2016-01-05
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Stare kalendarze. (czytano: 751 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: https://www.youtube.com/watch?v=9u7hGkL57N8&spfreload=10

Przeczytałam gdzieś ostatnio, by nie wyrzucać starych kalendarzy.
Jeszcze w liceum moje kalendarze oprócz funkcji organizowania czasu i przypominania o różnych ważnych rzeczach, stawały się dziennikami, bo wieczorem zawsze opisywałam, co się działo, odnotowywałam ważne dla mnie wydarzenia, zapisywałam przemyślenia.
Teraz mój kalendarz jest prawie pusty. Owszem, są pomiary Przyrzeczonego i moje, są daty pierwszych sesji, są rozpisane fazy treningowe, zaznaczone starty... znalazłam jeszcze terminy korków z matematyki, termin balu, przypomnienia o zakupie prezentów, bo zazwyczaj wymyślam coś co wymaga specjalnych przygotowań i czasu, jest parę notatek odnośnie pracy. Brakuje też kawałka jednej kartki, na którym napisałam do Skargi.
I koniec, nic więcej nie ma.
Wczoraj zakupiłam byłam nowy kalendarz.
Wpisałam zmiany na ten miesiąc (w sumie to poza jedną dniówką- same nocki), terminy egzaminów i zaliczeń, zaznaczyłam datę dwóch maratonów i oznaczyłam fazy przygotowań. Tak długo się zastanawiałam, jak biegowo rozplanować pierwszą część roku, aż rozwiązanie samo przyszło. Też je naniosłam. Data rezonansu wyszczególniona.
Jedynie, wbrew tradycji, nie zaznaczyłam dat urodzin. Swoją w końcu pamiętam, drugą boję się zaznaczać. Więc nie wpisałam żadnej. Zawsze będzie jeszcze na to czas... a ja nawet imieniny pamiętam, chociaż to gorolskie święto....
Wkrótce też kalendarz zapełni się dodatkowymi zapiskami, po tym zjeździe zajmę się tym dogłębniej. Muszę opracować trochę grafiki, rozplanować i rozpisać skrypty, czy raczej scenariusze... i nie pozostanie nic innego, jak rzucić się na głęboką wodę... Dojrzewam do tego wystarczająco długo- niech się stanie.
Stary kalendarz jednak wyrzucę.
Przecież nie wypada zapisu z terminem egzaminu traktować jak pamiątki?
Zwłaszcza, że jakoś tak "na fali", zabrałam się za pokój dzienny. Poprzestawiałam, poprzekładałam, zaczynam przetrzebiać i wyrzucać. Już wyniosłam wielki wór śmieci, będą następne. Wywalam wszystko co niepotrzebne, mordując swoje sentymentalne podejście do rzeczy.
Przeglądam wszystko i większość wywalam, nierzadko z żalem, ale i świadomością, że już danej rzeczy używać nie będę. Koniec bycia chomikiem, jeśli definitywnie nie pozbędę się pewnych przedmiotów, to ciągle będę się z nimi męczyć. A przede wszystkim- gdzieś to trzeba przechowywać, trzeba to to myć... Nie, koniec.
Jeszcze się zastanawiam, co zrobić z wszystkimi magazynami biegowo-fitnessowymi, które mam. To często kawał wiedzy, może kupię poręczniejszy skaner i będę je miała na twardzielu, zamiast na kilku półkach? Czy się nie cackać i wywalać jak leci?
Autor zablokował możliwość komentowania swojego Bloga |