2010-05-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| GöteborgsVarvet Half Marathon - podsumowanie startu (czytano: 583 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://www.goteborgsvarvet.com/en/Runner/Results/Results/

Kolejna połówka w nogach i muszę z ręką na sercu przyznać, że to był bieg na 99,5% swoich możliwości w danym dniu na tej trasie, ale zacznijmy od początku.
Z Gdyni wystartowaliśmy w czwartek, StenaLine, bar i wszystko jasne... :) Na ląd zeszliśmy w piątek rano i udaliśmy się do Andrzeja, wyłącznego przedstawiciela Vitargo na Polskę. Pogoda od samego początku nas nie rozpieszczała, lało, padało, mżyło i była burza, poza tym było duszno, tak przywitała nas Skandynawia. Jechało się super, porządne drogi, kulturalni kierowcy i ten typowy dla Skandynawii klimat. Ostatni raz biegałem tam jakoś w 1998-99 roku i od tego czasu nic się nie zmieniło.
Po dojechaniu do Ahus, Andrzej oprowadził nas po okolicy, znaczy się zrobiliśmy samochodową przejażdżkę i po obiadku ruszyliśmy do Goteborga. Po drodze, zupełnie przypadkowo stanęliśmy na parkingu, na którym "biwakowaliśmy" z orientalistami w okolicy 1993-94 roku... dziwny jest ten świat :) Po dojechaniu na miejsce i odnalezieniu hotelu, poczekaliśmy na Michała, który się nami opiekował, bo nie potrafiliśmy dogadać się ze Szwedzkim automatem hotelowym :] Rozłożyliśmy się w hotelu i ruszyliśmy po odbiór numerów, ale o tym napisałem w artykule na MP, więc nie będę się powtarzał...
Dzień startu...
Upał, duchota, słońce, brak chmur... wiedziałem, że będzie ciężko, więc... "flacha za flachą..." w sumie wyszło ponad 2,5l płynów od 8 do 13:30 i to był strzał w 10-tkę. Na miejscu zawodów tysiące ludzi. Kilkanaście minut po 13 znalazłem strefę "elita" i ustawiłem się w 2-giej linii, w pierwszej było wstyd mi stanąć ;) Ruszyliśmy... od początku miałem ciężkie nogi, ale to od naładowania się Vitargo. Na dzień dobry był podbieg, zbieg, podbieg, zbieg... 1km 3:25 na 2gim kilka sekund powyżej 7 i zaczął się podbieg... skromny, bo tylko około 450 metrowy....i tak przez cały czas. Dodatkowo dawało takie słońce, że czekałem kiedy odjadę, bo "mądry suchy" nie ubrał czapki... Na 5km miałem 17:34, do tego oczywiście był wielki podbieg pod most, ale zaraz za nim ponad kilometrowy zbieg. Ten km pokonałem najszybciej po po 3:19 :) Nie chciałem się pruć. Dalej znów, zbiegowo, podbiegowo i tak cały czas. Trochę płasko było między 6 a 12km, ale tylko troszkę ;) Na 10-tym km miałem 35:06 i wiedziałem, że dobrego czasu nie będzie, liczyła się walka o przetrwanie, chociaż ku mojemu zdziwieniu nie miałem żadnych objawów odwodnienia czy nagłego spadku mocy. Trzymałem mocne tempo i robiłem swoje. Na każdym punkcie piłem wodę (punktów było 11) i polewałem się, żeby nie wyschnąć, nie ma jak "suchy - suchy". Na trasie sporo kibiców a wielu z nich krzyczało "Polen, Polska!" - to podbudowało, chociaż nie było ani sekundy zwątpienia. Po 13km zaczęło się znowu bieganie po górach, wbieg pod most, ślimak w dół, długi podbieg, zbieg i kilka małych podbiegów zakończonych krótką ale ostrą wspinaczką. Na 20km zameldowałem się po 1:11:35 i tu całe szczęście miał miejsce ostatni podbieg... hurrraaaaa... teraz w dół i na stadion. Na finiszu przegoniłem jeszcze jednego zawodnika i wbiegłem po 1:15:26 i zająłem 38 miejsce. Czas... oczywiście lipny, ale jak na tą pogodę (61 osób w szpitalu, 5 na OIOM, 1407 zeszło z trasy) uważam za optymalny, szczególnie, że był to najbardziej górski półmaraton, w jakim brałem udział.
Podsumowując... jestem zadowolony z tego wyjazdu, wiem, że jestem mocny, jest zrobiona solidna wytrzymałość i jako taka szybkość. Nie jest źle. Co jest jeszcze dowodem, że bieg był ciężki, bolące nogi, nigdy po połówce mnie nic nie bolało... aż do teraz :]
Kolejna kwestia, która cieszy to doskonały wynik mojej żony, 1:52:58 jest bardzo dobry, szczególnie biorąc pod uwagę, że startowała w 17 grupie, czyli mijała, wyprzedzała i przeciskała się przez dziesiątki tysięcy innych biegaczy. W optymalnych warunkach byłoby około 1:47 :)
Kolejny start w sobotę w Pasłęku na 10km a następny 6 czerwca w Bytowie na dystansie półmaratońskim :)
WALKA TRWA!!!
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Fix-u (2010-05-25,22:21): ten strój skądś znam...:-) licytacja była ostra szmajchel (2010-05-25,22:52): DEMOTYWATOR: Strój kadry - nikt nie startuje w nim na krajowych biegach, a każdy ma go w szafie ;)
Gratulacje Suchy udanego statu, czas może nie rewelacyjny, ale pozycja mówi sama za siebie. JAZDA! JAZDA! JAZDA! tarzi (2010-05-26,00:11): szmajchel, słaby demotywator :D Tomek71 (2010-05-27,10:25): Gratulacje Piotr dla Ciebie i dla Iwony! tdrapella (2010-05-28,13:01): Gratulacje Piotr dla Ciebie i Twojej zony. Szkoda ze sie nie udalo spotkac. Ja musze popracowac nad psychika na tej trasie, po juz drugi raz po 15km siadala mi psycha i chec walki na tym podbiegu do Neptuna... Musze cos z tym zrobic
|