2011-11-02
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Sądny dzień. (czytano: 598 razy)

16 październik 2011.. To dzień, na który czekałam od dawna :) Nie będę tu opisywać wszystkiego po kolei, bo mi klawiatury nie starczy, ale coś musi się znaleźć!
* droga z parkingu Galerii Malta do szatni, raz
No bo tata i Jarek (wuja) musieli się przebrać i zostawić ciuchy "bo gdzie wy to będziecie potem nosić tam i z powrotem?"
* droga z szatni na start pokonana w zawrotnym tempie
"Honda, my idziemy się rozgrzewać a ty idź na start i weźmiesz nasze bluzy". No dobra. Tylko że na starcie ponad 4500 ludzi, jak ja mam tam ich znaleźć? Udało się! Pstryk, pstryk, szybkie fotki, cmok cmok, całuski, pożegnanie, łzy w oczach... Biegnę na start, bo została minuta!
zaraz zaraz... w rękawie bluzy taty została opaska na rękę z rozpiską czasów na 4:15, cholera! znów nawrotka na start i głośne "Zbyyyyszek!" jest, widzę go! pomagam mu założyć opaskę i lecę... 30 sekund. Serce bije mi jak oszalałe, czuję się jakbym to ja zaraz miała biec maraton.
Wyciągam aparat.. 3, 2, 1 ...
* START!
i nagrywam film... obok mnie przebiega rzesza biegaczy a w tle słychać piosenkę Chariots of Fire... Widok nie do opisania! Ryczałam jak głupia! Wśród tłumu ujrzałam mojego tatę, pomachałam mu. Nie jestem w stanie wyrazić słowami tego, co wtedy się ze mną działo. Nigdy nie czułam się tak dziwnie, ale błogo jednocześnie!
*powrót do samochodu na kawkę :)
*i na półmetek…
najpierw ci najlepsi, prawie że pojedynczo. Potem balonik na 3:00 i kilku biegowych znajomych… bijemy brawo, dopingujemy
3:15 , 3:30 a pomiędzy nimi jakiś pan w czerwonej peruce, pacemeaker na 3:20 :)
3:45 kolejni znajomi.. 4:00 i wreszcie 4:15, szukam żółtej koszulki wśród tłumu… jest! „Dajesz, tata, dajesz, jesteśmy z Tobą!” wyglądał nieźle, pół biedy!
Po chwili eskorta zwycięzcy… Ci, co byli na półmetku odsunęli się w lewą stronę, a on biegł prawą.. Wszyscy bili mu brawo.. Niesamowite :)
*no to co? Idziemy na metę!, dwa
To był chyba najbardziej męczący dzień w moim życiu… ponad 3 godz. Stałam na mecie! W międzyczasie dołączyli do nas moja siostra z mężem.. Widziałam wbiegającego na metę Roberta Z., któremu udało się zejść poniżej 3 godzin, jego krzyk… jego radość!
Potem Michał :) Po 4:20 na metę wbiegł szwagier mojego szwagra, który bez żadnego przygotowania postanowił przebiec maraton.. 5 minut potem Jarek. I 4:38 tata! Byłam z niego taka dumna! Był szczęśliwy ale zmęczony! Przytuliłam go najmocniej jak tylko mogłam…
Potem kąpanie, przebieranie, ecie pecie. Dekoracja
*powrót do samochodu, dwa.
Ale inną trasą, wokół jeziora Maltańskiego :) miałam w nogach jakieś 15 km…
Nie wspominam już o kolejnym dniu, kiedy nie mogłam wstać z łóżka, nogi kompletnie odmawiały posłuszeństwa, a ja na każdej lekcji miałam kartkówkę i 2 spr. Żyć, nie umierać!
Jednak warto było na własne oczy zobaczyć maraton, zobaczyć zwycięzców, bo każdy, kto przebiegł nosi miano zwycięzcy!
Gratuluję wszystkim maratończykom dotarcia na mety, pobicia życiówek i pokonania siebie własnych słabości w debiucie! Chciałabym kiedyś stanąć na starcie maratonu, przebiec go i móc nazwać siebie MARATOŃCZYKIEM! Mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda!
Na zdjęciu: siostra, mama, ja, TATA!, Wioleta, JAREK!, brat, szwagier. (troszkę nam słońce w oczy świeciło:))
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu lipton65 (2011-11-02,12:12): Nawet To fajnie wychodzi to Twoje pisanie i bieganie. Werq (2012-06-02,11:58): Będę nieskromna...dobrze wyszłam na tym zdjęciu;) Ale najpiękniejsi na tym zdjęciu są nasi wspaniali maratończycy;)
|