2010-01-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Strach ma wielkie oczy (czytano: 322 razy)

Jak kilka lat temu zaczęłam z rekreacyjnego pobiegiwania wchodzić na dystanse powyżej 8km miałam rozmowę z doświadczonym biegaczem, który mnie był uprzejmie poinformował, ze złapanie kontuzji to tylko kwestia czasu. Przekornie robiłam wszystko, żeby tak się nie stało. Aż tu w zeszłym roku: „trach!” Do chorowania, kalekowania, cudowania itp. nie nadaję się ani fizycznie ani psychicznie. Jakiś czas biegałam na siłę, a na domiar złego uparłam się, że nie pójdę do lekarza, samo przejdzie, a lekarz to na pewno mnie zbanuje, zabroni biegać z pół roku albo w ogóle. I tak utknęłam gdzieś w przedsionku życia niczym Neo w III części Matrixa. W końcu, pewnego dnia, coś się zresetowało w mózgu, wstałam i stwierdziłam, że zadziałam, zorganizuję, postaram się, dowiem czyli..jak zawsze.
Zaczęłam od zamówienia wizyty u ortopedy, a przy okazji Achillesa postanowiłam od razu zbadać kolanko, przed laty nadwyrężone na nartach. Poszłam dodatkowo we wtorek do lekarza ogólnego, żeby mi dał skierowanie do szpitalnego ortopedy, jakby doszło do zabiegów, to może żebym to chociaż miała w ramach ubezpieczenia. Miałam nadzieję być potraktowaną przedmiotowo, że lekarz wypisze 10 druków słuchając uprzejmie opowieści o czymś, na leczeniu czego się nie zna i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku da mi przepustkę do ortopedy. Traf sprawił (bloczek zarezerwowała moja Mama akurat idąca do lekarza), że zarejestrowano mnie na jedynego w tym ośrodku lekarza sportowego. To jest dopiero ciekawe- trzy razy jak chciałam do niego pójść na profilaktyczne badania, to nigdy nie było miejsc. Zbadał Achillesa, podczas którego to badania odczułam ból i przyjemność jednocześnie :-D, powiedział, że zrostów nie ma, przepisał środki przeciwzapalne gorzkie jak piołun i maści, a na USG kazał iść odpłatnie i przyjść za 3 tygodnie. Widok świetnej sylwetki starszego już lekarza skutecznie zamknął mi usta i prośba o ortopedę nie padła, tylko nastąpił marsz do apteki.
Co było robić, jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć i B. Kolejna runda: tym razem do cenionego w okolicy lekarza radiologa. Wiedziałam, że człowiek to skomplikowana maszyna, ale dwudziestominutowy wykład na temat tego jak doktor widzi rzeczone kolano (którego wysłuchałam wesoło zerkając na ekran i zastanawiając się jak on to wszystko widzi na monitorze, dla mnie będącym jedynie mozaiką pulsujących punktów i kresek) zrobił na mnie odpowiednie wrażenie :) Konkluzja jest taka, że niewielkie zmiany zwyrodnieniowe są, ale biegać:jak najbardziej! Teraz czekam na ortopedę we czwartek po pracy. Przynajmniej coś się dzieje. :)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |