Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [54]  PRZYJAC. [85]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
zbig
Pamiętnik internetowy
Pamiętnik Marudy.

Zbyszek Kapuściński
Urodzony: 1972-07-13
Miejsce zamieszkania: SZCZECIN
186 / 241


2012-07-27

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Cholerny trening. (czytano: 584 razy)

 

Mój plan na dziś był następujący:

BC1 (3km) + 10 min rozciągania + 8×1500m/700m (w wolnym truchcie) (BC2 – tempem maratońskim) + odpoczynek około 3 min. + BC1 (3km).

Przygotowałem się solidnie. Wstałem o 7.00 rano, co było dla mnie wieeeelkim sukcesem, po wczorajszym wieczornym pifkowaniu i orzeszkowaniu. O 5.00 nad ranem obudził mnie alarm w sąsiednim budynku.
Wstałem nawet dość wyspany.
Temperatura powietrza nad ranem zdawała się być sprzyjająca. Było chłodno.
Gdy znalazłem się w jeszcze wilgotnym Lasku Arkońskim, miałem w ręku dwie ½ litrowe buteleczki. Jedna z wodą, druga z Izo-tonikiem (z biedronki ;-)). Nie ważne! Położyłem w krzakach.
Pierwszą 1500-metrówkę zepsułem, bo zrobiłem za szybko 3:59 min/km. Po niej pogonił mnie kibel. Przerwa zrobiła się zbyt długa. Miała trwać około 5 minut, a nie tyle. Postanowiłem zacząć od nowa i nie policzyć tego pierwszego odcinka. Czyli zrobić jeszcze 8 sztuk po 1500m.
W międzyczasie na trasie mojego biegania koparka zaczęła ziemne prace i zatarasowano moją pętlę biegową. Musiałem w połowie biegu zrobić nawrót o 180st. Do tego w czasie biegu odpiął mi się pas pulsometru i w ostatniej chwili go złapałem. Bardzo mnie to rozproszyło.
Drugi odcinek nie wyszedł najlepiej. Ponadto butelki z piciem położyłem w złym miejscu i znów byłem niezadowolony. Jakoś przeprogramowałem pętle z poprawką na pracującą koparkę i moje butelki.
Na trzecim odcinku patrzę i oczom nie wierzę. Chyba się koparka popsuła i mogę znów biegać po pętli. To mi pasuje.
Piątą 1500metrówkę zrobiłem więc po pętli. Na czwartej naprawili koparkę :-( I znów nadziałem się na zablokowaną drogę. Cholera jasna!
Pobiegłem się napić. Wodą polałem łeb i koszulkę, a Izo - biedny - tonic biedronkowy wlałem w mój brzuch. Biegnę czwarty odcinek. Od polania się wodą pas Garmina, co chwilę się ze mnie ześlizgiwał i dwa razy odpiął, ponadto po wypiciu tego badziewia z biedronki znów mnie pognało w krzaki :-)
Ledwie dobiegłem. Postanowiłem do końca biegać z uwzględnieniem pracy koparki.
Kibel miałem jeszcze trzeci raz i kilka razy odpięcie pasa, no i ześlizgiwanie się non stop. Jeden odcinak wyszedł mi zbyt wolno (4:12/km), bo jakoś się zamyśliłem :-(
Na koniec rozbolał mnie Achilles i ostatnie 3km, zamiast BC1 – było leniwym truchtem po 7min/km bieganym na bosaka :-)
Do tego wszystkiego w połowie mojego biegania mocno wzrosła temperatura powietrza. Do około 31,5 st C.
Makabra. Afryka jakaś, czy co?
Dobrze, że jakoś dobrnąłem do końca. Żywy ;-)

Odwodniłem się 2kg.

Dodam, że psychicznie i fizycznie nie dałem rady zrobić dodatkowego odcinka 1500m-owego.





Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


snipster (2012-07-28,10:58): dlatego ja przed i w trakcie nie łykam żadnych iso tylko wodę ;) ale zmagania z koparką godne podziwu ;)
miriano (2012-07-28,20:25): Ten leniwy trucht wyjdzie Ci na zdrowie







 Ostatnio zalogowani
Arti
02:21
Mr Engineer
01:10
robert77g
00:57
timdor
22:34
Raffaello conti
22:05
mirko10
21:54
Brytan65
21:46
sloncekg
21:28
kasjer
21:24
DAntoni78
21:20
benfika
21:11
romelos
21:05
Inek
20:48
Rychu67
20:43
Volter
20:38
przemek300
20:31
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |