2011-11-02
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| The day before the marathon. (czytano: 560 razy)

No tak, dzień przed maratonem. Maratonem, w którym miał wystartować mój tata, mój autorytet! A ja, jako jego najmłodsza latoro¶l, wymy¶liłam sobie, że wystartuję w biegu Maltańskim, a co!
Po 1,5 kilometrowej przechadzce z samochodu na start, poszłam po numerek i chip. Przebrałam się, rozgrzałam. 5 minut do startu, a ja... w rozsypce. Nie chcę startować sama!
- Tata, biegnij ze mn±!
- Przeeeestań, dasz radę.
- Proszę!
- Dobrze, ale tylko kawałek!
Sasasasa, już czułam się zwycięzc±! Nie wiem dlaczego, ale gdy tata stoi obok mnie to jako¶ tak mi raĽniej, nie czuję się odosobniona, choć przecież nie powinnam, bo wokół mnie s± ludzie, którzy maj± tak± sama pasję jak i ja! No ale oni nie s± "moimi tatami" hehe :)
5, 4, 3, 2, 1... START! Poszli!
Pilnowałam oddechu, żeby czasem nie złapała mnie ta nieszczęsna kolka! Nawet nie zauważyłam kiedy taty już nie było... "Widzisz, głupia? jednak możesz sama!" - my¶lałam sobie. Cały czas trzymałam równe tempo, starałam się nie przyspieszać, oszczędzać siły na końcówkę. Od 2 km biegłam z panem o numerze 278 i tak do 4,5km. (w połowie dystansu złapał mnie wielki skurcz w praw± łydkę; ale "co nas nie zabije, to nas wzmocni" i biegłam dalej)
Potem poczułam, że mam jeszcze trochę siły i zaczęłam wyprzedzanie. Jeden, drugi, trzeci.. Widzę tych, którzy wyprzedzali mnie na pocz±tku biegu. "Niemożliwe" - my¶lę sobie, a jednak!
Na pi±tym kilometrze już nie wiedziałam co się dzieje. Nogi same biegły w zawrotnym tempie. Wyprzedziłam jakie¶ 10 osób w niezrozumiały dla mnie sposób - to chyba te endorfiny!
50 m przed met± jaki¶ facet krzykn±ł do mnie "szybciej, szybciej, jeszcze ich wyprzedzisz!" Patrzę, a przede mn± grupka kilku osób; przyspieszyłam jeszcze bardziej, kilka metrów przed met± pan Jurek Janowicz bił mi brawo. Czułam się wy¶mienicie.
Zdjęli mi chip, założyli medal na szyję i opu¶ciłam strefę wbiegu. Nogi miałam jak z galarety. Po chwili zapłakana (ze szczę¶cia oczywi¶cie!) mama rzuciła mi się na szyję...
Dla takich chwil warto żyć! Uczucie po wbiegnięciu na metę jest nieziemskie...
Na fotce: moje "umię¶nione" ręce i ja wbiegaj±ca na metę zidentyfikowana jako nr 90 :)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu doogi (2012-05-12,21:38): przy końcowym wyprzedzaniu też się sam zastanawiam czy to inni s± tacy słabi czy to we mnie drzemie jeszcze jaki¶ potencjał :) heh
|