2014-04-02
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Nowy przepis na biegowy chlebek. (czytano: 820 razy)

Moja rodzina lubi sport. A jak sport to i organizm potrzebuje więcej i lepiej jeść. Staram się więc szukać przepisów, które by te nasze potrzeby zaspokajały.
Wczoraj też wpadł mi w ręce przepis na chleb z suszonymi owocami. Mąka pełnoziarnista, „mjut”, gałka muszkatołowa, szafran (mąż Łysy powiedział, że na głowę upadłam), no i wiadomo, owoców w brud: żurawinki, rodzynki, morelki i zabrakło mi jagód. W Żorach nie widziałam. Może gdzieś są. Dodam: suszonych jagód i bynajmniej nie chodziło o jagody goji. Z tym szafranem to też śmiesznie było, bo zrobiłyśmy z Mońką rajd po sklepach i nigdzie go nie było. W końcu użyłam mózgu (no lepiej późno niż wcale) i znalazłam czego szukałam w Mixie. I tam dopiero się zdziwiłam, bo że drogie paskudztwo to wiedziałam, ale żeby było tego parę kłaczków?? No ale czego się nie robi dla rodziny.
Upiekłam. Skończyłam w nocy. Postawiłam sobie ten chlebek na środku stołu. Oglądałam go i wąchałam. Nic nie poradzę. Swoje dzieła zawsze tak podziwiam, najbardziej oczywiście dzieci. I nie chcę przez to powiedzieć, że dzieci wącham! Nie! Ale podziwiam niezmiennie od lat. :)
No i dobra. Pierwszy mógł zaprzyjaźnić się z chlebkiem Łysy. Przyszedł do domu w środku nocy i ja, dobra, kochająca żona, z uśmiechem jak Julia Roberts (w mojej wyobraźni oczywiście) mówię: skosztuj sobie, jest przepyszny.
Mąż się pokręcił, połaził, usiadł. Musiałam mieć niezbyt wyraźną minę bo w końcu powiedział: „nie mówię, że nie jest dobry”… i poszedł sobie zrobić kanapkę z „prawdziwego” chleba.
No dobra, myślę – Łysy to zaledwie jeden członek rodziny. Poczekam do rana.
Na Monię zawsze można liczyć. Od razu rzuciła się na chlebek. Niestety z każdym kęsem jadła coraz wolniej, potem powiedziała „te morele to mi nie bardzo smakują”, po chwili „rodzynki też nie” i jeszcze potem „no.. żurawina może być”. Po czym już dobijając mnie ostatecznie: skórki są dobre, środek jakby mniej.. bo wiesz mamo, ten chleb jest syty i nie syty”. Wytrzeszczyłam oczy. Pytia przy Moni wysiada.
Natomiast Wika się nie certoliła.
„Zrobiłaś ten chlebek”? Zrobiłam. „Pokaż”. Pokazałam. Wika ze zniesmaczoną miną: „ale ja z paprochami nie jem”. I sobie poszła. I tyle w temacie dogadzania rodzinie. No czasami jest sukces a czasami klęska. Tylko, że jeśli myślą, że ja się poddam to są w błędzie. Akurat ja uważam, że chlebek jest przepyszny, wartościowy i w ogóle ma bardzo „bogate wnętrze” więc będę go sobie piekła, a rodzina niech patrzy i zazdrości jak jem. Następnym razem zrobię tylko jedną, dodatkową rzecz. W czasie kiedy ciasto będzie puchło, pójdę na trening. Wczoraj, jak zwykle kiedy robię coś pierwszy raz, byłam tak zaaferowana, że co chwilę sprawdzałam, ile mi już tego „chlebka” przybyło i nie wykulałam się z domu na bieganie. Następnym razem będę już spokojna. I nawet 15 kilosów będzie można naklepać w czasie produkcji chlebka. I jeszcze zostanie mi pół godziny na prysznic. I to byłoby na tyle. :)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu paulo (2014-04-02,12:35): Łysy i spółka mają dobrze :) kris0309 (2014-04-02,13:37): Przynieś w czwartek do "biura" to skosztujemy ;)
andbo (2014-04-02,15:13): Ale "Łysy i spółka" się nie znają...! Już od samego składu i opisu mniam, mniam! jacdzi (2014-04-02,16:33): 1. Lysy nie wie co dobre!!! 2. Trenujesz do gorskich podbojow??? 3. Co Ty tu robisz przeciez mialas liczyc ptaki na niebie i banany na palmie??? Tr (2014-04-02,20:35): A nawet za dobrze Paweł. :) Tr (2014-04-02,20:37): Jesli będzie czas żeby go zrobić to "mówisz i masz". Ale obiecać nie mogę. Chociaż.. pokusa żeby zobaczyć jak mówicie "nie mówimy, że jest niedobry" jest naprawdę spora. :)) Tr (2014-04-02,20:38): Prawda Andrzej? Czytając spis treści nabrałam pewności, że to jest dobre i jest dobre. Koniec kropka. :) Tr (2014-04-02,20:39): Zostałam wymiksowana z projektu. Nietoperze podobno są po specjalnym kursie i będą liczyć się same. Same też przeprowadzą wszelkie niezbędne badania oraz same zaaplikują sobie ewentualne, konieczne leki. Taki świat dzisiaj Jacku. :)) (2014-04-02,21:02): na zdjęciu wygląda bardzo dobrze :-) Mahor (2014-04-02,21:04): Na takiej fajnej desce niesmaczny chleb nie dał by się położyć :-))) DamianSz (2014-04-03,08:04): Irena ma wiecej szczęścia, bo mnie nawet lepiej od niej smakuje to co piecze. Tr (2014-04-03,13:23): No właśnie. I smakował też nieźle więc nie rozumiem tej mojej rodziny. :)) Tr (2014-04-03,13:23): Maciek, padłam. :)))) Tr (2014-04-03,13:24): No i sam widzisz Damku. Młodsi muszą się jednak uczyć od starszych. Niech Łysy bierze przykład z Ciebie. :) mamusiajakubaijasia (2014-04-03,14:12): Dobrze jest mieć rodzinę. Nie dość, że jest, i człowiek się nie nudzi (bo nie ma szans), to jeszcze podbuduje w odpowiedniej chwili. Iza! Ładuj w tyłek ten drogocenny szafran i miej świadomość, że dogadzasz sobie i tylko sobie w stopniu niemalże dekadenckim :) Tr (2014-04-03,23:03): Jako hedonistka nie mam nic przeciwko dekadencją wiec zgodnie z zaleceniem będę ten szafran pakować... Choć oczywiście z góry wiadomo gdzie on skończy. :-) Kedar Letre (2014-04-03,23:14): Jeśli smakuje tak jak wygląda, to...wchodzę w to. Pakuj kromala w kopertę i przysyłaj:) Tr (2014-04-03,23:19): Zastanawiam się nad biegiem w K. Pierwsza edycja... To ja może przywiozę. :D Zabiegana79 (2014-05-03,07:33): Ja tam bym się cieszyła, że więcej dla mnie tych pyszności zostanie! Mój chlebuś wyrasta 2 h, więc czasem udaje się i półmaraton w międzyczasie trzasnąć ;-) Pozdrawiam serdecznie i witam ponownie! Tym razem na dobre! Tr (2014-05-03,17:20): O! A podzielisz się przepisem? :-) Cieszę się, że jesteś.
|