2013-07-29
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Niezwykły rowerzysta (czytano: 350 razy)

Rześki, słoneczny poranek na ul. Rodziewiczówny w Kołobrzegu. Jeszcze nie ma upału, więc jeśli jakakolwiek aktywność sportowa to właśnie o tej porze, bo potem to nawet ruch palcem będzie nie lada wysiłkiem. Dostrzegłam go z daleka i wiedziałam, że muszę podejść. Choćby na chwilę. Miał żółty kask. Prosty biały rower. Minimalistyczny model, bez przerzutek i dodatkowych bajerów. Zaczynał porastać roślinnością naskalną. Trochę tej zieleni jeszcze było mało, bo deszcze wypłukały z niego ziemię, na której powinna bujnie porastać. Ale być może z czasem cały będzie doskonale zielony. Pewnie nawet nie wiedział, że jest inny niż wszyscy kolarze. W skupieniu szykował się do trasy wzdłuż nabrzeża Bałtyku. Nie było go tutaj dwa lata temu. Nie skomentował, gdy zrobiłam mu zdjęcie. Pewnie jest do tego przyzwyczajony. Może nawet nie zauważył ?
Kołobrzeg się zmienia. Za każdym razem, gdy tam jestem znajduję coś nowego. Kiedyś miałam wrażenie, że czas się tam zatrzymał. Zawsze było tak samo i to miało swój urok.
Te same miejsca, te same kawiarenki a nawet ci sami sprzedawcy uliczni. W tym samym miejscu stała pani z warzywami i w tym samym miejscu starszy pan wygrywał melodyjki z żywą małpką na ramieniu. Pamiętało się każdy stragan. Teraz to czysta eksplozja zmian.
Nie sposób nadążyć i zapamiętać. Jeszcze się nie zdążyłam do czegoś przyzwyczaić i wpisać sobie w myślową mapę a tu już rzeczywistość bombarduje kolejnymi zmianami. Można je określić jednym słowem: NOWOCZESNOŚĆ. A mi się marzą te stare budy sklecone z drewna, urokliwe smażalnie ryb i frytek. A do tego wszechobecni sprzedawcy bibelotów tak charakterystycznych dla tego miejsca. Wyroby z muszelek, bursztynów. Teraz bursztynu nie ma. Są eleganckie sklepy sprzedające AMBER. Amber w jubilerskiej oprawie drogich kruszców. Amber w figurkach i wielu innych przedmiotach. Bursztyn brzmi passe. To przypomina czasy PRL – u, wodę z saturatora, lody śmietankowe „Śnieżka” w waflu, dźwiękowe pocztówki, które można było odsłuchać tylko na gramofonie i wiele innych.
Nie żebym tęskniła za tamtym systemem, ale tamte czasy to moje dzieciństwo a dzieciństwo zawsze wspomina się z lekkim rozrzewnieniem. To czas beztroski. Tak samo beztrosko czułam się w Kołobrzegu. To był mój drugi dom, zatem nic dziwnego, że próbuję odnaleźć miejsca, które zapamiętałam. Jakiś czas temu z żalem stwierdziłam, że zniknęła z powierzchni ziemi kawiarenka w porcie gdzie serwowano herbatę bosmańską, czyli z rumem. Siedząc w niej można było w deszczowy dzień przyglądać się statkom wpływającym do portu albo wychodzącym w morze. Teraz jest tam schludny plac wyłożony kostką brukową i ławeczki. Ładnie, czysto, dużo miejsca z widokiem na rosnące jak grzyby po deszczu apartamentowce. Nowe oblicze Kołobrzegu. Nie jestem przeciwna zmianom, bo te muszą być, miasto się rozrasta, ale gdzieś w pogoni za „byle więcej”, zniknęło to COŚ.
Pożegnałam się z rowerzystą bez słowa. Ciekawe czy go spotkam następnym razem ?
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora jacdzi (2013-07-29,10:36): Sentymenty dziecinstwa zawsze w nas pozostaja, lapie sie czesto na tym ze cos co pamietam z dziecinstwa dzis rozczarowuje, ale ... nadal jest mi bliskie. Kolobrzeg to "moje miejsce na ziemi", co prawda odkrylem je dopiero 10 lat temu ale jest dzis mi bardzo bliskie.
|