Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [91]  PRZYJAC. [91]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Magda
Pamiętnik internetowy
Ziorko do ziorka

Magdalena R-C
Urodzony: --------
Miejsce zamieszkania: hożuf
880 / 949


2015-09-28

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Superwoman Hello Kitty i pajonk. (czytano: 409 razy)

 

Zrywam się z łóżka w ostatniej chwili.
Wyjątkowo wszystko przygotowałam dzień wcześniej, więc teraz tylko dopycham torbę kolanem, żeby wygodnie i szybko ją zamknąć i lecę na przystanek.
Kto by pomyślał, że będę miała tyle radochy z korzystania z komunikacji miejskiej? Czasu mam aż nadto, zdążę zjeść śniadanie w Macu. Zawsze uwielbiałam śniadania w Macu, ale właśnie odarto je z największej świętości- nie robią już ciasteczek McGriddles. Rozpacz ma nie ma granic. Życie już nie będzie takie samo... Zamawiam jak zawsze Happy Meal. Która zabawka? Ósma. Zabawkowy zegarek, który zastępuje mój stały biżuteryjny, o który bałabym się w tej podróży. W końcu to prezent urodzinowy od Przyrzeczonego, nie chciałabym żeby coś mu się stało. Na mojej ręce ląduje Hello Kitty w wersji superwoman. Odstaje na 3cm. Kosmos.

Rozsiadam się wygodnie, autobus nie jest pełny i mam dla siebie dwa miejsca. Układam się w dziwny zawijas i zasypiam. Zdążę jeszcze poczytać gazetę i pogapić się na pola i obrzeża Warszawy, nim dojedziemy na miejsce.
Śmigam do metra i przypominam sobie, że przecież druga nitka już działa. Kolejna radocha tego dnia! Oszczędzam też sporo czasu, może nie spóźnię się aż tak bardzo na panel?
Stacja jest na tyłach Narodowego. Z tej strony go jeszcze nie widziałam. Podoba mi się to miejsce. Gdybym nie wiedziała, nie pomyślałabym, że jestem w Polsce.

Biorę udział w imprezie dla biegowych blogerów. Wykłady i prezentacje są ciekawe. Widzę że ludzie się znają i kojarzą, jest grupa, która chyba regularnie się widuje. Wychodzę na dinozaura. Stawiam kiste piwa, że jako jedyna nie mam smartfona. Nie miałabym też facebooka, gdyby nie przymus służbowy. Nie wspominając o innych kanałach jak Twitter, Snapchat. Odstaję od reszty, ale nie mam kompleksów.

W przerwach odbieram pakiet startowy, dorabiam bransoletki, kupuję żele. Biorę udział też w innych panelach. Pierwszy raz widzę Nagórka na żywo, jest przesłodki i totalne ciacho. Jego wykład jest krzepiący, bo potwierdza moje tezy i intuicyjne działanie, idę w dobrym kierunku. Na warsztatach o zapobieganiu kontuzji kilka razy prawie bym parsknęła jak ludzi la linea, chociaż w zasadzie to powinnam zapłakać. Na koniec wykład pani doktor, który nie wniósł do mojej wiedzy nic nowego i bardzo sympatyczna opowieść Magdy i Krzyśka Dołęgowskich.
Czas się zbierać, bo robi się późno.

Przemieszczam się na drugą stronę Wisły, melduję w hotelu. Tym razem widok mam na miasto. W budynku obok odbywają się jakieś zajęcia, zamyślam się. Co z moimi studiami? Wcale nie mam na nie ochoty... W tle różowość Pałacu wprowadza w widnokrąg nierzeczywiste światło. Drobiazg, ale nie potrafię oderwać oczu.
Łapię za portfel i ruszam po znanych już ścieżkach. Drobne zakupy na rano i już zamawiam makaron w odkrytej w ubiegłym roku knajpce. Z pełnym brzuszkiem kieruję się do centrum. Dwa dni temu przypomniałam sobie, że pewnie jest już kolejny tom o żelaznym druidzie, ale nie zdążyłam go kupić. Teraz idę do Empiku. Mają dopiero w drugim. Ściskam tom w ręce. Rok temu też czytałam książkę z tej serii. Gdy o tym myślę dociera do mnie, że tamta książka była jedyną rzeczą, o którą poprosiłam Przyrzeczonego. Nigdy nie zwróciłam się do niego "kup mi...", "chciałabym mieć...", "potrzebuję...". Czasami wręcz musiałam hamować Jego zapędy kupowania mi różnych rzeczy i chyba nawet udało mi się Go nauczyć, że miłości nie wyraża się prezentami... I tylko o tę książkę Go w zasadzie poprosiłam. "Kochanie, bo wiesz, wyszedł kolejny tom tej serii którą mi pożyczyłeś do przeczytania...". "Dobrze."
- Zapraszam na kasztany!
wyrywa mnie z zamyślenia czyjś głos. Zawsze chciałam ich spróbować, a nie wiadomo kiedy i czy na pewno znowu nadarzy się taka okazja. Wiem już, że nie ma co odkładać lub czekać. Tu i teraz!
Wracam do hotelu obdłubując gorące kasztany, uhahana, w dobrym humorze. Zrzucam z siebie ciuchy i siadam na łóżku, na podłodze już przygotowane różne napoje i przekąski. Odwracam się w bok, żeby poprawić poduszki i wtedy go dostrzegam. Między moją poduszką a ścianą radośnie dynda pająk. Pajonk. Z tych niegroźnych, które toleruję gdy mieszkają gdzieś w kącie łazienki lub nad lodówką. Ale spać razem nie będziemy! I tak dobrze, że nie ryknęłam gdy go zobaczyłam kilka cm od swojej dłoni. A przecież nie jestem w najtańszym hotelu... "Sory stary, ten pokój jest za mały dla nas dwojga"- mówię do biednego stawonoga przed egzekucją. A później, upewniwszy się, że jestem już w pokoju sama, oddaję się z lubością lekturze. Podjadam i podpijam jeszcze przez półtorej godziny, nim ze zmęczenia zaczną mnie piec oczy. Kładę się spać.
Jutro ważny dzień...

Autor zablokował możliwość komentowania swojego Bloga







 Ostatnio zalogowani
Arti
02:21
Mr Engineer
01:10
robert77g
00:57
timdor
22:34
Raffaello conti
22:05
mirko10
21:54
Brytan65
21:46
sloncekg
21:28
kasjer
21:24
DAntoni78
21:20
benfika
21:11
romelos
21:05
Inek
20:48
Rychu67
20:43
Volter
20:38
przemek300
20:31
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |