2013-09-26
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Sięgam po koronę, czyli 10-ta różowa kropka. (czytano: 582 razy)

„This is it” – to tytuł albumu i nigdy niezrealizowanej trasy koncertowej nieżyjącego już Michael’a Jackson’a. Przetłumaczyć to krótkie zdanie można na wiele sposobów, w zależności od sytuacji, której ono dotyczy. W moim przypadku to oznacza: „to już, to teraz, to jest to, to jest ten moment.” No bo jest ! MAM KORONĘ ! Koronę półmaratonów ! Pasuje jak ulał i nawet mi w niej do twarzy ! Nie za ciężka ! Nie za lekka ! Taka w sam raz ! Powinnam być z siebie dumna i cieszyć się jak dziecko a tymczasem jakoś to do mnie nie dociera. Może dlatego, że traktowałam jej zdobycie jak ciężkie zadanie do wykonania ? Może dlatego, że nadal nie lubię biegać, mimo, że tak bardzo się starałam to polubić ! ? Były takie momenty, że wydawało mi się, iż bieganie stanie się dla mnie kolejną, uprawianą przeze mnie dyscypliną sportu ( może nie od razu ulubioną – beż przesady ! ). A tu prawdziwa porażka ! 15 HM-ów za mną i muszę uczciwie stwierdzić, że nadal NIE LUBIĘ biegać ! Nie polubiłam i nie wciągnęłam się ! Powinnam zastanowić się, co dalej ? Srebrna korona ? Ale to oznacza powtórkę z rozrywki przez dwa lata z rzędu ! Chyba mnie na to nie stać ! Oczywiście w srebrnej koronie byłoby mi bardziej do twarzy, nie mówiąc już o złotej, ale jak tu robić coś, czego się nie lubi ? Jak znaleźć motywację ? Myślę o plackach z owocami w Zbąszyniu. OK. To jedna z wielu motywacji. Inne skupiają się na zdrowiu ( to ważne ), modelowaniu sylwetki ( to mnie akurat nie rusza ), odreagowaniu stresu ( przy nowym domowniku o rosyjskiej urodzie – stąd imię Igor - który ma ADHD a naturę z cyklu:„ nie gniotsa, nie łamiotsa „- to szalenie istotne ! ), ale to wciąż ZA MAŁO !. Oczywiście jak sobie postanowię to zdobędę srebrną a nawet złotą koronę tylko czy mi się CHCE na tyle żeby mi się chciało chcieć ? Wiem, to dosyć skomplikowane pytanie. Jego składnia dla mnie samej, jako lingwisty, stanowi duże wyzwanie. Jeśli się zdecyduję to będzie to dla mnie PRAWDZIWA walka, bo ja NIE LUBIĘ biegać ! Dla kogoś, kto kocha bieganie to czysta przyjemność, ale dla kogoś takiego jak ja to mozolny trud, to starcie umysłu i ciała, to walka tytanów, to nieustający wysiłek by zmusić się do biegu, by przebiec i by wreszcie podjąć decyzję o kolejnym biegu. Zapewniam, że to NAPRAWDĘ trudne ! Trudne od nowa. Odnawialnie trudne. I trudna jest decyzja. Ale to nie wystarczy ! Po decyzji następuje rejestracja na liście startowej kolejnego półmaratonu a potem opłacenie startu. I wydawałoby się, że w tym momencie klamka zapadła, ze nie ma odwrotu, że „ THIS IS IT „.I tu byłby w błędzie każdy, kto tak myśli ! Ja potrafiłam wycofać się z kilku półmaratonów w ubiegłym roku NAWET po dokonaniu opłaty startowej ! Przegrałam walkę z własnym umysłem i słabościami. W tym roku poprzestałam na rejestracji do maratonu poznańskiego. Nie zdecyduję się na kolejny krok. To pewne ! Po pierwsze: nie czuję się właściwie przygotowana. Po drugie: najzwyczajniej nie chce mi się biec przez 42 km ! Obawiam się, że moja psychika by tego nie zniosła ! Miałam lekki przedsmak w Kórniku i wiem, że maraton jest dla lepszych ode mnie. Przynajmniej potrafię to przyznać, mimo iż wiele osób namawia mnie do udziału. Zdecydowanie: NIE ! Nie teraz ! Nie w tym roku ! A może wcale ! ? Patrzę na tegoroczne medale i wierzyć mi się nie chce, że należą do mnie. Ja po prostu biegłam, dostawałam medal jak wszyscy inni uczestnicy, chowałam go do pudełka i tyle. Nie wierzyłam na początku roku, że uda mi się przebiec te 10 półmaratonów z listy. Przy moim negatywnym podejściu i nastawieniu ANTY-BIEGOWYM wydawało się to nie lada przedsięwzięciem. Nieosiągalnym niczym Mont Blanc lub inny szczyt w koronie świata( nomen omen: korona ). A tu proszę ! A jednak ! Musiałam to wszystko przemyśleć i wybrałam się na trening rowerowy. Pewnie po raz ostatni w tym roku. Jesienny rower, jesienny nastrój i jesienne myśli. Nogi mnie jeszcze bolały po biegu, ale słońce świeciło mimo niskiej temperatury, zatem spakowałam plecak, założyłam kask i w drogę. Było żółto, szeleszcząco, bardzo jesiennie i nostalgicznie. Żywej duszy na trasie przez ponad 70 km. Tylko ja, drzewa, jeziora, las i pożegnanie lata. Wiał bardzo silny wiatr, przez co jazda stawała się naprawdę uciążliwa a kolana dawały się we znaki, zwłaszcza pod górkę na licznych podjazdach, ale przecież kocham to ! Następnego dnia poszłam na maraton spinningowy – killer, jakich mało ! Dziś wiem, że trochę przesadziłam, bo nogi ( a szczególnie kolana ) nie zregenerowały się jeszcze po HM –ie w Zbąszyniu, 5 godzinach rowerowej jazdy a tu bach – Race Day ! Kolejny Race Day w sobotę a ja nic nie wymyśliłam ! Biegać nie biegać ? Co dalej ? Na razie jestem zmęczona bieganiem i obiecałam sobie, że po 10-tej kropce definitywny KONIEC a tymczasem kusi mnie żeby przebiec wszystkie półmaratony z listy Grand Prix Wielkopolski. To przecież jeszcze tylko dwa ! Bułka z masłem ! A może: La donna e mobile ?
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora tombach11 (2013-09-26,21:52): Nawet nie wiesz na ile Cie stać kolezanko,dasz radę paulo (2013-09-27,08:56): Iwono, myślę, ze możesz być dumna z siebie, że pokonalaś tyle słabości, że zwyciężałaś samą siebie, że wreszcie zdobyłaś Koronę. Gratuluję. Życzę być znalazła odrobinę więcej radości w tym, co robisz :) jacdzi (2013-09-27,10:15): Krolowo, gratuluje!
No i czas pomyslec o Koronie Maratonow Polskich ;-) Namorek (2013-09-30,21:44): Myślę że o tym jeszcze nie wiesz ale poprostu jesteś uzależniona od pokonywania przeciwności . Hard core to twoje hobby . Im trudniej i nieprzyjemniej tym fajniej i sympatyczniej - dziwne to i skomplikowane - lecz taka Twa Natura ;-)
|