2010-03-08
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Ultrabiegacz, ultradĽwięk (czytano: 286 razy)

Powoli kulamy się ku wio¶nie. We wtorek zawsze oczekiwana po zimie chwila – kiedy na ł±kach zaczynaj± pojawiać się bażanty. Ruch na drodze ze ¦l±ska na chwilę zwalnia i dostrzegam blisko pobocza ptaka – chudziutki samiec, dumnie wyprostowany, łypie oczkiem. Tak blisko drogi, serce mi się ¶ciska czy zły człowiek nie zrobi mu krzywdy..
Achilles dalej boli. Dwadzie¶cia deko tabletek, kilka tubek sportowych ma¶ci, fala uderzeniowa... Z dostępnych możliwo¶ci zostały już tylko ultradĽwięki..¦mieszna rzecz, mimo wszystko nie ma ani jednego dnia, ba, nawet godziny, kiedy nie wierzę, ze tuż za rogiem jest zakręt, na którym pożegnam niechcian± przygodę z koleg± Achillesem.. Nieustannym elementem dnia jest kalkulacja: pobiegać, obci±żyć czy dzi¶ odpu¶cić? Nieustanna, pracuj±ca w tle wszystkich zajęć codzienna kalkulacja: w drodze na parking, podczas slalomu po markecie, przy domowych pracach. Czasem się polepsza i zrobię dwa, trzy w miarę normalne treningi i ból znowu wraca. Czasem chodzę wieczorem po mieszkaniu i my¶lę, że ja bym jednak ..chciała..POBIEGAĆ! Z podłogi, niczym mnich z klasztoru Shaolin, zgrabnie przeskakuję na ¶cianę, póĽniej przechodzę na sufit..póĽniej rzucam wszystko i schodzę na dół. Ludzie wracaj± z roboty z drugiej zmiany, a ja gonię po osiedlu.. W mijaj±cym tygodniu nowy wariant: boli mocno wtorek, ¶rodę..w niedzielę już nie czekam aż przejdzie tylko robię te 8km. O dziwo po treningu ból mija, zostaje niewielka dysfunkcja. Poczekaj no – my¶lę w lepszym jednak humorze – jutro do pracy o kulach będziesz schodzić..Ale nie, na razie jest nieĽle..
Tak ogólnie to idzie oszaleć :)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |