2013-03-26
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Łapanie endorfin (czytano: 1328 razy)

Poniedziałkowe wczesne popołudnie.
W planie bieganie, nie nazwałbym tego treningiem co najwyżej usystematyzowanym bieganiem.
8 km spokojnego tlenowego truchtu a następnie dziesięć kilkudziesięciosekundowych interwałów.
Razem z rozci±ganiem i roztruchtaniem po interwałach wyjdzie 1:15.
Jadę do lasu na peryferiach Bydgoszczy, zamykam auto i ruszam…
… Pocz±tkowo droga jest pokryta lodem. Im dalej zapuszczam się w las tym ¶nieg zmienia się w miękk± kołderkę po której jeszcze nikt nie biegał. Momentami muszę naprawdę podnosić kolana wysoko żeby poruszać się do przodu, ale napieram, tempo cały czas przyzwoite.
Pierwsze 8km zajmuje mi około 47 minut, taki był plan. Teraz kilka minut rozci±gania. Wymachy, napięcia i rozluĽnienia, chwila błogiej ciszy, moment na spokojniejszy oddech i spadek tętna przed ponownym jego szarpnięciem.
I tak sobie my¶lę: ale szczę¶ciarz ze mnie!!!
Przez tę godzinę z kawałkiem jestem w innym ¶wiecie, biegnę, wsłuchuję się w swój oddech, płynę, nogi same mnie nios±, wył±czam głowę i unoszę się pół metra nad ¶niegiem, lecę.
Endorfiny wypełniaj± moj± głowę, chwytam je z każdym oddechem, ale ich nie oddaję tylko zachowuję na resztę dnia.
Robie roztruchanie, mam pokaĽnego banana na gębie, zbliżaj±c się do samochodu k±tem oka widzę ludzi którzy mnie obserwuj± mnie i co¶ szepc± między sob±
Jeden pyta: - ile pan przebiegł?
- około 12 km
- i jeszcze pan ma u¶miech na twarzy, ja bym chyba padł
- tak, bo JA TO KOCHAM
My¶lę sobie że wielu ludzi żyje w niewiedzy jakie bieganie jest piękne.
Ja na szczę¶cie to wiem.
Jutro 14km …
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |