2012-11-11
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Beskidy i Frodo Baggins - odsłona pierwsza (czytano: 427 razy)

"Hobbit. Niezwykła podróż" - filmowa adaptacja książki J.R.R. Tolkiena, będącej prologiem do "Władcy Pierścieni" musiała być kręcona w Beskidach. Przynajmniej te zdjęcia, które dotyczyły mieszkania Frodo Bagginsa. Gdzie? - zapytacie. U Śliwki w CISie na ostatnim piętrze hotelu. Zanim o tym niezmiernie ciekawym fakcie, trochę o V Maratonie Beskidy, w którym miałem zaszczyt uczestniczyć w ostatnią sobotę. Jak fantastyczna przygoda czeka każdego, kto zawita u Bacy Edzia Dudka, pisałem już po poprzedniej edycji tego górskiego maratonu. Dla mnie miało to być dopełnienie bardzo fajnego, obfitującego w nowe doświadczenia biegowe, sezonu. To, że wezmę w nim udział, wiedziałem już od dawna. Po prostu nie można nie być u Edzia i basta! Tym razem udało mi się namówić na wspólny wyjazd moich dwóch kumpli „od biegania”: Jacka, który tak jak ja zasmakował w tuptaniu po kępkach i Tomka, który okazał się naszym „czarnym koniem”. Piątkowa podróż w odległe dla nas Beskidy, mimo długich ośmiu godzin jazdy, przebiegła spokojnie. Nie doświadczyliśmy zbyt wielu przygód, na szczęście. Tylko Pszczyna powitała nas robotami drogowymi, które trochę nas przytrzymały. Dzięki temu zdążyliśmy na preludium beskidzkiego maratonu, czyli na Cross Podwieczorkowy. Zdążyliśmy się przywitać z Gospodarzem imprezy – Edziem i jego miłą rodzinką, wskoczyć w biegowe uniformy i ruszyliśmy na podbój Matyski po raz pierwszy. Deszczyk siąpił nieco, a my w elitarnej grupie około dwudziestu osób zaatakowaliśmy. Młodzież ruszała niczym kuny, a ci nieco bardziej doświadczeni spokojniej. Zbyt szybkie tempo, a może zapadający zmierzch spowodował, że czterokilometrowa przebieżka przerodziła się w bieg na orientację. Niektórzy pobiegli za mało, inni za dużo. Koniec końcem najlepszym biegaczem na orientację okazał się nasz „czarny koń” – góral z Piły – Tomek. My za to zaliczyliśmy glebę. W nagrodę otrzymał piękny puchar, metrową kiełbasę i pamięć potomnych, a szczególnie syna. A potem zaczęło się oglądanie filmów przygotowanych przez Edzia (furorę zrobił treningowy strój Edzia: dizajnowy dresik i czapka z pomponem)i konsumpcja makaronów, przyrządzonych na dziewięć różnych sposobów. W międzyczasie zaczęli pojawiać się inni zawodnicy. Przyjechali spóźnieni GOCHY z samym prezesem na czele. I zaczęła się fajna zabawa. Z biura zawodów przenieśliśmy się do CISa, by kontynuować wieczorek maratończyka, już w bardziej kameralnym gronie. CIS zaskoczył nas iście zimową aurą. Niewielka różnica temperatury między zewnętrzną stroną murów a wnętrzem hotelu spowodowała, że wróciliśmy do starych dobrych zwyczajów, kiedy to cała rodzina zasiadała przy piecu, a wcześniej przy ognisku i gawędziła. To nasze gawędzenie przeciągnęło się do późnych godzin wieczornych. Atmosfera stawała się coraz bardziej rodzinna i wesoła. Rządziliśmy czym chata bogata. Każdy z nas dzielił się tym czym mógł, żeby tylko ogrzać (dosłownie) atmosferę. Nad wszystkim czuwał, oczywiście, gospodarz domu. W końcu jednak stracił do nas cierpliwość i zakończył nasze konwersacje kategorycznym: spać Panowie! Zgasił światło i poszliśmy do naszego apartamentu. To było pokoik a la Frodo Baggins. Przy moim wysokim 172 cm musiałem się schylać. Dodać do tego trzeba temperaturę poprawiającą krążenie. Na szczęście Kasia, zajmująca ze swoją rodzinką sąsiedni pokój – tzw. apartament, miała dostępny kominek, więc przed spaniem można było się jeszcze ogrzać i porozmawiać nieco o bieganiu, oczywiście. W końcu jednak trzeba było się położyć spać, bo nazajutrz czekało nas danie główne – wspinaczka na Skrzyczne i podziwianie pięknych górskich krajobrazów. Jednym słowem to, na co czekaliśmy i po co przyjechaliśmy w piękne Beskidy. A o samym maratonie w następnym wpisie.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora kudlaty_71 (2012-11-11,20:45): ...hmmm...już ten wpis sprawia, że...chciałoby się zasmakować tej atmosfery... michu77 (2012-11-13,07:57): ...ciekawy wyjazd ;P
|