2011-11-02
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Pierwszy raz. (czytano: 604 razy)

Po dłuższych namowach mojego taty zgodziłam się na start w zawodach. Trafiło na I Bieg 3 Nadwarciańskich Mostów w Poznaniu. Dystans: 5,5km przełajem. Niby nic, bo biegałam już wcze¶niej takie dystanse. Tyle, że biegałam ok. godz. 19-20, gdy słońce już zaszło i było do¶ć chłodno. A w dniu biegu, 1 paĽdziernika, pogoda była wręcz wy¶mienita... ale na piknik, a nie na bieg! Słońce grzało niemiłosiernie, ale co powiedział mi tata? "Nigdy się nie poddawaj!" No wła¶nie!
Start zaplanowany był na godz. 11:30, my (jak zwykle spóĽnieni - to chyba domena rodziny Janowiczów!) przyjechali¶my o 11:15. Nie miałam wiele czasu na rozgrzewkę i na przygotowanie psychiczne. Gdy pozostało kilka minut do rozpoczęcia stwierdziłam, że rezygnuję. Bałam się startu jak ognia! Poprosiłam tatę, żeby wystartował ze mn± a po 2-3 km mnie zostawił, zd±żę się w tym czasie zaaklimatyzować :)
Egzamin zdany! Na 2km tata poklepał mnie po plecach i opu¶cił... Jednak gdy tylko zostałam "sama" - przede mn± jakie¶ 50 m biegła do¶ć spora grupka ludzi, a obok mnie jaki¶ pan i pani - straciłam wiarę w siebie. Po małym podbiegu stanęłam.. Czułam się fatalnie, wiedziałam, że przegrałam ze sob±. Ale... nagle podbiegł do mnie jaki¶ pan i powiedział "chodĽ się zabierz" i od razu poczułam siłę w nogach. Trzymali¶my się razem przez jakie¶ 2 km, a potem zaczęło mi się kręcić w głowie, powiedziałam temu panu, żeby biegł, a ja chwilę pójdę. "Dobrze, ale nie dalej niż do tego zielonego płota!" - usłyszałam w odpowiedzi.
W największym skwarze ok. godz. 12:00 dotarłam na metę przywitana oklaskami brata i mamy. Od razu zrobiło mi się lepiej, choć już wtedy czułam straszny ból w obojczyku. Jednak najważniejsze było to, że przybyłam na metę! Byłam z siebie niezmiernie dumna, choć trochę żałowałam, że się zatrzymałam.
Po półgodzinnym odpoczynku nad Wart± nadszedł czas na dekorację. Okazało się, że byłam druga w¶ród kobiet! Było to dla mnie bardzo miłe zaskoczenie!
Potem mogli¶my nawet zobaczyć medal pani Dylewskiej z Igrzysk Olimpijskich.
Bieg miał charakter kameralny, w sumie w biegu wzięły udział 33 osoby, z czego 8 kobiet. Ale i tak cieszę się, że mogłam w nim wystartować! Jak na pierwszy raz (który podobno zawsze jest najgorszy) to nie było AŻ tak Ľle!;)
Na zdjęciu: upragniona meta i zmęczona Honda!
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Honda (2011-11-02,19:48): Ojj, no w Widziszewie to naprawdę było apogeum! Ja stałam w cieniu pod drzewem a mi było gor±co jak... Więc też Cię podziwiam, że wytrwała¶! :) Ze mnie co¶ będzie, oj chciałabym! :)
Dlaczego nie biegniesz w Coccodrillo?:(
|