2014-05-18
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Bieganie po Beskidach. :) (czytano: 625 razy)

Uważam, że jednym z największych błędów, popełnionych przez moich rodziców na mnie było to, że pierwsze góry jakie mi pokazali to były Tatry. I to do tego zimą. Nie wiem czy może być coś piękniejszego na świecie niż Tatry w zimowej kołderce i to mam do dzisiaj. Przez moich rodziców, przez większość życia byłam przekonana, że to są jedyne góry w Polsce. No bo dajmy na to Beskidy.. no ja przepraszam, ale to mają być góry?? To zaledwie pagóry porośnięte lasem. Coś jakby.. coś jakby Wyżyny w Bydogszczy. Uważałam, że skoro Beskidy to góry, to ja też jestem z gór, bo mieszkam na Wyżynach. Kto Bydzię zna, ten wie, że o wcale nie takie gołosłowne. W każdym razie bardzo długo trwało, zanim świat zaczął mi się prostować. Po raz pierwszy to chyba w Biesach. Na Rzeźniku, pod Małym Jasłem. Pomyślałam wtedy, że z tymi pagórkami to chyba jednak nieco przesadziłam. Do tego okazało się, że pagóry są piękne. Bo były. Postanowiłam się do nich przekonać w całości więc do Beskidów też. I tak np. dzisiaj…
Pojechaliśmy do Brennej. Pomijam już tutaj fakt, że do marca to nawet nie wiedziałam jak do Brennej dojechać. Od marca wiem. Gorzej. Jak pierwszy raz wbiegaliśmy na „Górską Pętlę” to od razu wypatrzyłam sobie Halę Jaworową i wiedziałam, że ja tam muszę kiedyś wejść. Taka wielka, łysa polana na szczycie góry intrygowała i zachęcała, żeby ją odwiedzić.
No… ale póki co, to jesteśmy na parkingu. Marcin z Monią składają rowery, ja zakładam plecak, biorę kluczyki od auta i ruszam w świat. Łysym i Moniką się nie przejmuję, bo i po co? Oni wracają do domu na kole. Nie zazdroszczę. Jestem pewna, że będzie lało i zmokną, a ja już dawno będę siedziała w samochodzie i będę wracała. (No cóż.. mylić się jest rzeczą ludzką).
Trzy kilometry do szlabanu uciekają błyskawicznie. Jest właściwie bezludnie jeśli nie liczyć trzech par mieszanych, posuniętych już w latach, ale zachowujących się jak nastolatki. Tak trochę się im dziwię ale potem myślę: no tak.. maj. Cóż człowiek poradzi. Maj rządzi się swoimi prawami. A za szlabanem totalny spokój. Nikogo. Słońce, góry, chmury i szum wody. Cała woda z Beskidów wali w dół. Lało przez ostatnie dni, to ma co płynąć. Zwalniam. Właściwie to się wlokę, bo jest fajnie. W głowie tysiąc myśli więc metry same znikają pod nogami. Niesie mnie. Dochodzę do najbardziej stromego fragmentu trasy. Akurat naszły chmurzyny, słońce zniknęło i zrobiło się ponuro. To myślę.. no dobra, dzisiaj nie ma pogody na odkrywanie nowych tras bez mapy. Kto wie, co by mnie mogło spotkać.. może wilki jakieś? Może temu Misiu ze Skrzycznego zechciało się akurat połazić po Brennej… No to może ja jednak pójdę trasą biegu. W końcu 12 km i tak będzie. I tak sobie idę, myślę i wiem, że ja nie chcę iść po tej trasie. Chcę iść na Halę. Ale się boję.. to dalej idę bo i tak nie wiem jak na tę Halę się dostać.. Ale i tak wiem, że ja tam pójdę..
Dochodzę na szczyt. Teraz już trzeba się decydować, czy zmykam w znajome prawo, czy raczej w niewiadome lewo. Z lekką taką nieśmiałością wybieram to lewo, z zaznaczeniem, że tylko kawałek, i że Beskidy to jednak nie Andy i prędzej czy później i tak gdzieś dojdę. Co najwyżej będę zapitalać dookoła jakiejś górki, żeby dostać się do auta.
No to ruszam w nieznane.. Jest dobrze. Tartak czy cóś.. nawet jacyś ludzie. Taaa, spokojnie idź kobieto, tylko trzymaj się szlaku takiego bardziej w lewo o dojdziesz do Brennej. A to luzik, myślę i raźno ruszam przed siebie. A droga robi się tak piękna, że choćby prowadziła do samego piekła i tak bym nią szła. Gały mam otwarte szeroko, jak dzieciak w hurtowni cukierków. Chłonę każdy szczegół. Nie ma czasu myśleć, że jestem sama w lesie. Idę i begnę na zmianę. W zależności od tego czy jest trudno albo łatwo, pięknie albo ładnie. Jak pięknie i trudno, to zdecydowanie zwalniam. Na Igrzyska Olimpijskie i tak nie pojadę, więc wybieram stronę estetyczną tego wypadu. Las robi się bardzo przytulny. Scieżka wije się między drzewami, w górę i w dół. Sceneria jak z ruskich bajek. Lecę przed siebie szczęśliwa i wolna od wszystkich zmartwień. I nagle uświadamiam sobie, że już jestem na Hali.. Zatyka mnie z wrażenia i do oczu napływają łzy. Mam to po matce. Moja matka zawsze płacze w górach. No to stoję, potem robię z zdjęcia i nie mogę ruszyć. Nie da się. Jest tak pięknie, że nie wolno biec dalej. Bo nie. Na widok koni i ludzi nogi mi miękną. Obrazek jak z raju. Chcę to zatrzymać przed oczami na zawsze. W końcu ruszam dalej z mocnym postanowieniem, że rodzinę przytargam tu czy będą tego chcieli czy nie. No trudno. Czasami trzeba być uparciuchem i wywrzeć presję.
Na dół biegie mi się lekko i bardzo szybko. Za szybko bo już znowu wbiegam na Kotarz, mosteczek, hotel i parkig.. i do domu. Wyszło 19 kilometrów. Fajnie, ale ja wcale nie chciałam. Ciało do domu wróciło a serce znów zostało w górach.. :)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu DamianSz (2014-05-19,07:54): Ja też całkiem niedawno odkryłem urok Brennej a to przecież najbliższa górska miejscowość ode mnie. Ostatnio jak byłem tam z Ireną przeszliśmy trasę Górskiej Pętli czyli skręciliśmy w prawo, ale następnym razem na pewno skręcę w lewo ,-) paulo (2014-05-19,08:42): nie znam Brennej, ale iść w nieznane bardzo mnie napędza do życia :) snipster (2014-05-19,09:10): oj jest coś znacznie lepszego od zimowych Tatr... Alpy zimą ;) no ale każde pagórki mają swój urok, nawet te Biesowe czy lokalne ;] Marfackib (2014-05-19,09:31): Nie znam Brennej ale znam Brenno koło Leszna :-)) Z tym chodzenie po górach to mamy podobnie, jedziemy w 6 osób a łażę sam. Pozdrowionka Iza :-)) (2014-05-19,09:33): wychowałem się w Beskidzie Śląskim, mniej więcej wiem co czułaś tam na górze :) czasem tęsknię do tych "pagórków" - dla mnie to były i są prawdziwe góry. W Tatry mnie nie ciągnie, biegałem tam już i było fajnie, ale jednak Beskid rządzi. jacdzi (2014-05-19,10:49): Ta Kujawianka faktycznie gory pokochala! A wpis naprawde fajny i mimo aury taki cieplutki w swojej wymowie. Mahor (2014-05-19,21:45): "Chcę to zatrzymać przed oczami na zawsze" Przeglądam na Maratonach szereg wpisów. Tylko w niektórych trafiam na taką uroczą perełkę.Tylko jedno zdanie a jakże wyzwalające potrzebę szukania czegoś równie trafionego w kolejnych wpisach wielu autorów... Tr (2014-05-20,08:10): Skręć Damku. Nie będziesz żałował. Widoki są cudne a trasa niezwykle przyjemna. :) Tr (2014-05-20,08:11): Mnie nie Paulo, ale jak już się na to nieznane zdecyduję, to zazwyczaj jestem bardzo zadowolona. :) Tr (2014-05-20,08:12): No zgoda Piotruch, ale na Alpach PL nie da się przykleić. Alpejczycy pokazaliby nam gdzie raki zimują. :))) Tr (2014-05-20,08:13): Brenno? Nie wiedziałam. Pozdrawiam Marku, człowieku, który woli rower niż buty do biegania. :))) Tr (2014-05-20,08:14): Beskidy są piękne! No ale czego można się spodziewać po człowieku z nizin?? Zobaczy coś dużego i to co pośrodku już go nie przekonuje. Na szczęście tylko krowy nie zmieniają poglądów. Podobno. :) Tr (2014-05-20,08:15): Nie Jacku!! Tylko nie kujawianka! Ja z Krajny na Pomorzu! :))) Tr (2014-05-20,08:16): Aleś mi posłodził Maćku. :) Dziękuję. :) michu77 (2014-05-20,09:28): ...he he! Ja myślałem, że wszystkie góry wyglądają jak Karkonosze.. bo te były najbliżej. W Bieszczadach się trochę zdziwiłem... Tr (2014-05-23,10:26): I znowu wychodzi na to, że podróże kształcą. Jakby nie było. :)
|