2008-05-11
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Ale dzisiaj zmarzłem. (czytano: 253 razy)

Wczoraj zaliczyłem połóweczkę w Gorlicach. W założeniach przedstartowych miałem ją pobiec powolutku( coś około 2 godzin) i potraktować jako ostatnie dłuższe bieganko przed Rzeżnikem.
Hmm, no właśnie w założeniach:)
W rzeczywistości jednak pobiegłem trochę szybciej. Przez pierwsze 7 km biegłem Z Tusikiem i Staszkiem - moim krakowskim partnerem w zającowaniu.
Od ósemki biegło Nas już tylko dwóch zajęcy. Tak naprawdę to dopiero od tego kilometra rozpoczął się prawdziwy bieg bo dopiero teraz rozpoczęły się konkretne podbiegi.
Cały czas starałem się biec w miarę szybko , ale bez żyłowania ,z lekko naciśniętym hamulcem. Tempo to odpowiadało również Stasiowi więc podązaliśmy nim razem.
Na 17 kilometrze, przed niebylejakim zresztą podbiegiem, pożegnałem się z kolegą i postanowiłem ostatnie 4 km pobiec sam i troszeczkę mocniej docisnąć.
Na mecie zameldowałem się w czasie 1:36:30.
Zważywszy na fakt że nie biegłem na maksa i dodatkowo w jeden dzień po mocnym treningu to wynik był dla mnie małym, miłym zaskoczeniem. Pagórkowata trasa do lekkich też nie należy , a więc tym bardziej cieszy mnie ten rezultat.
Jako że wczoraj troszeczkę mocniej pobiegłem niż miałem no to dzisiaj odpuściłem sobie przebieranie łapkami.
Wybrałem rowerowanie.
Była 16. Kubica już dojechał do mety a więc można było wyjść z domku i oddać się przyjemności pedałowania.
Było ciepło , coś około 17 stopni a słoneczko przygrzewało całkiem przyjemnie. Ubrałem się więc na krótko i hajda z sąsiadem przed siebie. W okolicach 2o km zachaczyliśmy o mały zajeżdzik i skonsumowaliśmy mały browarek. Było , ciepło, przyjemnie , sympatycznie niemal sielankowo.
I nagle pojawiły się ciemne chmury. Zaczęło wiać, zaczęło padać , a temperatura nagle spadła o conajmniej kilka stopni. W ciągu niespełna kilku minut zaczęło mi być tak zimno że zacząłem się trząść jak osika. Momentalnie straciłem przyjemnośc z jazdy i chęć do dalszej jej kontynuacji.
Wyziębiony, rozdygotany i zniesmaczny dojechałem jednak z bólem do domu.Boże jak było mi zimno!!!! Posiedziałem przez piętnaście minut pod prysznicem zanim jako tako doszedłem do siebie.Kurde Tak bardzo nie zmarzłem od dawien dawna.
Tak sobie pomyślałem, że być może ta dzisiejsza nagła zmiana aury i to dzisiejsze doświadczenie ,to taki znak przed Rzeżnikem. Że trzeba profilsktycznie zadbać i zabezpieczyć się w ciepłą odzież na trasę. Tym bardziej że będziemy biegać po górach , a tam pogoda jest jeszcze bardziej Chimeryczna,psotna i nieprzewidywalna.
Lepiej dzwigać nadwyżkę odzieży aniżeli zdychać i umierać z zimna na trasie. Takie mam teraz motto. I pakując plecak na Rzeżnika będę o tym pamiętał:))
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |