2015-07-06
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| znowu.. (czytano: 625 razy)

znowu…
Wczoraj biegłem w IV Biegu z Łapką w Bydgoszczy. Biegu, w którym oprócz biegaczek i biegaczy biegną psy.
Tego biegu nie biegam dla wyników. Lubię go, chociaż prowadzi po nielubianej przeze mnie trasie nad Kanałem Bydgoskim. Lubię go, bo ma rodzinną atmosferę i to na tym biegu poznałem kilka bardzo fajnych osób. Bodajże na pierwszym biegu poznałem Emilkę i Darka. To był ich bieg przed oficjalnym debiutem. To na kolejnym biegu poznałem Agnieszkę Która Ma Na Imię Małgosia. To na tym biegu zamieniłem pierwsze słowa z Asią, jedną z tych niezwykłych biegaczek o łagodnym uśmiechu, które biegają górskie ultramaratony. Kiedyś na tym biegu zamieniłem pierwsze słowa z Januszem, biegaczem Torunia, specjalistą od losowań nagród.
Na tych biegach poznałem też Ozzyego i Dilberta. Dwa psy rasy beagle. Ozzy biega z Markiem. Dogonić każdego z nich to zaszczyt dla niewielu. A Dilbert? Dilbert już nie wystartował w tym roku. Nie żyje. Marcin, jego pan, pobiegł sam. Po medal, jak napisał na swoim fejsbukowym profilu, dla Dillberta.
Wczoraj był upał. Straszliwy. Bieg zaczynał się o 10, a już żar lał się z nieba. W biurze zawodów zjawiłem się prawie 1,5 godz. przed startem. Z nadzieją spotkania znajomych. Po odebraniu pakietu ruszyłem w kierunku placu przy Kanale. Są już pierwsze osoby. I pierwsze psy. Oczywiście spotykam znajomych i od nich pierwszych dowiaduję się, że Michał, organizator biegu, zdecydował, iż z powodu temperatury skracamy dystans o połowę, czyli do 4 km. Bardzo rozsądnie. Nikt nie protestuje.
Do biegu jeszcze prawie godzina więc postanawiam przebiec wolno trasę zawodów. Będę miał 8 km, na raty. Zabiera się ze mną Tomek. Miało być tempo 5:50, ale tak się zagadaliśmy, że skończyliśmy na średnim 5:30. Jest rzeczywiście i gorąco i duszno. Woda z pobliskiego Kanału daje niewielkie ochłodzenie.
Wracam z Tomkiem na miejsce startu. Tłum coraz większy. W tym roku oprócz biegu głównego Michał zaplanował Biegi Łapeczek, czyli dzieci. Przyjechały więc całe rodziny. Atmosfera znakomita.
Zbliża się godzina 10. Ustawiamy się w okolicy startu. Widać, że w psach narastają emocje. Kręcą się, szczekają. Odliczamy i z linii startu (i mety) zaznaczonej kredą na asfalcie rusza ten wesoły bieg. Nie jest specjalnie tłoczno. Ot, trzeba tylko uważać na smycze łączące biegaczy z psami. W tej zabawie nie jest to utrudnieniem. W połowie 1 km dobiegam do biegaczki z psem. Poznaję rasę. To akita. To pies tej rasy był bohaterem filmu „Mój przyjaciel Hachiko”. Pięknej (i autentycznej) historii miłości psa do swojego pana.
Akita i jego pani zostają w tyle, a ja doganiam Agnieszkę Która Ma Na Imię Małgosia. Dlaczego tak? Agnieszka to wie, ja też i niech tak zostanie. Chwilę biegnę z nią, ale widocznie przebiegnięcie 4 km przed biegiem głównym rozgrzało mnie, że jeszcze trochę przyśpieszam.
Systematycznie doganiam biegnących przede mną.
Na półmetku przebiegamy na druga stronę Kanału i powrót do miejsca startu. Zostały 2 km. Biegnę ciągle tempem lekko poniżej 5:00/km. Trochę jestem tym zdzwiony, bo nie wytrzymuję upałów, a tu takie tempo. Ale skoro tak biegnę i nie umieram, to biegnę dalej. I tak aż do mety.
Na mecie czekał, a jakże, medal. I to jaki medal! Wyszywany na płótnie, kolorowy. Cudeńko! To najweselszy medal, jaki znalazł się w mojej kolekcji. Jest też woda i drożdżówka.
Za metą pierwsze wrażenia po biegu. Wszyscy zgrzani, ale uśmiechnięci. Kręci się wśród nas Andrzej „Czasowiec”, znany z robienia zdjęć i filmów nawet w trakcie biegu. I ja trafiam w obiektyw jego aparatu.
Pijemy wodę, jemy drożdżówki. Piknik. Dobiegają kolejni biegacze i kolejne psy. Jest wesoło, jest gwarnie.
A dzieci czekają na swój bieg.
Biegi dzieci zawsze dodają uroku biegom dorosłych. Jeśli tylko dorośli nie przerzucają swoich biegowych ambicji na swoje pociechy, to one mają wspaniała zabawę. Wczoraj wszyscy rodzice pozwolili swoim dzieciom na zabawę. Było wspaniale.
Po biegach czas na dekorację. Skromna, bo przecież nie o to chodzi w tym biegu. Tylko dzieci dostają dyplomy i nagrody w kategoriach wiekowych. Dorośli tylko wg płci. No i pieski. Potem losowanie kilku nagród. Chociaż poniekąd uczestniczę w organizacji losowania – trzymam megafon – to nic to nie dało. Nie wylosowałem nic.
Kończy się IV Bieg. Bieg z Łapką, z radością, z humorem, z pozytywnymi emocjami. Bieg rodzinny, gdzie dla niektórych członkiem rodziny była także ukochana psinka.
Wracam do domu, a wieczorem, przeglądając zdjęcia trafiam na to, zrobione przez Andrzeja. Prawie popłakałem się ze śmiechu. I wstawiłem na swój fejsbukowy profil z komentarzem
„znowu nie wygrałem, nic nie wylosowałem, ja się tak nie bawię :(”.
Za tydzień biegnę w Skórczu. Byłem tam raz. Pewnie nas zmoczy deszczyk, bo podobno w Skórczu już taka tradycja, że pada przed, po, lub w czasie biegu, ale bieg ze znakomitą atmosferą. Znowu będzie zabawa, będzie radość biegania.
I wiem, że znowu nie wygram, pewnie nic nie wylosuję, ale wiem też, że tak jak po Biegu z Łapką, tak i w Skórczu powiem sobie, że
miałem szczęście…
Znowu :)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |