2008-04-30
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Toruń 2008 (czytano: 237 razy)

Eskapada Toruńska rozpoczęła się w sobotni wczesny ranek.
O 5 rano razem z Markiem wsiadłem do poci±gu relacji Rzeszów – Przeworsk. Po około 40 minutowej jeżdzie wysiedli¶my na przeworskim dworcu i po około godzinnym oczekiwaniu przesiedli¶my się do poci±gu który jechał bezpo¶rednio do Torunia. Około 17 zameldowali¶my sie w grodzie Koprenika.
Z dworca wzięli¶my taryfę( 9,50 za kurs) i po około 10 minutach byli¶my juz na Rynku. Tam też ,w budynku który na pierwszy rzut oka przypominał ko¶ćiół , znajdowało się Biuro Zawodów.
Szybko i sprawnie zweryfikowali¶my się, pobrali¶my numery i pakiety startowe.
Przy wyj¶ciu spotkali¶my forumowego Ale Mocarza . W zwi±zku z tym że Marek zafundował sobie w Toruniu nocleg w hotelu ,odł±czył sie od Nas i poszedł w swoj± stronę.My z Piotrkiem udali¶my sie na poblisk± halę która tego dnia pełniła funkcję Naszej noclegowni.
Rozłozyli¶my ¶piwory i karimaty, pozostawili¶my bagaże i szybko udali¶my sie na pasta party.
Zaraz po godzinie 18 rozpoczęto wydawanie posiłków.
Zaserwowano bardzo dobry makaron z tre¶ciwym mięsnym sosem który smakował przednie. Na dodatek porcja była tak duża że spokojnie mogły sie ni± naje¶ć dwie osoby.
W oklolicach miasteczka maratońskiego krz±tało sie w tym czasie sporo znajomych mi osób.
Spotkałem Aurelię, Tarziego, Mesza i Radesza –Naszych toruńskich Teamowców oraz sporo jeszcze innych ludzi. W międzczasie doszlusował Zulus. Jako że przybył pózniej to niestety nie miał farta bo akurat skończył sie makaron i musiał stać i oczekiwac na posiłek około kilkudziesieciu minut.
Około 20 wybrali¶my sie na starówke na browarka. Radesz z Meszem ukierunkowali Nas na knajpke o swojsko brzmiacej nazwie „ JADWIGA” Usiedli¶my w ¶rodku . Po chwili doszedł najedzony Zulusik. Skończyli¶my konsumpcję chmielnego izotonika i pożegnawszy się z toawarzystwem udali¶my się na halę aby Afrykańczyk, po urzednim zabraniu z samochodu swoich bagazy mógł je tam pozostawić.
Dokupili¶my po drodze po pare uprzyjemniaczy czasu i rozsiedli¶my sie na ławeczce obok budynku w którym mieli¶my spędzić nockę.
W pewnym momencie Zulus doznał niesamowitego ol¶nienia.Aczkolwiek nie były to jakie¶ pobrowarne przywidzenia :)) Okazało się że obiekt szkolny na którego terenie znajdowali¶my sie teraz, ponad dwadzie¶cia lat temu pełnił role wojskowej jednostki. A on własnie w niej odbywał swoj± służbę ku chwale ojczyzny.
Degustacja przebiegala w miłej , symaptycznej atmosferze. W pewnej chwili ku Naszemu zdziwieniu na boisku , w odległo¶ci kilkunastu metrów od Nas pojawił sie najprawdziwszy rudy lis .Co on tam robił i jak sie tam znalazł pozostanie jego nieodgadniet± tajemnic±. Spłoszył go dopiero jeden z maratończyków który około 22 godziny zapodał sobie kilkunasto minutowe truchtanko wokół boiska.
Około jedenastej zakończyli¶my nasz± nocn± biesiadę i udali¶my się do ¶rodka.
Zanurzyłem sie w ¶piwór. Zmęczony kilkunastogodzinn± podróż± , lekko znieczulony, zasn±łem w kilka sekund.....
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |