2010-10-30
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Tajny biegacz (czytano: 367 razy)

Pocz±tki nigdy nie s± łatwe, i w moim przypadku było wła¶nie tak - CIĘŻKO. Pamiętaj±c o tym, że przez ostatnie 25 lat uprawiałem w miarę systematycznie tylko jedn± dyscyplinę, a mianowwicie skoki ... po piwo, by unikn±ć kompromitacji, przygodę z biegami postanowiłem rozpocz±ć, że tak powiem "w trybie dyskrecjonalnym". W tajemnicy przed bliższymi i dalszymi, bez rozgłosu, pocichutku, pomalutku rozpocz±łem przygotowania do dokonania wielkiej rewolucji w moim życiu. W domowej rupieciarni odnalazłem buty, które fasonem w miarę przypominały dzisiejsze buty do biegania, otrzepałem je z kilkunastoletniego kurzu, obiecałem im, że teraz już ich nigdy nie opuszczę i wzułem na nogi z westchnieniem ulgi, że tak sprytnie zaoszczędziłem kilkaset złotych. Znalazły się też spodnie, które co prawda szeleszcz± podejrzanie przy każdym kroku, ale za to przy kieszonce maj± wyhaftowany czarn± nitk±, wizerunek ¶licznego kotka i dumny napis - Puma. Spodnie były takie w¶ciekle seledynowe, ale nic to przecież postanowiłem biegać incognito. Cało¶ci dopełniła bluza z przykrótkim rękawkiem, też koloru zielonego z tym, że tym razem strasznie zgniło zielonego. Tak wystrojony stan±łem przed lustrem i z uznaniem pokiwałem głow± - witaj twardzielu. Teraz wystarczyło poczekać aż się ¶ciemni by ukradkiem, przez nikogo niezauważonym wybiec na swój pierwszy trening biegowy. Gdy za oknem pojawiła się wieczorna szarówka, wzi±łem się w gar¶ć i z westchnieniem "raz kozie ¶mierć" wyszedłem z domu. No i prawie się udało. No powidzmy tak przez pierwsze trzydzie¶ci sekund się udawało, to jest do czasu gdy na pierwszym zakręcie nie wpadłem na s±siada, który lekko wystraszony, spojrzał na mnie i zapytał, "a pan dok±d w tym roboczym stroju, panie Marku ?". A to był dopiero pocz±tek. Nie wiedziałem, że najgorsze dopiero przede mn± ;o)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |