2009-01-19
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Długość dźwięku samotności (czytano: 140 razy)

W niedzielę było długo. Dłużej nawet niż planowałem, bo biegałem w innym niż zwykle lesie i lekko pomyliłem ścieżki. Wyszło 19,5 km w pierwszym zakresie (śr. HR 142) w tempie 5:31 min/km.
Pobiegłem na działkę przy lesie, którą kupiłem - ziemię, gdzie może kiedyś zbuduję dom (jak wytrzymam w tym miejscu świata) i będę miał kilkadziesiąt kroków do lasu, po którym można biegać i biegać. Po drodze spotkałem rodzinę saren, jakiegoś drapieżnego ptaka i sporo "tubylców" przyklejonych na mój widok do szyb samochodów tak że mało co nie powypadali z nich(bo część trasy z mojego miasta na moją działkę biegnie po asfalcie przy lesie). Nie przeszkadzał mi nawet fakt, że po 5 km padła mi bateria w odtwarzaczu mp3 i biegłem bez ścieżki dźwiękowej (a raczej z inną - dużo spokojniejszą, leśną i zimową).
Kiedy biegam lubię być sam. Kilka razy biegałem ze swoim przyjacielem, który okazjonalnie w lecie biegał. Fajnie, inaczej, ale na dłuższą metę jednak samotność na treningach jest lepsza. Czasem - kiedy muszę - biorę telefon, ale wystrzegam się tego jak kontuzji kolan. Bieganie - te 8 godzin tygodniowo to taki czas, w którym odklejam się o rzeczywistości - nieważne czy jest fajna, czy niezbyt. Staram się, nie zawsze to oczywiście wychodzi, być wtedy sam dla siebie, porządkować myśli, wpadać na nowe pomysły, rozliczać siebie. Ale to wszystko pozostaje między mną a ścieżką za mną.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |