Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [1]  PRZYJAC. [117]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
gerappa Poznań
Pamiętnik internetowy
gerappa

Agnieszka
Urodzony: 1979-10-29
Miejsce zamieszkania: POZNAŃ
134 / 180


2012-09-17

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
dlaczego lubię biegać maratony? ... bo są takie długie :) (czytano: 1646 razy)

 

Prawie pół roku czekałam na taki dzień jak wczoraj. Na mecie maratonu w Krakowie plułam sobie w twarz za błędy jakich tam się dopuściłam. Tego, co się tam stało nie można było cofnąć ale postanowiłam wyciągnąć z tamtych wydarzeń wnioski, przeanalizować cały start i dać sobie kolejną szansę. Okazało się, ze sam trening nie wystarczy, że jest jeszcze wiele czynników, które mają wpływ na to jak organizm przetrwa taki dystans. W Krakowie zawaliłam z własnej winy: zgubiła mnie głupota i zachłanność. Wtedy postanowiłam, że odtąd będzie inaczej.

Przez ostatnie miesiące trenowałam lekko: bez ciśnienia. Pozbyłam się nawet pulsometru i jakoś nie odczuwałam jego braku. Postawiłam na wybieganie kilometrów, na moc w nogach i skupiłam się bardziej na mięśniach brzucha. Próbowałam kombinować coś z techniką biegu … ale na to potrzeba ciut więcej czasu niż miesiąc lub dwa.

Postanowiłam się nie stresować… i co? Trochę się jednak stresowałam. Próbowałam od tego uciec … z marnym rezultatem. Stresik był jak zawsze. Trochę udało mi się przed startem wyciszyć ale mało.
Zadbałam o dobre odżywianie przed startem: konkretne obiadki, przekąski bogate w węglowodany, sok pomidorowy, na m-c wcześniej witaminy. Żadnej chemii, żadnych żeli i odżywek przedstartowych. Wypchałam sobie stanik biegowy cukierkami [mordoklejkami] – włożyłam tam też jeden malutki żel – ale go nie użyłam – nie miałam odwagi.

Natalię spotkałam już w Pszczewie – tam padła propozycja wspólnego startu. Zaproponowała, że poprowadzi nas na 4h.
Ja nie umiem biegać równo. Muszę wolno zacząć a potem przyspieszać :) no i… okazało się, że Natalia też taką strategię preferuje. Przygotowała opaskę z międzyczasami, zapięła sobie na rękę i potruchtałyśmy na start.

Osiągnięcia biegowe Natalii bardzo mi imponują i jak patrzę na Nią – to… ja też tak chcę:). To bardzo mądra i doświadczona Kobieta. Bieg składał się z trzech części: [1-15km: tempo wolne], [16-30km tempo szybsze] [31-42km – tempo miało wzrosnąć w zależności od mocy]. Przez pierwsze kilometry niemal cały czas musiała nas hamować – biegłyśmy za szybko. Pomyślałam: pozwól sobie pomóc! Ona wie więcej od ciebie. Lepiej się jej trzymaj.
Podobał mi się jej krok, obserwowałam Ją, biegłam obok Niej – próbowałam naśladować pracę ramion, stóp… udało mi się wpaść w ten sam rytm. Tempo jakie zapodawała, pozwoliło mi się rozgrzać i wejść na swoje obroty. Podobało mi się. Pogoda na starcie, a raczej brak słońca, napawała optymizmem. Było chłodno ale nie zimno. Komfortowo. Zaskoczyły mnie [miło] częste punkty odświeżania: co 2,5km - normalnie wczasy! Trudno o drugi taki maraton w Polsce.

Trasa maratonu nie była trudna, jeden podbieg na ok. 15 km sprawił, że użyłam brzydkich słów, ale to był tylko jeden taki jedyny … reszta była do zrobienia, trzymałyśmy się planu sztywno. Natalia kontrolowała tempa a moje zadanie polegało na dotrzymywaniu jej kroku. Na każdym z punktów piłam po kilka łyków wody i izotonika. Czasem ugryzłam banana. Korzystałam z własnych zapasów cukierków – to był strzał w dziesiątkę.
- Wiecie dlaczego tak lubię biegać maratony? – zadałam pytanie w powietrze na 13 km.
- dlatego, że one są takie długie. Normalnie jak byśmy biegły połówkę… to już byśmy przygotowywały się do finiszu… a tak sobie jeszcze lecimy. I będziemy sobie tak biec i biec :) aż nam się znudzi :)

Wszystko było dobrze do ok. 20 km – tam wyszło zza chmur słońce, które jak zauważyłam osłabiło delikatnie nie tylko mnie. Tak też zauważyłam pierwszy niepokój na twarzy Natalii. Na jednym z punktów zatrzymałam się nieco dłużej – obmyłam wodą, zmoczyłam opaski kompresyjne na łydkach i goniłam Gunię i Anitę. O Emi nic nie napiszę, bo Ta ruszyła szybciej już na starcie – tylko się za nią zakurzyło ;) i tyle ją wszyscy widzieli… :D .

W połowie dystansu zegar pokazywał 2:01:coś tam . Dziwne... Nic mnie boli. Moje fastwitch wyrywały do przodu. Nie bolały ani łydki ani uda , nic, po prostu nic. Czekałam aż ból przyjdzie. Przygotowywałam się na to. Przecież kiedyś musi przyjść… kiedyś musi się skończyć lekkie bieganie a zacząć walka... zauważyłam, że wyprzedzamy coraz więcej ludzi, że albo my przyspieszamy albo to oni słabną... nie wiem co lepsze... bo jak za szybko jednak biegnę? bo jak za szybko wyrywam ? bo jak się spalę? co jest ? złapałam się na tym, że boję się wyprzedzać :)
Gdy byłam na 10tym km myślałam o tym 20stym. Gdy byłam na 25stym a kryzysu nie było… to myślałam o tym 30stym… czekałam aż kryzys przyjdzie uzbrojona w silną wolę i mnóstwo tekstów przygotowanych na tą okazję: ja się nie dam, maraton to pikuś – poród jest trudniejszy, że ja wiem, że po 30stym to już głowa biegnie, że trzeba wszystko biegać i nie marudzić, kontroluj oddech, nie gadaj, pij i po prostu biegnij, przecież to lubisz, maratonów nie biegasz codziennie, delektuj się…
Czułam się dobrze, biegło mi się naprawdę fajnie. Jednak słońce trochę mnie osłabia zawsze. I na ok. 30 km postanowiłam zjeść banana – żeby uniknąć zasłabnięcia np. na 35km.

Wiedziałam, że Natalia starała się bardzo, przygotowała opaskę z międzyczasami, zabawiała nas rozmową, dbała o nas. Nie mogłam jej zawieść. Chciałam pokazać, że doceniam, że się nie zawiedzie. Wiedziałam, ze Jej zależy. Jednak banan już rozpoczął wędrówkę od żołądka do jelit i zapragnął ujrzeć światło dzienne. W jelitach zachowywała się jak pijany zając w kapuście. Nic nie mówiłam. Starałam się o tym zapomnieć, nie myśleć o tym bo to podobno pomaga. Zmieniałam technikę biegu. Mało to pomagało. Na chwilkę zwolniłam, pomyślałam: może się cofnie… ale nie. Walczyłam z jelitami do 38 km. Natalia motywowała, tłumaczyła, że wytrzymam i tutaj to nawet nie ma gdzie, bo to ścisłe centrum. Przypomniałam sobie, ile jest za mną, że teraz to już właściwie finisz, że już tylko 5km… ale to było trudne. Byłam wkurzona, że tak się przygotowałam…, a tu takie coś…

Nagle na 39 km niebieska budka! Jest! Szybka decyzja: skorzystam! Natalia zerka na zegarek: masz minutę – krzyczy. Weszłam, zatrzasnęłam drzwi, usiadłam, zamknęłam oczy i zapragnęłam stamtąd nie wychodzić… jednak ta minuta była krótka, rozległo się pukanie do drzwi: Aga! Czas minął lecimy!
No nie ! Ona jest niemożliwa. Stała pod kiblem i mierzyła mi czas… tego jeszcze nie było…i wyszłam … w biegu podciągałam spodenki. Taka wizyta w toalecie osłabia, poprosiłam o wodę – Natalia zaatakowała rowerzystę – dał Jej wodę i mnie posiliła :) wtedy przyszła ochota na to, by się położyć, :) poleżeć i odpocząć… popatrzeć jak inni biegną :) jednak na horyzoncie pojawiła się radosna postać :) Jarek – Mąż Natalii :) wesoło podbiegł z medalem chwaląc się życiówką na 3:12… klepnęłam w ramię – zastępując słowo: gratuluję :)

A w uchu słuchawka MP3 a w niej muzyczka cicho gra Myslovitz:

Nie poddaj się, Bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans
Po co ten stres. Myślisz, że nie masz nic
Każdy ma - nawet ty. Czasem trzeba to po prostu znaleźć
Miłość, noc i deszcz, życie też. Dlatego warto starać się
Powiedz, czy naprawdę nic nie jesteś wart
Znajdź to w sobie. Tak

To już niecałe 4 km. Nie dam się. Nogi szły. Nic mnie bolało, żadne kolanko, żadna kosteczka, żadnych skurczy. Trasa wśród drzew, dużo cienia i rześka ekipa obok. Obstawa Marzenie. Postanowiłam się skoncentrować wyregulować oddech i biec. Jednak osłabienie wizytą w niebieskiej budce dało się we znaki. Poprosiłam , by na mnie uważali, bo mam oznaki ‘ściany’ a tego nie chcę zaliczyć. Dziwnie się czułam… Wolę być minutę później, ale skończyć na mecie a nie na trawniku pod opieką sanitariuszy. Chcę słuchać własnego organizmu. Nie za wszelką cenę, bo nie o to tu chodzi. Podawali mi picie. Swymi krokami zapodawali rytm a ja się wbijałam. Pewnie za słabo – ale jakoś szło.

… Czujesz, że nie zmienisz nic...
Spróbuj wziąć z tego coś. To przecież twoje życie jest
Popełniaj błędy i naprawiaj je
Gdy dotkniesz dna, odbijaj się
Wykorzystaj czas. Drugiego już nie będziesz miał


40 km. Mirek! No nie ! powtórka z Krakowa. On mnie też tam dorwał na 40stym km i zaczęło się… Mirek z prawej, Jarek z lewej a ja w środku słuchałam jak to oni sobie biegają na lekko po 4’55. Starałam się ich nie słuchać. Jednak po jakimś czasie grzecznie poprosiłam: możecie się zamknąć?! Chyba zrozumieli. Zapytałam ile jeszcze? 900 metrów i finisz. Jarek mówi: rób malutkie kroczki i coraz szybciej. Rozpędzaj się. Poprosiłam o łyk wody. Dostałam. Wcześniej jeszcze oblali mi kark zimną wodą - postawiło mnie to do pionu. Zacisnęłam pięści, wciągnęłam brzuch, zaciągnęłam się powietrzem i ruszyłam do przodu a oni ze mną. Mówią, że na finiszu są nadmuchane bramy balonowe, chyba z dziesięć ich jest i ja biegnę do tej z zegarem, że tam jest meta. Dobra. Tyle to wytrzymam. I krok za krokiem, praca ramion, równy oddech i ujrzałam ją: brama stadionu: z cegieł. To jeszcze tylko chwila. Mówią: masz swój finisz. Teraz to już twoje 200 metrów ! Jarek z Mirkiem zostali w tyle. Natalia poszła przodem a ja za nią. Cyferki na zegarze zmieniały się co sekundę a ja próbowałam latać. Przekroczyłam linię mety z uniesionym rękami do nieba! We mnie krzyk: jestem tu! Teraz!
4:01:58

A na mecie Maciej :) z piwem. Skąd on miał to piwo? Pytam się jak długo tu jesteś? Mówi, że 3:45 zrobił… i załatwiłeś piwo w 15 min? Gdzie Ty je miałeś ? a zostawiłem u Pana w barze przed startem :)

Na zdjęciu: już świeża po :)


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


tygrisos (2012-09-17,14:45): Gratuluje :) Relacja jak zwykle wciągająca i wyczerpująca :)
robaczek277 (2012-09-17,14:59): Gratuluje udanego biegu, fajna relacja :-)
michu77 (2012-09-17,15:13): Super bieg i relacja! Normalnie trzymałem kciuki podczas czytania, żeby się udało ;P
snipster (2012-09-17,15:13): najważniejsze to mieć FUN, w trakcie, na mecie oraz PO :) Gratulacje :)
bartus75 (2012-09-17,15:54): Gratulacje :)
adamus (2012-09-17,16:33): Run for Fun. W tym jesteś mistrzynią światą:)) Jeszcze raz gratulacje ;P
adamus (2012-09-17,16:35): A w Poznaniu już nie wyjdę po Ciebie na mecie.... Pobiegnę cały maraton z Tobą jeśli pozwolisz :))
1katarzynka (2012-09-17,16:39): Super Agnieszko, gratuluje ukończenia maratonu i bardzo ciekawego wpisu.
tdrapella (2012-09-17,17:17): Aga, gratuluje i zazdroszcze tego luzu. Nie wiem, kiedy ja sie go naucze :)
natalia0101 (2012-09-17,17:49): Gratuluję, Maratonko:) Ale nie tyle ukończenia maratonu ile zwycięstwa nad własnymi słabościami. Pokonałaś w sobie tę dziewczynę, która chciała stanąć, zatrzymać się, wymyślała jakąś ścianę... Aga ściany nie istnieję, znam jedną fantastyczną -Roger Waters The Wall. Polecam do słuchania na kolejny maraton. Może jak zaopatrzysz się już w jedną ścianę, to kolejna cię nie dopadnie. Nie wierz w ściany, wierz w Siebie. Masz siłę walki i to jest najważniejsze. To,że odstawiłaś żele i odżywki wcześniej sprawiło,że żołądek się odzwyczaił od chemii. Myślę,że izotonic wywołał zamieszanie , stawiam na niego. osobiście nie korzystam z izotoników organizatora. Trzymam kciuki za kolejny maraton. Dzięki za wspólny start i cieszę się,że mogłam pomóc:)
Agata68 (2012-09-17,17:49): UFF.. Czytałam na wdechu. WIELKIE GRATULACJE!!!!!!!!!!!
Honda (2012-09-17,18:34): Wielkie, wielkie gratulacje!!! Do teraz mam ciary i wciąż wracam do momentu "przekroczyłam metę z rękami uniesionymi do góry"... :) często czytam Twoje wpisy i nie mogę wyjść z podziwu, skąd masz w sobie tyle siły, wiary i samozaparcia... śmiało mogę powiedzieć, że jesteś moim idolem!! :)
shadoke (2012-09-17,18:44): Kto zna Natalię to wie, że z Nią nie ma żartów;)ale zawsze pomaga w sposób profesjonalny! Piękny wynik! Piękna życiówka! Zasłużone gratulacje!!!!!
natalia0101 (2012-09-17,18:59): Och. Szadoczku, aż poczerwieniałam od takiego komplementu:) Dziękuję:)i pozdrawiam serdecznie;)
gerappa Poznań (2012-09-17,19:10): a ja teraz jestem tak zadowolona :) mmm chodzę w szczęściu jak milion dolarów :)
Marysieńka (2012-09-17,20:13): Wielkie gratki..."milionie" dolarów:)))
szyha (2012-09-17,22:39): A ja się nie bałam o zakończenie. Widziałam Cię na mecie. Byłam tylko ciekawa wrażeń. Gratuluję, zazdroszczę. Za parę miesięcy wrócę do biegania i mam nadzieję pobiec maraton. Pozdrawiam.
jacdzi (2012-09-18,06:47): Wspaniala relacja a usmiech na zdjeciu jeszcze wspanialszy.
KR (2012-09-18,08:33): Veni , vidi, vici ! Gratulacje! Czas rewelacyjny! A to pewnie jeszcze nie koniec w tym roku ...
cander (2012-09-18,08:43): Szybka wiedźma jesteś i tyle... w Poznaniu Cię przegonię:))
gerappa Poznań (2012-09-18,08:49): trzymam Cię za słowo Piter!
ineczka16 (2012-09-18,09:15): Noooo suuuper! Gratulacje!
Namorek (2012-09-18,22:02): Gratulacje za : wolę walki , wynik i sposób na życie .
Namorek (2012-09-18,22:03): Na następny maraton polecam malutką tableteczkę ziołową - Laremid . Pomaga - sprawdzone ! :-)))
gerappa Poznań (2012-09-18,22:35): dziękuję, niebawem odwiedzę "mojego farmaceutę" :)
doogi (2012-09-19,16:45): pogratulować! gdyby nie mały przystanek byłaby trójka z przodu ale i tak pięknie.
henioz (2012-09-20,21:05): Super relacja z biegu. Jak dreszczowiec jakiś. Gratuluje wyniku. Foto świeżo po?? To masz jeszcze nisodkryte możliwości.
darianita (2012-09-21,09:44): ...fajna relacja, gratuluję ...podzielam Twoje odczucia, też lubię maratony ze względu na to ,że trwają tak długo:)







 Ostatnio zalogowani
Hari
19:46
prokopowicz87
19:43
ruski22
19:42
jaro kociewie
19:21
piotrhierowski
19:14
bobparis
19:09
mogebycostatnixd
18:22
kostekmar
18:12
romano071
17:52
gora1509
17:44
Admirał
17:42
chris_cros
17:41
42.195
17:09
bartekmus
17:05
BOP55
16:47
eldorox
16:45
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |