera, ale w sumie jest to uzasadnione.
Z rozbawieniem wspominam, jak parę dni temu kłóciliśmy się o to ile mam lat. On, 10 lat młodszy, był święcie przekonany, że jest ode mnie starszy. Nie dał sobie przegadać, musiałam iść po dowód. Przynajmniej dobrze się z nim pracuje, bo do pracy nie trzeba go gonić, jak to lelum-polelum, co tu było wcześniej. Ale teraz nie ma co robić, po ciemku trochę bez sensu. Więc gadamy.
Wszelkie podchody ucinam krótko i zdecydowanie. Zwracam na to uwagę dopiero po chwili i zastanawiam się nad tym. Owszem, człowiek rozsądny i doświadczony wznosi wokół siebie jakiś tam murek i uważa, kogo za niego wpuszcza. Przeważnie dotyczy to płci przeciwnej, ale ja jakoś tak w ogóle od ludzi się oddzielam. Od kobiet, bo większość jest okropnie głupia i nudna, od facetów dla bezpieczeństwa i czystości sumienia. Popatruję tak na te swoje obiekty obronne- porządny mur, zasieki, doły ze smołą i wilki w klatkach. Twierdza prawie…
W pilnowaniu tych umocnień jestem bardzo konsekwentna, do tego stopnia, że przestaję być miła po pierwszym ostrzeżeniu.
Jako że mój towarzysz zdradza tak jakby zainteresowanie bliższą znajomością, zbijam każde podejście i nie pozostawiam złudzeń. Fajny jest, rozgarnięty, więc nie traktuję go z buta, chociaż ciągle coś kombinuje. Trudno, jakoś damy radę, niewiele czasu nam razem zostało, wytrzymam.
Mija godzina, dwie, trzy, a my nadal w ciemnościach. Przenieśliśmy się na kanapę, na zmianę obchodzimy włości, dalej gadamy, tylko ziewając co chwilę. Jak jest praca, to się tak nie chce spać, jak pracy nie ma i jest ciemno to już gorzej wytrzymać. Popadamy w końcu w odrętwienie, więcej milczymy niż rozmawiamy, a jeśli rozmawiamy, to też już inaczej. Coraz dziwniejsze tematy, coraz bardziej abstrakcyjne wypowiedzi.
I tak znowu jakieś zakusy były, które ucięłam. Zaczęłam się zbierać do wyjścia wygrzebując się ze stosu kurtek (ogrzewanie też nie działało), gdy mój rozmówca zaczął odpływać w króciutką drzemkę. Zdążyłam się już podnieść od stolika i ruszyć w stronę drzwi, gdy usłyszałam że mamrocze coś pod nosem. Nachyliłam się posłuchać, bo to przeważnie śmieszne rzeczy są, gdy usłyszałam:
- Nie dasz do siebie podejść, bo cię zranili. I pewnie nie raz. Ale będziesz jeszcze kochać. Jeszcze będziesz nosić sukienki.
Tekst o sukienkach mnie zmroził. Zamarłam na chwilę.
Nie, nie miał prawa wiedzieć. Wiedzą tylko wybrani, trzy sztuki na krzyż.
Odsunęłam się i po cichutku wyszłam.
Mówiłam, że skucha. Bo ja cały czas kocham…
Autor zablokował możliwość komentowania swojego Bloga |