2013-07-15
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Pobiedziska – moc inspiracji. (czytano: 308 razy)

Tak przynajmniej głosi napis nadrukowany na medalu. Szukałam inspiracji i mocy żeby przebiec tą trasę uważaną za jedną z najtrudniejszych tras maratońskich w Wielkopolsce. I nie bez powodu. Nie chodzi tu o potrójne wyzwanie: dystans ( wiadomo jaki: 21,097 KM jest constans dla HM – ów, więc niespodzianki żadnej tu nie było ), pora roku ( zazwyczaj temperatury są wyzwaniem o tej porze roku i potrafią dać porządnie w kość, chociaż tym razem było naprawdę nieźle ) no i profil trasy! Rollercoaster to mało powiedziane ! Trochę z górki a trochę pod górkę jak przystało na morenowy teren Parku Krajobrazowego. Przepiękne widoki ! Ciekawe, kto zwracał na nie uwagę ? Drzewa zatopione w zielonkawej stawowej wodzie robiły niesamowite wrażenie ! Niemal połowa trasy w lesie, zatem w cieniu w razie strasznych upałów, których na szczęście nie było. Słońce tak naprawdę zaczęło pokazywać, na co je stać około 18 kilometra i byłam wdzięczna, że to już koniec trasy, bo zrobiło się nagle bardzo gorąco. Przez całą drogę wiał wiatr, który na pewno zmuszał do intensywniejszej pracy zwłaszcza, gdy wiał prosto w twarz, ale też i chłodził, co było niewątpliwym plusem. Przynajmniej dla mnie. Biegło mi się całkiem nieźle i ( UWAGA ! Tu NIESPODZIANKA ! ) nawet mi się podobało, co zapewne jest zasługą zmiany nastawienia i innej motywacji, którą eksperymentalnie postanowiłam sobie sama narzucić. Jak się okazało nawet skutecznie, co zaowocowało nienajgorszym wynikiem ( lepszym niż się spodziewałam ). Trudno jest dopingować swój własny umysł przez ponad 21 km, ale, chociaż było miejscami ciężko ( szczególnie na dłuuuuuuuuuuugich podbiegach ) to udało mi się. Wykorzystam ten sposób przy kolejnym HM. Ciekawe tylko czy mój mózg kupi to po raz drugi ? Jeśli chodzi o maratony to mam jakąś straszliwą niepamięć tras. Zazwyczaj zlewają mi się w jedną wielką kilkusetkilometrową trasę, która zdaje się nie mieć wyraźnego początku ani końca. Czasami biegnąc mam wrażenie Deja Vu. Już to gdzieś biegłam, już znam ten odcinek z innego biegu. A może z tego biegu ? W każdym razie mam wrażenie powtarzalności pod wieloma względami, co mnie tym bardziej zaskakuje. Ciekawostką jest to, że doskonale pamiętam fragmenty tras, które z różnych powodów zapadają mi w pamięć. Leżą sobie w szufladce pod tytułem: bieganie i przetasowują się od czasu do czasu według sobie tylko znanego harmonogramu. Jako że jestem wzrokowcem to zapewne względy estetyczne decydują o tym czy zapamiętam jakiś odcinek czy też nie. Może to powalone drzewo albo jakiś inny element krajobrazu ? W każdym razie doznań estetycznych w Pobiedziskach nie brakowało. Jak zwykle nie mogłam sobie przypomnieć linii startu dopóki nie ujrzałam znajomego otoczenia: plac w centrum nad małym jeziorem i pontonowa brama. No jasne ! Pamiętam ! I zaraz rusza lawina obrazów z ubiegłego roku niczym kaskada fotografii pozornie bez składu: prażące słońce połyskujące na tafli jeziora, osy, które obsiadły pączki dla biegaczy, kibice wzdłuż trasy, jakaś babcia wisząca w oknie wychodzącym na trasę biegu, drewniane stragany o ciepłym kolorze bejcy, barierki na zakręcie, dziecięce rączki wyciągnięte żeby przyklepać „piątkę”, śmieszna nazwa: Kociałkowa Górka ( ciekawe skąd się wzięła i co oznacza ) i wiele innych. W tym roku doszło kilka nowych „wzrokowych zdjęć” do kolekcji.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora jacdzi (2013-07-15,15:38): Moi dwaj koledzy biegli ten kameralny polmaraton, zachwycila ich urozmaicona, choc trudna trasa. Ach ta Wielkopolska.... A Iwonka szaleje! Fajnie! paulo (2013-07-16,08:28): miło się czytało, bo miałem i mam podobne odczucia :) Namorek (2013-07-16,22:19): Iwonko - kolejny raz nie spotkałem Ciebie - a byłem również na tym biegu .Szkoda :-)
|