Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [9]  PRZYJAC. [73]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
a.Klimczak
Pamiętnik internetowy
Zapiski w biegu

Adam Klimczak
Urodzony: 1988-11-26
Miejsce zamieszkania: Kraków
114 / 143


2013-06-21

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Piekarnik (czytano: 364 razy)



Ostatnie dni stoją pod znakiem upałów.
Jeszcze w niedzielę, jak byłem się rozbiegać na Ślęży, było ciepło, ale znośnie. W poniedziałek, zabawa biegowa, też do przeżycia jak biegałem po 21 - tylko 25 stopni. Teraz, o północy, gdy piszę te słowa, na termometrze jest 29 stopni.
W niedzielę 27km, było spoko, poznałem czarny szlak opasający Ślężę, dosyć łagodny, niewielkie podbiegi i zbiegi. Po drodze pełno strumieni, nie trzeba martwić się brakiem wody.
Już w Sobótce spotkałem Przemka, o którym to zapomniałem, że miał tego dnia hasać na rowerze po Ślęży, i przez to niepotrzebnie jechałem PKSem. A sam wyjazd był spontaniczny, bo zaspałem na wyjazd na strzelankę ASG, i z braku laku w ciągu 15 minut zebrałem się i pobiegłem na autobus.

Wracając do czarnego szlaku, fajnie się biegnie, miejscami było błotko, turystów - o dziwo kilku spotkałem, nawet biegaczy. I koło samego Tąpadła natknąłem się na zawody w BnO. Zostałem też uznany za jednego z uczestników, sędzia chciał dać mi token czy co oni tam mają. Zrobiono mi też zdjęcie :P Biegacze włóczyli się po zaroślach, straszny sport! A na samym szczycie, na który dostałem się czerwonym od strony Sobótki - wcześniej robiąc kółko czarnym - nigdy więcej ludzi nie widziałem. Spotkałem się tam z Przemkiem i Wojtkiem, dorwałem kiełbaski. Przy naszym ognisku zaraz zaroiło się od ludzi żądnych ognia. Jak ktoś na tej górze, mający kiedyś miano Monte Silentii, szuka spokoju, to nie znajdzie go w ciepłą czerwcową niedzielę.
Zaraz po konsumpcji rozdzieliliśmy się, chłopaki zjechali na Tąpadła i pojechali trasą Ślężańskiego na parking pod stadion, ja zbiegłem niebieskim szlakiem, który pierwszy raz w ogóle na oczy widziałem. Znowu zaskoczyła mnie liczba turystów, i liczba strumieni. Picie wody prosto ze strumyczka to jest to co w górach lubię najbardziej.
Na miejscu byłem przed kolarzami - widać jaka forma transportu lepiej sprawdza się w górach! Zapakowaliśmy rowerki na bajerancki bagażnik i odjechaliśmy do Wrocławia.

Dziś, w czwartek, miałem zrobić 10 km, no może 12. W końcu "nocna" połówka już w sobotę. Wyszło prawie 24. A wszystko przez to że szukałem dogodnego zejścia do Oławy, nie znalazłem, i w końcu dobiegłem przez Opatowice nad Odrę, do której wlazłem w całym oporządzeniu. Było tak gorąco, 35 stopni. Wody ze sobą nie miałem, po drodze przy wale było Studium Językowe AWFu - skorzystałem z WC i kranu. Potem na morsowisku na Oławce powtórnie wkroczyłem do wody, o dziwo, ludzie nie byli zdziwieni, albo tego nie okazywali. Pewnie nieczęsto widzą kolesia pływającego w butach, czapce i koszulce. No ale kąpiel mnie orzeźwiła i pomogła pokonać ostatnie 5km, i tak jednak po drodze zaliczyłem stację benzynową Łukoilu.
Ogólnie nie było miło, ale w sobotę może być jeszcze gorzej.
W każdym razie każdy wynik mnie zadowoli.

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
Mr Engineer
00:41
KoMarek
23:11
Raffaello conti
23:06
michal.r
23:02
marz
22:43
andrzejgonciarz
22:41
bogaw
22:33
J0Ker
22:30
milu7
22:29
kolor70
22:23
wiesław
22:05
radio_judasz
22:05
soniksoniks
22:02
nairam
21:51
Marek.run
21:44
agnieszka walczak
21:34
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |