2011-11-13
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą! (czytano: 618 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: www.okb-opalenica.pl

Wczoraj, w sobotę, wybrałam się wraz z rodzicami, bratem, siostrą i jej mężem do Poznania na Rusałkę. Moje założenie: przegonić Pawła (szwagra). Po szybkiej weryfikacji w biurze zawodów i odebraniu numerka oraz chipa, udaliśmy się truchcikiem na start, gdzie było już multum biegaczy :) Szybko ściągnęłam bluzę, oddałam tacie i pobiegłam szukać "moich". Staliśmy niezły kawałek za startem, było trochę tłoku, ale nie ma się co dziwić - w końcu startowało prawie 650 osób, został pobity rekord frekwencji.
Na starcie obok mnie stał pan Robert, którego kojarzę chyba z każdego biegu, na którym byłam, czy to jako kibic, czy też jako zawodnik ;) Siostra cały czas do mnie "Honda, boję się", a ja uspokajałam ją i mówiłam, że będzie dobrze!
No i w końcu nastąpił START.. Oczywiście zanim dobiegliśmy do maty minęło 25 sekund :) Widziałam moich rodziców, którym pomachałam i trzymałam się Pawła, nie mogłam pozwolić, żeby zniknął mi z oczu. Było strasznie tłoczno, nie mogłam przecisnąć się przez tłum, a Paweł parł do przodu.. Myślałam sobie "nie poddawaj się, przecież masz w sobie siłę i motywację!". Mam nauczkę na przyszłość, żeby ustawić się trochę bliżej startu, bo przez pierwsze 3 km cały czas musiałam wyprzedzać, co wcale nie było takie proste, bo uliczki dość wąskie :(
Na pierwszych trzech kilometrach czasy nie napawały mnie optymizmem:
1. 4:58
2. 5:00
3. 5:10
Przeklinałam w myślach siebie i wszystkich naokoło, bo w planach miałam przebiegnięcie tego dystansu w 25 minut, a jeśli czasy nadal byłyby takie, jakie na pierwszych trzech, to moje "marzenie" stałoby się marzeniem ściętej głowy.
Ale nagle pojawiło się światełko w tunelu. Na trasie było coraz luźniej, już nie trzeba było wyprzedzać całego tabunu... Cały czas trzymałam się Pawła, "nie dam ci się!" - myślałam! Czwarty kilometr pokonałam w zawrotnym dla mnie tempie 4:11, prułam przed siebie jak szalona!
Na ostatnim, piątym kilometrze, miałam przez chwilę czarne myśli, czułam, że zaraz zemdleję. Miałam tak straszny oddech, jakiś koleś, którego wyprzedzałam spojrzał na mnie takim wzrokiem, że aż sama się przestraszyłam. Ale biegłam dalej.. "Nigdy nie pozwól, aby strach przed działaniem wykluczył cię z dalszej gry". Wiedziałam, że za chwilę będzie koniec, że wbiegnę na metę szczęśliwa...
Nie pamiętam ostatnich 500m. Kojarzę tylko, że moja mama krzyczała coś w stylu "pierwsza, pierwsza" (chodziło pewnie o to, że pokonałam Pawła) i widziałam metę, miałam wrażenie, że ona zamiast przybliżać, cały czas się oddala. Wleciałam na metę, odbiłam się od kogoś jak piłeczka, Paweł pojawił się zaraz obok mnie. Ostatni kilometr zrobiłam w 4:15. Jak dla mnie to naprawdę zawrotne tempo!
Ogółem "nabiegałam" 23:59 brutto i 23:34 netto i jestem z siebie naprawdę zadowolona! Już nie mogę doczekać się kolejnego biegu! :) Jednak Paweł już zapowiedział, że tym razem mi nie popuści :)
Na zdjęciu: ja (199) i Paweł (755)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Zabel (2011-11-13,18:20): gratuluję debiutu na GP :))) następnym razem ustaw się ze mną gdzieś z prozdu to polecisz od razu na 22:00 :) Honda (2011-11-13,18:26): Oczywiście Robert! Mam to w zamiarach :)) Nie wiem tylko czy wytrzymam psychicznie :P Robert (2011-11-14,11:08): Gratuluję wyniku, wystartowałaś jak łania.
P.S.
Nie jestem żaden pan.
Pozdrawiam Robert
|