2013-06-11
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Śladem Rzeźnika (czytano: 565 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: https://picasaweb.google.com/adamersko/BieszczadyCzerwiec2013

No i w sobotę rano zaspałem, obudził mnie Michał z informacją, że już do mnie jedzie. Byłem w proszku, dobrze, że chociaż spakowany. Nie miałem czasu zjeść śniadania, wziąłem co się da z lodówki, umyłem się na szybko i po 15 minutach od pobudki wyszedłem z domu.
O 6 wyjechaliśmy autobusem w kierunku Krakowa. Na miejscu trochę czekania na bus jadący do Ustrzyk Dolnych.
W Ustrzykach Dolnych byliśmy o 15:40. Do Górnych nic nie jechało, a więc idziemy na stopa. Złapaliśmy go szybko, podwiózł nas dzierżawca schroniska Kremenaros w Ustrzykach Górnych. Pogoda na miejscu jeszcze ok, ale chłodno. Wylądowaliśmy w pobliżu mety Rzeźnika, około 17. Zjedliśmy małą kolację, i poszliśmy na 19 do kościoła na sobotnią mszę niedzielnę, a potem na piechotę do Wołosatego. Ledwo znaleźliśmy nasz umówiony nocleg, było już ciemno.
Warunki lokalowe ok. Jeszcze coś zjeść, ciepła herbatka i spać.
W niedzielę wstałem chwilę po 6, szybkie śniadanie - jeszcze na bogato, bo do konserwy dodaliśmy pomidory, rzodkiewkę i koperek. Wyszliśmy o 7:15 w trasę czerwonym szlakiem w kierunku przełęczy Bukowskiej. 9:08 jesteśmy na przełęczy, już w pobliżu granicy. Tu się rozdzielamy, ja zaczynam gnać swoim tempem, czyli biegiem, Michał podąża za mną. Mam czekać na niego na przełęczy pod Tarnica. Na początku biegnie się fajnie, słońce świeci, ptaszki śpiewają. Dopiero zbiegając z Halicza napotykam się na błoto, które jest już nie bezpieczne, zwalniam tempo. Hmm, jeszcze nie wiem co mnie trafi później :)Przełęcz Goprowska, trochę jeszcze do góry i napotykam na źródełko, uzupełniam płyny. Przełęcz pod Tarnicą, tu widzę kolejnych turystów, których docelowo spotkam sporo, jednak jest niedziela, długi weekend i nie najgorsza pogoda. Zbiegam z Tarnicy, czas na stoperze 1:15(7,3km,10:16/km), czekam 80 minut na Michała. Mogłem coś jeszcze sobie zaplanować, a tak to przez ten czas głównie moknę na deszczu. Z Michałem jem i biegnę dalej, na Muczne przez Bukowe Berdo. 3 razy ląduję na glebie, cały czas pada, nieprzyjemne przedzieranie się przez jarzębinie na Berdzie mnie osłabia.Na początku szlaku żółtego jestem po 1:13. W Mucznem jestem po 1:43(7,5km,szalone tempo 13:44/km), znowu masę czasu czekam na Michała, to było do przewidzenia. Koczuję pod budką poboru opłat do parku narodowego, ucinam sobie pogawędkę z Roksaną, która sprzedaje tam bilety wstępu. Dowiaduję się dużo ciekawych rzeczy o okolicy, których nie piszą w żadnym przewodniku(chyba, nie czytałem za bardzo).
Zaczyna mi się robić zimno, w końcu przyłazi Michał i leziemy w kierunku Tarnawy Niżnej, gdzie docieramy o 18.
Stan moich butów Kalenji Kapteren 50 - mokre i ubłocone.
Stan taki stanie się niedługo permanentny.
Od córki gospodyni ośrodka dowiadujemy się, że za wsią jest miejsce w którym jest zasięg komórki. Jest oznaczone kropką na drodze, pomysłowe. Idziemy na miejsce, po drodze mijając hale po istotnie, zasięg jest. Jemy, ja kąpię się w wannie, po królewsku, i przed 22 idziemy spać. Jutro idziemy zwiedzać worek bieszczadzki.
PS w linku moje (nieliczne ze względu na pogodę) zdjęcia z pobytu.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu filips1 (2013-06-11,23:01): zdjęcia super to potwierdza jaka Polska jest piękna ale z przekraczaniem granicy to bym uważał, bo Ukraińcy mają inne poczucie humoru ale w końcu szybko biegasz !pozdrawiam
|